— Nie każdy, kto ma konto na portalu randkowym, liczy na tzw. kolację ze śniadaniem, ale to trochę jak szukanie igły w stogu siana. Ludzie potrafią pisać, że chcą stałego związku, a tak naprawdę szukają przygód. I to jest przykre, bo druga strona tylko traci czas na spotkania, które do niczego nie prowadzą. Znam przypadki, w których kobiety były oszukiwane latami — mówi “Faktowi” Anna Guzior-Rutyna, znana też jako “Swatka Anna”, która od 13 lat pomaga ludziom odnaleźć miłość.
Od 13 lat pomaga ludziom znaleźć miłość. “Ludzie płacą mi za to, że się wtrącam”
Fakt: Wspomina Pani na swojej stronie, że zaczynała Pani od swatania swoich znajomych. W którym momencie pojawiła się myśl, by zająć się tym zawodowo?
Anna Guzior-Rutyna: — Początkowo w ogóle o tym nie myślałam. Wcześniej prowadziłam firmę finansową, dobrze zarabiałam, budowałam dom, miałam męża, dziecko, ale po latach intensywnej pracy, po 12-14 godzin na dobę, poczułam wypalenie zawodowe i brak sensu w tym, co robię. Wtedy przypomniałam sobie słowa znajomej, która namawiała mnie do otwarcia biura matrymonialnego. “Bo ty tak wszystkich swatasz, nadajesz się do tego”, mówiła. Postanowiłam spróbować. Bałam się, bo nie wiedziałam, jak to będzie, ale stwierdziłam, że to jest ten moment. Zdjęłam obrączkę, pochodziłam po biurach matrymonialnych, podzwoniłam, poobserwowałam w sieci i stwierdziłam, że idę w to, ale nie tak jak inni, bo ja zawsze muszę wszystko inaczej, po swojemu.
Fakt: To na czym polega Pani praca jako swatki?
— Dobieram do siebie dwie osoby, umawiam je na randki, a potem już działają razem. Czasem muszę się też “wtrącić”. Na przykład, jeśli kobieta, mająca 155 cm wzrostu upiera się, że partner musi mieć 185 cm, mówię jej: “Hej, ale ten kandydat jest świetny. Ma 175 cm wzrostu, ale daj mu szansę — to ciepły człowiek, jest niezależny finansowo, macie podobne pasje”. Mogę więc powiedzieć, że ludzie płacą mi za to, że się wtrącam.
“Dzisiaj trudniej jest zbudować dobry związek niż karierę”. Dlaczego?
Zdarza się, że mimo braku przekonania, po pierwszym spotkaniu pomiędzy tymi osobami zaiskrzyło?
— Najczęściej tak właśnie jest. Czasem mężczyźni boją się nawiązywać relacje z atrakcyjnymi kobietami, mówią mi, że do nich “nie pasują” i są szczerze zdziwieni, że one chcą się z nimi umówić na randkę. Takie kobiety często są postrzegane jako niedostępne, a to nieprawda. Paradoksalnie, to właśnie bardzo atrakcyjne kobiety częściej zgadzają się na randki z mniej atrakcyjnymi mężczyznami niż te mniej atrakcyjne. One wolałyby tych bardziej atrakcyjnych partnerów.
Można powiedzieć, że sami trochę nie dajemy sobie tej szansy na miłość?
— Tak, bo za dużo kombinujemy i analizujemy, zamiast po prostu pozwolić sobie poznać tego drugiego człowieka. Często też brakuje chęci, by w ogóle wejść w relację.
W dzisiejszych czasach naprawdę trudno jest zbudować dobrą relację, dużo trudniej niż karierę. Ludzie są bardzo egoistyczni, mają ogromne wymagania, a mało chcą dać od siebie. Często szukają ideału, kogoś, kto będzie ostatnim brakującym elementem pasującym do układanki ich życia. Jak mebel z katalogu, bo wszystko inne już mają.
Z perspektywy tych 13 lat mogę powiedzieć, że ta poprzeczka została postawiona bardzo wysoko i oczekiwania są większe niż kiedyś. Z drugiej strony jest też większa świadomość psychologiczna i to jest coś, co mi się podoba. Osoby po trudnych rozstaniach i przeżyciach coraz częściej korzystają z pomocy specjalistów, a po terapii są dojrzałe emocjonalnie, co ułatwia znalezienie partnera.
Praca swatki w czasach serwisów randkowych. Kim są jej klienci?
A jakie ma Pani obserwacje dotyczące aplikacji i portali randkowych?
