Przetrwała gwałty męża i nieznajomych mężczyzn. Po raz pierwszy opowiada o dramacie. “Ciągle mnie odurzał”

0
1

To historia, która zmieniła francuskie prawo i wywołała debatę o zgodzie, przemocy i odpowiedzialności. Gisèle Pelicot zdecydowała się na publiczny proces, choć wiedziała, że będzie musiała ponownie przeżyć koszmar przed całym światem. “Wstyd powinien zmienić stronę” – powiedziała. W rozmowie opowiada, jak odbudowuje życie, dlaczego nie chce żyć z nienawiścią i co przeraża ją najbardziej w reakcjach żon skazanych sprawców.

— W październiku tego samego roku, gdy został złapany w supermarkecie i rozpoczęto śledztwo, choć prawdopodobnie wiedział, że wkrótce zostanie aresztowany, odurzył mnie i zgwałcił jeszcze trzy razy. I robił to coraz częściej, bo wiedział, że nie wróci do domu. Chciał wykorzystać czas jak najlepiej — wyznaje kobieta w wstrząsającym wywiadzie.

Gwałty i odurzanie przez męża – historia Gisèle Pelicot

Przez dziesięć lat była odurzana przez własnego męża i gwałcona przez ponad osiemdziesięciu mężczyzn, podczas gdy on rejestrował każdy akt przemocy. Prawda wyszła na jaw dopiero w 2022 roku. Dwa lata później Dominique Pelicot oraz pięćdziesięciu innych sprawców usłyszeli wyroki w głośnym procesie, który wstrząsnął Francją. Gisèle Pelicot domagała się jawnego przesłuchania, podkreślając, że “wstyd powinien zmienić stronę”. Dziś kobieta, która stała się symbolem walki z przemocą seksualną, opowiada swoją historię w książce.

Urodzona 73 lata temu w Villingen-Schwenningen w Niemczech Gisèle Pelicot przez lata prowadziła uporządkowane, spokojne życie. Każdego wieczoru przygotowywała stół na śniadanie — ustawiała miód, talerze, serwetki i słoiki z dżemem. Rano wystarczyło wyjąć masło i włożyć chleb do tostera, a aromat świeżej kawy wypełniał dom. Tak było wygodniej. Tak było bezpieczniej.

Aż do jednego telefonu.

Pewnego poranka policja poprosiła ją, by razem z mężem stawiła się na komisariacie. Miała wówczas 68 lat i była mężatką od niemal pół wieku. Przeżyli razem wiele — lepsze i gorsze chwile — ale była przekonana, że to właśnie on jest miłością jej życia. Dlatego wycofali się do niewielkiego, żółtego domu z niebieskimi okiennicami w Prowansji, gdzie często odwiedzały ich dzieci i wnuki. Nie przypuszczała, że za chwilę jej świat rozpadnie się na kawałki.

Dwa miesiące wcześniej wydarzyło się coś, co uruchomiło lawinę. Ochroniarz w supermarkecie przyłapał jej męża, gdy ukradkiem filmował kobiety pod spódnicami. Na miejsce wezwano policję. Funkcjonariusze zabezpieczyli jego telefon i komputer, przesłuchali go, a następnie zwolnili do domu.

Gdy wrócił, opowiedział Gisèle o wszystkim. Płakał, zapewniał, że nie chce jej stracić. A ona — jak wiele razy wcześniej — postanowiła wierzyć, że to jednorazowy wybryk. Czekała na wezwanie w charakterze świadka, przekonana, że to tylko formalność. Była gotowa mu wybaczyć.

Na komisariacie natychmiast ich rozdzielono. Zaprowadzono ją do osobnego pokoju. Policjantka zadawała spokojne, rzeczowe pytania. W pewnym momencie padło jedno z nich: jak opisałaby swojego męża? “To dobry, przyjazny człowiek. Świetny facet, dlatego wciąż jesteśmy razem” – odpowiedziała.

Chwilę później usłyszała ostrzeżenie: “Teraz pokażę ci zdjęcia i filmy, które Ci się nie spodobają”.

Gisèle Pelicot i proces, który zmienił francuskie prawo

W tamtym momencie zaczęło się jej drugie życie. Życie, w którym pięćdziesiąt lat małżeństwa rozsypało się w jednej chwili. Wspomnienia szczęścia zmieszały się z obrazami przemocy, których nie była w stanie pojąć.

