Teresa Klemańska, siostra odnalezionej 74-latki, ponownie mierzy się z systemem, który zawiódł. Gdy jej siostra zniknęła, słyszała, że wszystko jest pod kontrolą. Prawda okazała się makabryczna i ukryta za zamkniętymi drzwiami łazienki.
Śmierć za zamkniętymi drzwiami
Mieszkanie ma 19 m kw. Jeden pokój, kuchnia, łazienka. To właśnie tam, przez dwa lata, leżało ciało Stanisławy Szczęsnej, matki chrzestnej Tomasza Komendy. Choć sąsiedzi alarmowali o robactwie i fetorze, a rodzina błagała o przeszukanie lokalu, służby pozostawały głuche.
— I znowu odbijam się od ściany, jak przy sprawie Tomka. Najgorsza jest ta opieszałość i traktowanie ludzi z góry — mówi Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy i siostra zmarłej, w rozmowie z “GW”.
Dramat zaczął się w grudniu 2023 r. To wtedy sąsiedzi widzieli panią Stanisławę po raz ostatni. Gdy wiosną 2024 r. na klatce schodowej pojawiły się insekty, administracja zignorowała prośby o interwencję. Lokatorzy usłyszeli, że jeśli wezwanie straży pożarnej okaże się bezzasadne, zostaną obciążeni kosztami.
Rodzinny konflikt i wielka cisza
Relacje w rodzinie były trudne. Stanisława, nazywana przez bliskich Bożeną, zerwała kontakt z siostrą po skazaniu Tomasza Komendy. — Wyzywała mnie, że jestem matką mordercy, wychowałam bandytę — wspomina Klemańska. Mimo to rodzina interesowała się jej losem. Kiedy w lutym 2024 r. zmarł Tomasz, Teresa nie miała sił doglądać siostry. Dopiero wieść o jej całkowitym zniknięciu poderwała bliskich do działania.
Oficjalne zgłoszenie zaginięcia wpłynęło na policję 8 maja 2025 r. Syn zmarłej, Grzegorz, relacjonuje traumatyczne wejście do mieszkania z administratorką i ślusarzem:
— Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić.
Makabryczne odkrycie podczas “czyszczenia” lokalu
Finał poszukiwań nastąpił 8 grudnia 2025 r. Firma sprzątająca, wynajęta przez Zarząd Zasobu Komunalnego do opróżnienia zadłużonego lokalu, zaczęła wynosić meble. Pracownicy rąbali szafy, wynosili lodówkę. Dopiero w łazience, koło wanny, natknęli się na zmumifikowane zwłoki przykryte białym prześcieradłem.
Jak to możliwe, że podczas wcześniejszych wizyt administracji i dezynsekcji nikt nie zauważył ciała w tak małym pomieszczeniu? Jak podaje dziennik, Martyna Stefonowicz z biura prasowego ZZK twierdzi, że jednostka nie wiedziała o zaginięciu, a usuwanie przedmiotów było standardową procedurą sanitarną.
Policja z kolei tłumaczy, że odstąpiła od przeszukania, bo rodzina i administracja były w lokalu wcześniej i zwłok nie zgłosiły. — Mieszkanie sprawiało wrażenie opuszczonego od dłuższego czasu — informuje podkom. Aleksandra Freus.
Adwokat Paweł Marchewka podkreśla, że kluczowe jest tu podejście, a nie same przepisy: — Gdybyśmy na co dzień nie kierowali się jedynie ślepym patrzeniem w przepisy, ale też logicznym postępowaniem w zgodzie z wewnętrznymi zasadami, takich problemów by nie było.
Obecnie prokuratura czeka na opinię biegłych, która wskaże bezpośrednią przyczynę zgonu. Rodzina Stanisławy Szczęsnej została z pytaniami o brak protokołu zniszczonych rzeczy i pamiątek, których nigdy nie odzyskali.
Źródło: “Gazeta Wyborcza”
Sąsiedzi wciąż w szoku po tragedii w Siemianowicach. Prokuratura mówi o nowych ustaleniach
Tragedia w Chełmnie. Matka i jej dzieci nie żyją, ruszyło śledztwo
Tragiczna śmierć matki i trójki dzieci w Chełmnie. “Sama wychowywała te dzieci”
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