— Kiedy zaczynałam, robiłam zapisy do bazy za darmo i organizowałam wieczorki zapoznawcze. Teraz mam innych klientów. To są dwie główne grupy. Jedna to ci, którzy nigdy nie korzystali z aplikacji i portali randkowych — celebryci, aktorzy, lekarze, prawnicy, ale też biznesmeni, urzędnicy czy profesorowie. Tutaj często chodzi o wizerunek, dobrą reputację, ale też o autentyczność relacji — by wiedzieć, czy ktoś chce być ze mną dla mnie, czy dla pieniędzy lub statusu. Druga grupa to osoby, które spróbowały, ale po nieudanych doświadczeniach szybko uciekły z serwisów randkowych. Miałam taką klientkę, prawniczkę, która miała konto tylko jeden dzień. Rano ktoś do niej napisał. Przywitała się, ale później przez cały dzień miała rozprawy. Gdy odezwała się wieczorem, usłyszała, że to już nieaktualne, bo skoro ona nie ma czasu, to on już umówił się z kimś innym. Wychodzi na to, że to jest praca na cały etat. W internecie każdy też może być, kim chce i pisać co chce — na przykład o wzroście, stanie cywilnym czy planach na życie. Inaczej jeśli się przed kimś odpowiada, ktoś to weryfikuje.
Nie każdy, kto ma konto na portalu, liczy na tzw. kolację ze śniadaniem, ale to trochę jak szukanie igły w stogu siana. Ludzie potrafią pisać, że chcą stałego związku, a tak naprawdę szukają przygód. I to jest przykre, bo druga strona tylko traci czas na spotkania, które do niczego nie prowadzą. Znam przypadki, w których kobiety były oszukiwane latami.
U mnie klienci odpowiadają przede mną — mam wgląd w fakty, a nie deklaracje. I wydaje mi się, że coraz więcej osób, które kiedyś nawet nie pomyślałoby, żeby skorzystać z usługi swatki, teraz jest do tego skłonnych. Coraz więcej osób chce takiej autentyczności.
Czego naprawdę chcą kobiety, a czego mężczyźni? “Lista wymagań długa jak rolka papieru”
Skoro już przy tym jesteśmy, czego szukają kobiety, które się do Pani zgłaszają?
— Kobiety najczęściej chcą, aby mężczyzna był opiekuńczy i zdecydowany. Mają dość tych, którzy zachowują się jak panienki — nie wiedzą, czego chcą, co mają ze sobą zrobić albo mają fochy. Chcą ciepła, zaradności i stabilizacji, partnera, który “ogarnia życie” i jest odpowiedzialny. Nie chcą maminsynków. Na pewno zwracają uwagę na wygląd i często mają listę wymagań długą jak rolka papieru.
A czego szukają mężczyźni?
— Przede wszystkim kobiecości, delikatności, spokoju i ciepła. Mogą związać się z ambitną i niezależną finansowo kobietą, ale nie chcą rywalizacji w domu i w związku. Mężczyźni oczywiście zwracają uwagę na wygląd, ale przede wszystkim chcą miejsca, do którego wracają jak do bezpiecznej przystani. Chcą czuć, że choćby nie wiadomo, co się wydarzyło, partnerka zawsze będzie stała za nimi murem. Kobiety zresztą także chcą takiego wsparcia. Obie strony tęsknią po prostu za bliskością i autentycznością.
Tych pytań nie zadaje się na pierwszej randce. “To są ważne rzeczy”
Jak wygląda sam proces kojarzenia par?
— Rozmawiam z klientem i wypełniam kwestionariusz. W zależności od wybranego pakietu może być to wideorozmowa lub spotykamy się osobiście. Podczas takiej rozmowy zwracam uwagę na to, co ta osoba mówi, ale też na to, czego nie mówi. Czytam między wierszami. Zadaję też trudne pytania: o podejście do małżeństwa i dzieci, o politykę, wiarę, problemy zdrowotne, relacje z rodziną i temperament seksualny. To są ważne rzeczy, ale zazwyczaj nie pyta się o nie na pierwszej randce, by nie wystraszyć nimi drugiej strony. Robię to więc za moich klientów.
Gdy uznam, że dwie osoby do siebie pasują, dostają ode mnie swoje zdjęcia i opis. Nigdy nie udostępniam zdjęć klientów na zewnątrz. Nawet jeśli szukam dla nich partnera w mediach społecznościowych, nie podaję szczegółowych informacji, aby zachować dyskrecję. Jeśli obie strony są chętne — umawiam ich randkę.
Co sprawia, że ludzie do siebie pasują?
Z perspektywy Pani wieloletniej praktyki, co decyduje o tym, że dwie osoby dobrze do siebie pasują?