Na zabezpieczonym komputerze znaleziono tysiące zdjęć, nagrań i wiadomości. Przez dziesięć lat mąż podawał jej środki odurzające. Kiedy była nieprzytomna, zapraszał do ich domu mężczyzn poznanych w internecie. Co najmniej pięćdziesięciu z nich miało ją tam gwałcić. Luki w pamięci, które przez lata tłumaczyła zmęczeniem i wiekiem, okazały się skutkiem farmakologicznego zniewolenia.

26 stycznia tego roku Gisèle Pelicot pojawiła się w siedzibie swojej agencji literackiej. Rozpoczynała promocję książki “Hymn to Life: Shame Must Change Sides”, w której opisuje swoje zejście do piekła — ale też powolne odzyskiwanie siebie.

Dziennikarzy “El País Semanal” wita z uśmiechem. Promienieje spokojem. Choć może to brzmieć niewiarygodnie, sprawia wrażenie kobiety pogodzonej z życiem. Jej książka stała się bestsellerem, zaczęła podróżować, a dziś mieszka na wyspie Ré z nowym partnerem, którego poznała tuż przed rozpoczęciem procesu.

Stała się symbolem walki kobiet z przemocą seksualną — nie przez dramat, który ją spotkał, lecz przez godność i determinację, z jaką przeszła przez publiczny proces. To ona nalegała, by rozprawa była jawna. Chciała, by uwaga opinii publicznej skupiła się na sprawcach, a nie — jak często bywa — na ofierze. “Nadszedł czas, by wstyd przeszedł na drugą stronę” — powiedziała. Jej decyzja wywołała ogólnokrajową debatę i przyczyniła się do zmian w prawie we Francji.

Wywiad z Gisèle Pelicot. Symbol walki z przemocą seksualną opowiada o traumie

WELT: Przed rozpoczęciem procesu powiedziała pani, że pani życie jest jak pole gruzów. Jak się dziś pani czuje?

Gisèle Pelicot: Dużo lepiej. Mogłam się nad sobą zastanawiać i analizować swoje życie. Próbuję go odbudować. I szczerze mówiąc, działa całkiem dobrze.

WELT: Czy napisanie książki było częścią tego procesu?

Pelicot: Książka była okazją, by lepiej poznać siebie, a jednocześnie zrozumieć, jak w ogóle mogę kontynuować. I myślałam, że może też pomóc innym. Czasem musimy przechodzić przez bardzo trudne chwile w życiu, ale mamy też moce, których nawet nie jesteśmy świadomi.

WELT: Czy da się zachować dobre wspomnienia z pięćdziesięciu lat i oddzielić je od tych przerażających, by nie przekreślać połowy życia?

Pelicot: Starałam się zachować to, co najlepsze z pana Pelicota. Musiałam tylko wiedzieć, że te pięćdziesiąt lat to nie było jedno kłamstwo. Oddzieliłam więc negatyw, traumy, od niego, zamknąłam je w pudełku i wyrzuciłam klucz. Zachowałam tylko to, co dobre. Przeżyłam z nim wiele, zakochaliśmy się w bardzo młodym wieku, a potem mieliśmy troje dzieci. Tego wszystkiego nie da się po prostu wymazać. Może to wydawać się dziwne i zaskakujące dla niektórych, ale nie czuję ani nienawiści, ani złości. Tylko poczucie złamania zaufania, bezsilności i oburzenia. Nienawiść i gniew tylko cię niszczą.

“Znałam tylko jedną stronę pana Pelicota. Dobry człowiek, który nie był zdolny do takich okrucieństw”

WELT: Czy można tęsknić za kimś takim?

Pelicot: Oczywiście, czasem doświadczam chwil żalu. Tęsknię za świętami Bożego Narodzenia, urodzinami, narodzinami naszych dzieci i rocznicą ślubu. Przeżyliśmy to wszystko razem. Jednak znałam tylko jedną stronę pana Pelicota. Dobry człowiek, który nie był zdolny do takich okrucieństw. Wszyscy mówili, że jesteśmy jakąś modelową parą. Kiedy policja zapytała mnie, jak bym go opisała, powiedziałam, że to świetny facet. Sierżant Perret (policjant, który prowadził całe śledztwo i któremu, jak mówi, Gisèle zawdzięcza życie – przyp. red.) powiedział mi później, że nie spał przez dziesięć dni, bo ciągle myślał, jak mi to powiedzieć. Wiedział, że zniszczy to moje życie.

