Jak donoszą amerykańskie media, obecnie agenci ICE przeprowadzają kontrole i naloty nie tylko w przestrzeni publicznej, ale i w miejscach pracy. Łatwym celem mają być małe społeczności. Zatrzymywane mają być nawet osoby bez kryminalnej przeszłości.
W 2025 r. USA deportowały ponad 527 tys. osób, w tym 130 Polaków. Rok wcześniej, za prezydentury Joe Bidena, liczba naszych rodaków wydalonych ze Stanów Zjednoczonych, wynosiła 70. Dla porównania: w tym samym czasie deportowano 184 Niemców oraz 770 Hiszpanów. Najwięcej osób wydalono do Gwatemali — ok. 40 tys.
Zatrzymanie na budowie i pierwsze tygodnie w detencji
Dziennikarzom Wirtualnej Polski udało się skontaktować z jednym z Polaków mieszkających w Chicago, który został bezpośrednio dotknięty przez działania i procedury ICE. Jak mówi, przyjechał do USA w latach 2000, korzystając z wizy turystycznej. W międzyczasie uległ wypadkowi, przeszedł rehabilitację i nie zdołał zmienić wizy, ani wrócić do Polski. I tak żyje w USA od 23 lat bez papierów. W ośrodkach ICE spędził łącznie sześć tygodni.
Dzień zatrzymania wyglądał rutynowo, do momentu przyjazdu funkcjonariuszy Border Patrol i ICE.
Siedzieliśmy z kolegami na lunchu. Podjechali, zapytali o obywatelstwo, wylegitymowali nas i zabrali mnie oraz kolegę
— opowiada zatrzymany Polak. W ośrodku pod Chicago miał zderzyć się z dramatycznymi warunkami.
W salach dla 20 osób było po 60. W tych dla 80 — 120-150. Brak miejsc do spania, brak okien, właściwie brak informacji, co dalej. Jedzenie trzy razy dziennie, często pół zamrożona kanapka
— dodaje rozgoryczony. Po kilku tygodniach został przewieziony do kolejnego ośrodka, bez jasnego wyjaśnienia, jakie są kolejne kroki.
To jest chaos. Masz wyznaczoną rozprawę w jednym stanie, a trafiasz do drugiego
— podsumowuje.
Kijem bejsbolowym zakatował niedoszłego teścia. Wyrok za zabójstwo w Legnicy
Segregacja i presja na podpisanie deportacji
W ośrodkach obowiązuje system kolorów: czerwoni — poważne wyroki, pomarańczowi — sprawy w toku lub przeszłość kryminalna, niebiescy — bez zarzutów.
Funkcjonariusze często proponują podpisanie zgody na deportację. Wielu podpisuje, bo są zmęczeni. Myślą, że wyjadą szybciej, ale często i tak tkwią tam tygodniami
— opowiada zatrzymany przez amerykańskie służby Polak. Jemu udało się wyjść za kaucją 5 tys. dolarów — częściowo dlatego, że od ponad 20 lat płaci podatki i ma dzieci będące obywatelami USA. Dziś żyje pod kontrolą elektroniczną.
Noszę opaskę na nodze 24 godziny na dobę, mimo że nie mam żadnych zarzutów kryminalnych
— dodaje.
Podziały w Polonii i dylematy rodzinne
Polak z Chicago przyznaje, że najtrudniejsze bywa nastawienie części Polonii.
Ludzie są skłóceni, brakuje empatii. W mediach społecznościowych wylewa się jad. Gdybym nie miał dzieci, pewnie bym wrócił. Ale to jest ich dom. Wyjazd byłby dla nich ogromnym szokiem. Walczymy, żeby zostać
— komentuje w rozmowie z dziennikarzami możliwość powrotu do Polski.
Z podobnymi historiami spotyka się inny Polak z Chicago, pan Robert. Pewnym razem agenci ICE mieli “wpaść na kontrolę i zabrać wszystkich”, w tym przypadkowych ludzi. Jak dodaje, w Polonii narasta nieufność, głównie za sprawą donosów.
Polacy zgłaszają innych Polaków. Politycy podzielili ludzi, także Polonię
— opowiada w rozmowie z reporterem pan Robert. Problem ten ma dotykać również inne narodowości, w tym osoby pochodzące z Ameryki Łacińskiej.
Meksykanie boją się wychodzić do pracy, dzieci boją się szkoły. Widziałem przypadek chłopaka, którego ojca deportowano mimo że matka była obywatelką. Ludzie podpisują samodeportację. Trauma jest ogromna
— dodaje pan Robert, również opisując warunki w ośrodkach ICE jako “skrajnie trudne”. Chodzi głównie o ograniczoną przestrzeń, liczbę łóżek, dostęp do wody czy presję psychiczną.
“Pani jęczy nam nad głową”. Warszawski Hongkong tonie w wielkim skandalu
Atmosfera strachu po wyborach i trudniejszy system prawny
Adwokatka imigracyjna Magdalena Grobelski z Chicago podkreśla, że po wyborach Donalda Trumpa “telefony się urywały”. Migranci chcieli wiedzieć, jaka jest ich sytuacja prawna i co służby mają o nich zapisane w systemach. Część wróciła do Polski, nie chcąc żyć w stałym napięciu.
W rozmowie z wp.pl wyjaśnia, że zatrzymanie nie oznacza natychmiastowej deportacji. Procedury potrafią trwać miesiącami, osoby są przerzucane między ośrodkami, a rodziny często nie wiedzą, gdzie przebywa bliski. Kiedyś wyciągnięcie kogoś z aresztu zajmowało dwa dni, dziś trwa to nawet dwa-trzy miesiące.
Duże znaczenie ma długość pobytu bez statusu: osoby krócej niż dwa lata “praktycznie nie mają możliwości obrony“. Ci z dłuższym stażem czasem mogą walczyć o pozostanie lub dobrowolny wyjazd.
Grobelski zaznacza, że system bardzo się zmienił — bazy danych są zintegrowane, procedury bardziej restrykcyjne, a życie bez statusu w praktyce znacznie trudniejsze.
Coraz więcej Polaków z długim stażem w USA — często mających rodziny i dzieci — poważnie rozważa powrót.
Są zmęczeni niepewnością. Nie chcą żyć w ciągłym lęku
— mówi adwokatka.
Bezpieczeństwo czy zadłużenie? Mieszkańcy Stalowej Woli o miliardach z SAFE
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