— Na pewno podobne podejście do życia, wartości, sposób spędzania czasu. Cudów nie ma: domator nie połączy się z kimś, kto kocha podróże. Jeśli chodzi o temperament, potrzebna jest równowaga. Gdy jedna osoba jest wulkanem energii, druga powinna być trochę spokojniejsza. Wygląd jest najmniej ważny. Przez te 13 lat widziałam wiele przepięknych kobiet i trudniej było mi znaleźć im partnera niż tym przeciętnym. Co więcej, te bardzo piękne kobiety też są zdradzane przez mężczyzn. Pamiętajmy też, że wygląd zmienia się z upływem lat, niezależnie od naszych wysiłków.
Czy przeciwieństwa się przyciągają?
Tak, ale tylko na chwilę. Gdy różnic jest zbyt dużo, pojawiają się problemy. Dobry związek, taki na dłuższą metę, to przede wszystkim przyjaźń, szacunek i patrzenie w jednym kierunku. To też podobne wartości.
Miałam klientkę, która lubiła podróżować, a jej partner absolutnie nigdzie nie chciał wyjeżdżać. Trafiła do mnie po tym, jak się rozstali. Powiedziała: “Pani Aniu, ja już miałam tego dosyć. Ja się czułam jak singielka”.
A czy istnieje idealna różnica wieku w związku?
— Myślę, że najlepiej, aby było to plus minus pięć lat, choć zależy to też od tego, w jakim wieku są partnerzy, jaką ktoś ma energię i podejście do życia. 10 lat różnicy to już dużo, a 15-20 lat to kompletna przepaść życiowa.
Czy zdarza się, że mimo dopasowania danej parze nie wychodzi?
Nie będę pani czarować — zdarza się. Czasem trafiają się drobne problemy, zwykle w komunikacji, więc jako coach relacji staram się im pomóc, zwłaszcza że znają mnie już z procesu łączenia i łatwiej im zadzwonić. Bywa, że udaje się taki związek “ponaprawiać”, choć oczywiście nie zawsze, bo w człowieka nie wejdę. W większości jednak pary są trwałe, a historie takie, jak Ani i Stanisława — których połączyłam, gdy byli po “70” i którzy ostatnie chwile życia spędzili razem, szczęśliwi — pokazują, że miłość można spotkać w każdym wieku.
Mężczyźni wolą młodsze? Swatka obala mity
Jakie mity o miłości i szukaniu partnera najczęściej pani słyszy?
— Kobiety bardzo często sądzą, że 50‑latkowie chcą tylko kobiet, które mają 20 lat. To nieprawda. Wielu moich klientów nie chce znaczącej różnicy wieku, źle się z tym czują. Kolejnym mitem jest to, że im bardziej kobieta jest “zrobiona”, tym większe powodzenie. Często jest odwrotnie. Mężczyźni, widząc zdjęcie, rezygnują ze spotkania.
Nie podoba mi się trend namawiający do spania w osobnych pokojach. Skoro mamy mieć osobne pieniądze, osobno spędzać wakacje i prowadzić osobne życie, to po co nam partner? W związku potrzebny jest czas dla siebie, ale potrzebny jest też czas wspólny.
Uważam też, że na pierwszej randce mężczyzna powinien zapłacić rachunek. Ja zawsze mówię, że to test na faceta, bo pokazuje jego inicjatywę i wbrew obiegowej opinii nie odbiera to kobiecie niezależności. Wiele kobiet odmawia, by mężczyzna płacił, bo boi się, że jeśli na to pozwolą, to on będzie się domagał tzw. kolacji ze śniadaniem. Najlepsze rozwiązanie tej sytuacji jest proste: on mówi: ja dziś zapłacę, a ty zaprosisz mnie następnym razem. I nikt nie czuje się wtedy niezręcznie.
Czy jest jakaś pora roku, w której najbardziej szukamy miłości?
— Przede wszystkim wiosną, a potem jesienią. Wiosną wszystko budzi się do życia, częściej wychodzimy na zewnątrz, dookoła same zakochane pary, z kolei jesienią dopada nas chandra i chcielibyśmy mieć z kim spędzać długie wieczory. Mocno działają też walentynki, święta czy rodzinne uroczystości — w tych momentach najmocniej odczuwamy samotność.
Wiele osób jest też samotnych nie z wyboru, ale dlatego, że straciły nadzieję, rozczarowały się, zostały zranione i wolą być same, niż znowu cierpieć.
Co możemy zrobić, by zwiększyć swoje szanse na miłość?
— Trzeba najpierw choć trochę poznać siebie. Wiedzieć, czego się chce, na co jest się gotowym, a co w poprzednich relacjach nie wyszło i czego nie chcemy powtarzać. Nie należy karać nowych partnerów za błędy poprzednich. I przede wszystkim zastanowić się nie tylko, czego oczekujemy, ale też co sami możemy od siebie dać. Szczęśliwy związek opiera się na komunikacji i gotowości do kompromisów. I tak jak ze wszystkim w życiu, potrzebna jest nam równowaga.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