WELT: Ochroniarz z supermarketu, który zatrzymał pani męża, odegrał kluczową rolę — od tego zaczęło się śledztwo.

Pelicot: Bez niego nie byłoby mnie dziś tutaj. Później grozili mu gwałciciele i ich rodziny. Żyjemy w społeczeństwie, które pielęgnuje zaprzeczenie, ale ten człowiek uratował mi życie. A także upór Perreta, który mógł pomyśleć, że pan Pelicot to tylko nieszkodliwy staruszek. Postanowił jednak dokładnie przyjrzeć się nagraniom i rozpoczął śledztwo.

WELT: Jak daleko, pani zdaniem, posunąłby się mąż, gdyby nie został zatrzymany?

Pelicot: Zabiłby mnie. Ciągle mnie odurzał, miałam coraz więcej zaników pamięci i nic nie pamiętałam. Kiedy przyprowadził swoich ludzi do domu, wstawałam rano bez najmniejszej pamięci. Dopiero w bardzo specyficznych okolicznościach mogłam sobie przypomnieć, co się stało, po telefonie od przyjaciela, który wyjaśnił mi, że tamtego wieczoru byłam bardzo dziwna i mówiłam zupełnie nieskładne rzeczy. Zapytał, czy piłam, bo ewidentnie nie potrafiłam już jasno myśleć i powtarzałam te same zdania w kółko. Później zapytałam pana Pelicota o to, a on wyjaśnił, że wszystko ze mną w porządku i nie powinnam martwić się o dzieci.

WELT: Nie pamiętała pani zupełnie nic?

Pelicot: Nic. Nie ma żadnej pamięci. Nawet w moim ciele. Później poszłam do specjalisty, żeby sprawdzić, czy są jakieś fizyczne ślady. Nie znalazł ani najmniejszego. Nawet fizyczna część mnie nie była, gdy mi to wszystko robili, co oczywiście jest dla mnie szczęściem. A kiedy wstałam i usiadłam z nim przy stole śniadaniowym, spojrzał mi w oczy, jakby nic się nie stało po tym, jak mnie zgwałcili. Kiedy kogoś kochasz, trudno sobie wyobrazić, że ta osoba mogłaby zrobić coś takiego tobie.

WELT: Czy chciałaby pani całkowicie wymazać te wspomnienia?

Pelicot: Nie możemy zapomnieć, to niemożliwe. Więc musisz z tym żyć. Napisałam tę książkę, ponieważ chciałam dać innym nadzieję i swojemu życiu trochę koloru. Naprawdę chcę wykorzystać dobrze lata, które mi jeszcze zostały, otoczona ludźmi, którzy mnie kochają. To mój jedyny cel.

WELT: Pisze pani, że jest wrogiem śmierci. Czy był moment, gdy chciała pani zakończyć cierpienie?

Pelicot: W dniu, w którym wróciłam z komisariatu, myślałem, że wsiądę do samochodu z psem i wszystko skończę. Ale to była tylko ulotna myśl, przez dziesięć sekund. Walczę ze śmiercią od dzieciństwa i choć wiem, że nie będę żyć wiecznie, wciąż chcę żyć.

WELT: Straciła pani wiarę w ludzi? Wspomina pani też, że ogromnym wsparciem był pies.

Pelicot: Och, mój pies. Moje maleństwo. Niestety, zostawił mnie w grudniu, miał raka i postanowiłam go uśpić (kobieta zaczyna płakać, co jest jedynym razem podczas wywiadu – przyp. red.). Ale proszę, nie pozwólcie mi o tym mówić, bo to jedyna rzecz, o której nie mogę mówić bez płaczu, a potem kończy mi się makijaż (śmiech). Nie wiem, czy dałabym radę bez niego.

Oprawca Pelicot. “W wieku dziewięciu lat został zgwałcony w szpitalu, a później, jako nastolatek, dopuścił się do zbiorowego gwałtu”

WELT: Czy znalazła pani jakiekolwiek wyjaśnienie zachowania męża?

Pelicot: Miał bardzo skomplikowane dzieciństwo, z tyranicznym i autorytarnym ojcem. W wieku dziewięciu lat został zgwałcony w szpitalu, a później, jako nastolatek, dopuścił się zbiorowego gwałtu. Ale to wszystko nie jest wymówką. Powinien był być nadzorowany, monitorowany. Zamiast tego udało mu się ukryć swoją osobowość. Jeden z jego prawników powiedział bardzo ładne zdanie: “Pani Pelicot pogodziła go ze sobą, ale nie mogła go wyleczyć.”

WELT: Wielokrotnie chwaliła pani postawę jego adwokatki.

Pelicot: Była po prostu najbardziej elegancka. Kiedy tego dnia dotarłam do sądu w Awinionie, 44 prawników patrzyło na mnie z wyzwaniem. Ona jednak podeszła do mnie po drugiej stronie korytarza, uścisnęła mi dłoń i powiedziała: “Nie dawaj mu nic!”. Nigdy mnie nie atakowała i zawsze była przyjazna. Z pewnością także dlatego, że pan Pelicot już wszystko wyznał, a nagrania nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Doskonale wiedziała, że nie jestem ani odpowiedzialna, ani winna. I właśnie to irytowało pozostałych prawników. “Pani Pelicot nie jest moją przeciwniczką” – powiedziała im.

WELT: Nazywano ją “adwokatem diabła”.

Pelicot: Tak, ale przyjęła tę rolę tylko dlatego, że każdy ma prawo do obrony, nawet jeśli chodzi o coś tak potwornego, że nie da się tego obronić. Pan Pelicot został nazwany potworem. Dla mnie to po prostu osoba, która popełniła potworne czyny.

WELT: Obrona próbowała przekonywać, że pani mąż nie był głównym organizatorem całego procederu.

“Zalogowali się na tę stronę i weszli do niej wiedząc doskonale, że zamierzają zgwałcić odurzoną kobietę”

Pelicot: Ale właśnie tym był. Zalogowali się na tę stronę i weszli do niej wiedząc doskonale, że zamierzają zgwałcić odurzoną kobietę. Większość z nich wiedziała, że coś jest nie tak. Ale szukali wymówek. Jeden z nich powiedział, że jestem atrakcyjna. Jeden z nich chciał zgłosić całą sprawę, ale musiał wcześnie wstać następnego dnia i potem tego nie zrobił. Niektórzy twierdzili, że pan Pelicot im groził. Ale na filmach widać, jak się ze sobą koordynują. Poziom zaprzeczenia jest naprawdę brutalny. Chemiczne podporządkowanie jest narzędziem przemocy, a przemoc jest narzędziem męskiej dominacji. To wszystko.

WELT: Kiedy ich słuchasz, można odnieść wrażenie, że nigdy nie zrozumieli, czym jest gwałt.

Pelicot: Doskonale o tym wiedzą, nawet jeśli nie byli szczególnie intelektualnie dojrzali. Doskonale wiedzieli, że zostaną za to skazani. Terminologia jest ważna. I to też jest problem. Początkowo przewodniczący sędzia mówił o scenach seksu. Zdenerwowałam się i wyjaśniłam, że to były sceny gwałtu i że czuję się winna, a pozostałych 51 to ofiary. Słyszałam całkowicie absurdalne argumenty dotyczące odpowiedzialności za ich czyny. Ale wszyscy zostali uznani za winnych.

WELT: Była jedna ofiara i 51 oskarżonych. To również było czymś niezwykłym.

Pelicot: Tak, zwykle jest odwrotnie. W tej sprawie pojawiła się też skrajna przemoc, co również zdarza się rzadko. Istniało przy tym wiele dowodów. Nagrania pokazywały kolejne przestępstwa i ich sprawców. A jednak niektórzy prawnicy twierdzili, że jestem wspólnikiem i podejrzanym. Albo nawet że wyrażałam na to zgodę.

WELT: Nie tylko prawnicy – wiele osób, które nie potrafiły znaleźć wyjaśnienia tak potwornej zbrodni, zadawało sobie podobne pytania.

Pelicot: Wiem. Powtarzano, że to niemożliwe, abym niczego nie zauważyła. Nie wiedzieli jednak, że byłam pod znieczuleniem ogólnym. Konsultowałem się z neurologami, którzy podejrzewali u mnie udar albo objawy Alzheimera. Ginekolodzy mówili o infekcji szyjki macicy. Rzeczywiście, pojawił się brodawczak, który został operowany w listopadzie zeszłego roku. To wszystko były konsekwencje gwałtów. A mimo to traktowano mnie tak, jakbym był winna. Dlatego mówię: społeczeństwo pielęgnuje zaprzeczenie. I to musi się zmienić.

WELT: Myślisz, że to ma związek z męskością?

Pelicot: Tak, przemoc jest narzędziem męskiej dominacji. We Francji uchwalono już prawo definiujące zgodę. To pewien postęp, ale przed nami jeszcze długa droga.

WELT: Jak społeczeństwo zareagowało po ujawnieniu sprawy? Mam na myśli lekarzy, policję, sędziów, służby społeczne.

Pelicot: Społeczeństwo zdecydowanie nie było przygotowane na taki przypadek jak mój. Nawet przewodniczący sędzia. Odnosiłam wrażenie, że bardziej chronił obrońców. Czułam, że mają prawo mnie obrażać, upokarzać, wyświetlać filmy, na których wyraźnie nie byłam ja, lecz ktoś inny – by dowodzić mojej rzekomej zgody. Kwestionowano moją wiarygodność. Nawet moi prawnicy, z którymi współpracowałam przez trzy lata, zaczęli we mnie wątpić. Nigdy nie wyraziłam zgody na fotografowanie mnie.

WELT: Zdecydowałaś się otworzyć drzwi sądu i upublicznić sprawę – a mimo to musiałaś znosić upokorzenia, o których mówisz.

Pelicot: Początkowo chciałam, aby wszystko odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Przez cztery lata się ukrywałam. Chciałem chronić rodzinę i swoją tożsamość. Ale pewnego dnia moja córka powiedziała: “Mamo, dasz im wielki prezent.” Myślałam, że nie dam rady, ale w maju 2024 roku, podczas spaceru po wsi, powiedziałam sobie, że wstyd powinien zmienić stronę. Moi prawnicy byli zaskoczeni. Dali mi tydzień na decyzję, lecz już następnego dnia ją potwierdziłam. Ostrzegali mnie, że oskarżeni będą mnie prowokować i nie wybaczą tej decyzji. I dokładnie tak było. Uznałam jednak, że wstyd musi przejść na drugą stronę. Taki proces to zawsze podwójna udręka dla ofiar. Musiałem więc stanąć w ich obronie i walczyć z tym wstydem.

WELT: To zdanie stało się potężnym hasłem. Co ciekawe, wcześniej użyła go inna Gisèle.

Pelicot: Tak, prawniczka Gisèle Halimi, która w 1978 roku broniła dwóch kobiet zgwałconych przez trzech mężczyzn (udało jej się zapewnić, że proces nie odbył się za zamkniętymi drzwiami i dzięki temu społeczeństwo mogło uczestniczyć w debacie – przyp. red.) Sam tego nie pamiętałam, ale ta decyzja okazała się sukcesem. Mężczyźni przygotowywali się do procesu za zamkniętymi drzwiami, by nikt nie wiedział, co się stało ani co zeznają. A kiedy dowiedzieli się, że tak nie będzie, czułam ich spojrzenia na sobie i dosłownie czytałam im w myślach: “Więc ona chce tego w ten sposób? Cóż, zobaczy, co z tego wyniesie.”

“Miałam pytania do pana Pelicota i chciałam od niego odpowiedzi”

WELT: Jak udało ci się uwolnić od uczuć nienawiści i pragnienia zemsty?

Pelicot: Tak jak zawsze robiłam w życiu. Próbowałam zamknąć się w czymś na kształt bańki mydlanej, gdzie gniew i nienawiść nie mogły się przebić. Wyznaczam granice. Czułam się upokorzona i zdradzona. Ale miałam też pytania do pana Pelicota i chciałam od niego odpowiedzi. Poza tym nie chciałam dawać tej przyjemności obrońcom, którzy chcieli zobaczyć mnie obsesyjnie nastawioną na nienawiść. Chciałam po prostu być pozytywna i wiedziałam, co muszę zrobić, żeby zachować spokój. Czasem oglądałam zdjęcia mojej rodziny albo miejsc, które lubię.

WELT: Dlaczego zdecydowałaś się zachować nazwisko Pelicot?

Pelicot: Rozwiodłam się w dniu rozpoczęcia procesu i wraz z nim pozbyłam się nazwiska (nazwisko jej męża, które przyjęła na ślubie – przyp. red.). Ale potem je zachowałam, dla dobra mojej rodziny i wnuków. Wyjaśniłam to publicznie, bo chciałem zapewnić równowagę w ten sposób. Nie chciałam, żeby moje wnuki musiały się wstydzić swojego nazwiska, powinny być z niego dumne. Od tego dnia imię Pelicot miało oznaczać jej babcię. I wiesz, moja mała wnuczka przyszła pewnego dnia na zajęcia i nauczycielka zaczęła o mnie mówić. Powiedziała, że przemawiam w imieniu wszystkich kobiet. A moja wnuczka mogłaby być z tego dumna.

(…)

Pelicot chce odwiedzić byłego męża i oprawcę w więzieniu. “Chcę z nim porozmawiać i poprosić o odpowiedzi, których nie wiem, czy mi je udzieli”

WELT: Powiedziałaś, że chcesz iść do więzienia i zobaczyć pana Pelicota, żeby uzyskać od niego więcej odpowiedzi.

Pelicot: Podczas procesu nie mogłam z nim rozmawiać, nie mogłam zadawać mu bezpośrednich pytań. Jak dotąd nie byłam u niego, mimo że już krążyły plotki o rzekomej wizycie. Ale zrobię to, bo jest tam już prawie sześć lat. Chcę z nim porozmawiać i poprosić o odpowiedzi, których nie wiem, czy mi je udzieli. Muszę go zobaczyć.

WELT: Podczas procesu ujawniono dwie inne, nierozwiązane sprawy gwałtu, które miały miejsce bardzo dawno temu – on również był w nie zamieszany. Jedna z nich zakończyła się morderstwem. Myślisz, że byłby w stanie to zrobić?

Pelicot: W listopadzie 2022 roku policja zadzwoniła. Byłam chora i leżałam na kanapie. Wtedy opowiedzieli mi o tej sprawie – o próbie gwałtu w maju 1999 roku, ale nie pamiętam nic rzucającego się w oczy. DNA pana Pelicota zostało znalezione, ale doszło do błędu w przechowywaniu próbek i sprawa jest obecnie przedawniona. Wyobrażam sobie, że kobieta nie wyzdrowiała z tego, bo nigdy nie było procesu i nigdy nie została uznana za ofiarę. Ma dwoje dzieci i chce pozostać anonimowa, co doskonale rozumiem. Potem była sprawa morderstwa kobiety. Teraz prawdopodobnie obowiązuje domniemanie niewinności. I mogę tylko mieć nadzieję, że to nie on jest mordercą, bo to oznaczałoby jeszcze głębszy upadek do piekła.

WELT: Pan, który czekał na ciebie na sali sądowej, jest twoim nowym partnerem. To niesamowite, jak miłość może pojawić się podczas takiego procesu.

Pelicot: Możesz sobie wyobrazić, że nigdy bym nie pomyślała, że zakocham się w trakcie tego wszystkiego. Ale los połączył mnie z niezwykłą osobą, kimś o prawdziwych wartościach, które zmieniły moje życie. Muszę umieć kogoś kochać. Ale nie byle kogo! Nikt z internetu, bo jeśli chodzi o ten temat, jestem straumatyzowana na całe życie. Pan Pelicot tego dopilnował! (śmiech)

WELT: Nie straciłaś poczucia humoru, teraz potrafisz nawet żartować na ten temat!

Pelicot: Nie straciłam też radości życia. Nigdy nie możesz tracić nadziei.

“Gwałciciele to zwykli ludzie”

WELT: Podczas procesu często mówiono o banalności zła – że gwałciciele to zwykli ludzie, nasi sąsiedzi.

Pelicot: To byli zwykli ludzie, zgadza się. Mieli od 22 do 70 lat, uprawiali różne zawody. Ale nie można też mieszać rzeczy. Nie jest właściwe umieszczać wszystkich mężczyzn w jednej szufladzie. Nie wolno oddzielać mężczyzn i kobiet ani przeciwstawiać ich sobie jako przeciwników. Jesteśmy stworzeni, by razem żyć.

WELT: Po procesie podkreślali, że nie chcą, aby był postrzegany jako proces kobiet przeciwko mężczyznom.

Pelicot: Zawsze byłam wolną, finansowo niezależną kobietą. Nawet będąc żoną pana Pelicota. Nie jestem radykalną feministką, ale nigdy naprawdę nie wiemy wszystkiego o osobie, z którą mieszkamy. Żony gwałcicieli, którzy zeznawali podczas procesu, np. zawsze zaprzeczały, że ich mężowie byliby zdolni do czegoś takiego. Mogłam być jedną z nich. Bardzo trudno zaakceptować, że mieszkasz z gwałcicielem. Moja rodzina została zniszczona, ale podobnie jak pięćdziesiąt innych. Wiele z tych kobiet jest bezrobotnych, zależnych od mężów i ma małe dzieci.

WELT: Zawsze wydawało mi się nie do pomyślenia, że około osiemdziesięciu osób – pięćdziesiąt skazanych, około trzydziestu nigdy jednoznacznie zidentyfikowanych – było gotowych zgwałcić nieprzytomną kobietę w tak małym promieniu.

“Chemiczne podporządkowanie jest narzędziem przemocy”

Pelicot: To coś uniwersalnego. Takie przypadki zdarzają się w wielu miejscach. Chemiczne podporządkowanie jest narzędziem przemocy. I bez względu na to, ile ustaw uchwalimy, nigdy się to nie zmieni, jeśli nie zmienimy edukacji chłopców i nie nauczymy ich szacunku dla innych. Mentalność musi się zmienić.

WELT: Czy uważasz, że przez dużą liczbę mężczyzn gotowych przychodzić do twojego domu proces przerodził się w proces przeciwko mężczyznom?

Pelicot: Tak, bo wielu mężczyzn teraz zadaje sobie pytania. Niektórzy podchodzą do mnie na ulicy i mówią, że zmienili swoje zachowanie, żarty, sposób, w jaki traktują swoje partnerki. Ale pan Pelicot nigdy nie spojrzał na mnie źle ani nie zrobił nic, co mogłoby pokazać jego drugą stronę.

WELT: Jeśli tylu mężczyzn w tak małym promieniu i w tak krótkim czasie było gotowych cię zgwałcić, ilu byłoby ich w całym kraju?

Pelicot: W zeszły weekend program telewizyjny przeprowadził eksperyment. Zamieścili w internecie ogłoszenie podobne do tego mojego byłego męża, zapraszając do zgwałcenia śpiącej kobiety. Na zdjęciu była kobieta stworzona przez AI. W ogłoszeniu napisano: “Chodź i śpij z moją śpiącą żoną, ma 50 lat.” W ciągu 48 godzin zgłosiło się 30 mężczyzn w wieku od 26 lat do znacznie starszych.

WELT: Czy uważasz, że internet i niektóre jego skutki odegrały znaczącą rolę w twojej sprawie?

Pelicot: Oczywiście. Wszyscy ci mężczyźni mogli znaleźć w niej wszystko, czego chcieli, bez względu na to, jak przewrotne by to było. Dodatkowym dowodem jest fakt, że choć policja zablokowała tę stronę w czerwcu, istnieją jeszcze dwie dostępne strony. Nigdy nie uda ci się ich wszystkich zamknąć. To samo dotyczy pornografii – to straszne, że nasze dzieci mają nieograniczony dostęp do tego świata i rozwijają tam swoją seksualność. Trzeba to ograniczać, regulować i ustalać zasady. I edukować w szkołach, rozmawiać z uczniami. Gdy wpadniesz w ten wir, trudno się z niego uwolnić. To jak narkotyk, uzależnienie.

WELT: Podczas rozprawy apelacyjnej ponownie pokazano nagrania wykonane przez pana męża. Opuścił wzrok, a sędzia zapytał go, dlaczego tak robi. Odpowiedział: “Bo to wciąż mnie ekscytuje.”

Pelicot: To było szokujące. W październiku tego samego roku, gdy został złapany w supermarkecie i rozpoczęto śledztwo, choć prawdopodobnie wiedział, że wkrótce zostanie aresztowany, odurzył mnie i zgwałcił jeszcze trzy razy. I robił to coraz częściej, bo wiedział, że nie wróci do domu. Chciał wykorzystać czas jak najlepiej. Nie wiem, dlaczego wciąż żyję.

WELT: Czy przebaczenie jest w ogóle możliwe?

Pelicot: Przebaczenie jest bardzo trudne, ale nie chcę i nie będę żyć z nienawiścią.

WELT: Co chciałabyś robić od teraz?

Pelicot: Książka jest dziedzictwem i przesłaniem nadziei. Jednak zawsze będę bardzo uważnie obserwować, co się dzieje. A jeśli mogę w jakikolwiek sposób pomóc, na przykład na uczelniach medycznych, i wyjaśnić, co się tam wydarzyło, to zrobię to. Ale teraz chcę po prostu podróżować i mieć spokój.

Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu Welt.de. Jego autorem jest Daniel Verdu

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco!  Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl