Zmęczeni, gniewni, wypaleni. Pokolenie 40-latków w kryzysie. “Byłem królem życia. Teraz nie wiem, jak nim pokierować”

0
7

Byli wychowywani w kulcie stabilności i bezpieczeństwa. Dziś zadają sobie pytanie: “czy życie polegające na odhaczaniu z listy naprawdę jest moim życiem?”. Odpowiedzi mogą prowadzić do największego przełomu w dorosłym życiu.

— Od lat jestem w trybie zadaniowym. Na autopilocie ogarniam dom, pracę, dzieci, planuję wakacje, poważniejsze wydatki, płacę rachunki, zajmuję się samochodem. Wzięłam na siebie wszystkie obowiązki, ale nie dlatego, że oczekiwał tego ode mnie mąż. Jestem DDA i już jako nastolatka niosłam na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za rodzinę. W dorosłym życiu naturalna była dla mnie potrzeba dawania z siebie 100 proc. na każdym polu. Odniosłam sukces zawodowy, mam szczęśliwą rodzinę. Ale w pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy ja jestem w tym wszystkim szczęśliwa — mówi Renata.

Czytaj także: Matki niewidoczne na rynku pracy. “Pomyślałam, że jestem do niczego”

“Byłem królem życia. Teraz nie wiem, jak nim pokierować”

Gdy żaliła się mamie, że jej ciężko i że jest zmęczona łączeniem pracy z opieką nad dziećmi i zajmowaniem się domem, słyszała, że przecież nie ma na co narzekać, bo ma dobre życie i może swobodnie wydawać pieniądze na przykład na podróże. “My nie mieliśmy takich możliwości” — słyszała za każdym razem. Z czasem te możliwości przestały jednak dawać Renacie satysfakcję. Stały się wręcz źródłem frustracji.

— Sama biczowałam się w głowie, że przecież mam wszystko, czego chciałam, więc powinnam umieć się tym cieszyć. Ale czułam, jakbym odhaczała tylko kolejne pozycje z listy obowiązków — bez emocji czy radości. Za radą przyjaciółki zapisałam się na terapię. Od kilku miesięcy uczę się odpuszczać i odpoczywać — mówi Renata.

Czytaj także: Kryzys 30-latka. “Nieznośna świadomość, że kończy się okres próbny i czas wyznaczyć sobie prawdziwe cele na dorosłe życie”

W podobnym punkcie życia znalazł się Paweł, który trzy tygodnie temu obchodził 40. urodziny. Od 12 lat pracuje w dużej, międzynarodowej korporacji w mieście wojewódzkim.

— W pracy jestem liderem zespołu. Działanie pod presją czasu, terminy, których trzeba dopilnować, raporty, przygotowywanie prezentacji po godzinach — kiedyś to dawało mi wiatr w żagle. Czułem się jak “facet na pozycji”, ważny i szanowany. Byłem królem życia. Teraz nie wiem już tak naprawdę, czym się zajmuję i czemu to ma służyć. Nie założyłem rodziny, a najlepsze lata oddałem pracy. Jestem sam i nie wiem, jak dalej pokierować swoim życiem — mówi.

Paweł stara się zaradzić kryzysowi. Jak twierdzi, robi to, co zrobiłby “każdy facet na jego miejscu” — zanurzył się w sporcie, niemal zamieszkał na siłowni. Szczęścia szuka też w aplikacjach randkowych. Na razie bez powodzenia. Psychoterapia nie wchodzi grę.

— Pochodzę z niewielkiego, kilkunastotysięcznego miasta powiatowego. W domu nigdy nie mówiło się o emocjach. Wizyty u psychologa to były wymysły z Ameryki, oglądało się je w filmach — wspomina.

Do stygmatyzacji psychoterapii dochodzą przekonania Pawła dotyczące “męskiej” postawy. Te również wyniósł z domu. — Mężczyzna miał zaciskać zęby i robić, co musi. Terapia to według mojego ojca przyznanie się do słabości, wstyd. Tak zostałem wychowany i tak żyję. Coraz częściej łapię się jednak na myśli, że może nie tędy droga. Widzę znajomych z pracy, którzy ze swobodą wymieniają się doświadczeniami ze spotkań z psychoterapeutą i trochę im zazdroszczę. Mnie brakuje jeszcze odwagi na ten krok — przyznaje.

40-latkowie szukają sensu życia. Stabilność przestaje już wystarczać

— Pokolenie dzisiejszych 40-latków utknęło w rozkroku między tym, kim są, a tym, co robią zawodowo. Te osoby zaczynały karierę w czasach wysokiego bezrobocia i uczyły się, że trzeba brać, co dają i cieszyć się z pracy. Bardzo często wybierali bezpieczeństwo zamiast pasji. Po wielu latach pojawia się u tych osób pytanie: “czy ja tego w ogóle chciałem, czy poszedłem w to, żeby przetrwać?”. To jest trudne — mówi “Faktowi” Justyna Harężlak, współzałożycielka Fundacji Drugie Skrzydła i działającej przy niej Akademii Nowy Start, które pomagają na nowo budować ścieżki kariery.

Jak podkreśla, późniejsi milenialsi dopiero teraz dojrzewają do myśli, że stabilność zawodowa to nie wszystko. — Bardziej istotne zaczyna być widzenie sensu w tym, co robimy. Warto podkreślić, że nie mówimy tu o kryzysie kompetencji, tylko raczej o kryzysie dopasowania. Zauważenie tego jest najczęściej początkiem bardzo świadomej zmiany.

Nie chcą żyć w ciągłym napięciu i kosztem siebie

Czterdziestolatkowie są znacząca grupą wśród klientów gabinetów terapeutycznych. Psychoterapeutka Katarzyna Dudek przyznaje, że to właśnie po 40. urodzinach dla wielu osób zaczyna się proces świadomego odkrywania siebie.

— To osoby, które często przez wiele lat radziły sobie same: pracowały, wychowywały dzieci, brały odpowiedzialność za innych. Na terapię trafiają nie dlatego, że nie dają rady, ale dlatego, że nie chcą już żyć w ciągłym napięciu i kosztem siebie — mówi.

Za decyzją o skorzystaniu z pomocy specjalisty nierzadko stoją coraz bardziej odczuwalne skutki długotrwałego stresu — psychiczne i fizyczne.

— Pojawiają się pytania o sens, o granice, o to, ile jeszcze można w ten sposób funkcjonować. Wiele osób po 40 roku życia w pracy funkcjonuje poprawnie, ale już “nie czuje życia”. Często obserwuję w gabinecie zmęczenie ciągłą odpowiedzialnością, przeciążenie i poczucie wewnętrznej pustki — dodaje psychoterapeutka.

Wypalenie zawodowe i kryzys połowy życia. Pokolenie 40+ ruszyło do psychoterapeutów

— Klienci mówią nam podczas konsultacji: “nie mam już siły, wszystko mnie męczy, jestem zmęczony, nie chce mi się wstawać do pracy”. To rzutuje na relacje w rodzinie. Takie osoby często są bardziej nerwowe, mają mniej cierpliwości, szybko się irytują, mogą się wycofywać. Od bliskich słyszą pretensje o to, że ciągle są zmęczeni, nie mają czasu ani chęci na nic. To jeszcze pogłębia problem, bo dom przestaje być miejscem regeneracji — tłumaczy Justyna Harężlak.

Jak dodaje, osoby w takim stanie najczęściej mają problemy ze snem. — Wybudzają się w nocy lub przesypiają całą noc albo cały dzień, a i tak cięgle są zmęczone. Weekendy spędzają przed telewizorem, oglądają Netfliksa, a w niedzielę po południu czują, że wcale nie odpoczęły — wylicza ekspertka.

Wypalenie zawodowe niejednokrotnie może iść w parze z tzw. kryzysem połowy życia, albo do niego prowadzić.

— To nie przychodzi z dnia na dzień. Zwykle zaczyna się od przewlekłego stresu, spadku energii, cynizmu. Zaniedbujemy swoje hobby, przyjaźnie, dobrostan psychiczny na rzecz pracy i innych obowiązków. Ostatecznie kończy się na poczuciu pustki i uporczywej myśli: “po co mi to wszystko?”. Często trudno się wyzwolić z głęboko zakorzenionych narracji, które przekazują nam nasi rodzice: “w życiu trzeba się poświęcić, nie narzekaj, w głowie jej się poprzewracało od terapii”. Dlatego kluczowe jest oddzielenie tego, co jest moje, od tego, co moje już nie jest. I właśnie z tego powodu najczęściej osoby w średnim wieku sięgają po wsparcie terapeuty. Potrzebują zrozumienia i wyzwolenia się z przekonań systemu rodzinnego, które już przestają im służyć, a wywołują poczucie winy. Rodzina nie zawsze będzie wspierać tę zmianę — podkreśla Katarzyna Dudek.

Kryzys może być trampoliną do osiągnięcia satysfakcji życiowej

Jak podkreśla, kryzys połowy życia może jednak stać się trampoliną do osiągnięcia satysfakcji życiowej — jeżeli wiąże się z uwalnianiem od wewnętrznych konfliktów i zewnętrznych oczekiwań.

— Aby przejść przez ten etap, warto zastanowić się, co chcę zrobić z drugą połową swojego życia? Czy to, w co inwestuję swój cenny czas, jest tego warte? Jakie wartości są ważne dla mnie teraz? Czy podążam w zgodzie z nimi? Taka wycieczka w głąb siebie bywa trudna, bo okazuje się, że odkrywamy, jak często kieruje nami lęk. Do realizacji potrzebna będzie odwaga porzucenia tego, co znane i bezpieczne, oraz sięgnięcia po marzenia, często bez żadnej gwarancji sukcesu. Marzenia te trzeba również dopasować do naszych możliwości. Wtedy mają większą szansę na realizację. Ale kiedy już przejdzie się pewną drogę, nagle okazuje się, że kryzys wieku średniego jest rozwojowy i ma wiele zalet: dobrze wiesz, kim jesteś i nie musisz nikogo udawać, znasz swoje wartości i pozostajesz im wierny, jesteś w ważnych relacjach życiowych, które ty sam wybrałeś, zaczynasz żyć własnym, a nie cudzym życiem — mówi psychoterapeutka.

Po 40. przewróciły życie do góry nogami

— W wieku 47 lat, jako spełnienie marzeń, zaczęłam studia prawnicze. Za mną dopiero 1,5 roku wyzwań, nauki, odmawiania sobie różnych wydarzeń i łączenia tego z pracą na etacie i działalnością biznesową online. Przede mną daleka droga, ale uważam, że warto w każdym momencie podejmować wyzwania i decyzje, żeby żyć po swojemu — mówi Ewa, dla której wypalenie zawodowe było bodźcem do zmian.

— Jestem teraz z dylematem, co będę robić dalej. Do końca marca jestem na zwolnieniu L4 przez wypalenie i szukam sobie nowej drogi. Na razie sama w domu uczę się języków i to może mi pomoże na start — dodaje Patrycja.

“To zmiana kulturowa”

— Tym, co często powstrzymuje nas przed zmianami w dojrzałym wieku, są obawy, że młodsze pokolenie jest szybsze, lepiej radzi sobie ze zmianami technologicznymi. Ale to jest wina stereotypów. To wcale nie są fakty. Tak naprawdę osoby dojrzałe uczą się bardzo szybko, mają bardzo dobre myślenie strategiczne, na pewno lepsze niż początkujący pracownicy i są przede wszystkim bardziej odpowiedzialnymi osobami — mówi Justyna Harężlak.

Katarzyna Dudek zauważa też ogromną zmianę, jaka zaszła w pokoleniu obecnych 40-latków w porównaniu do ich rodziców.

— Mówimy o emocjach i szukamy pomocy, zamiast zaciskać zęby. Próbujemy nie powielać przemocy psychicznej, obwiniania, zawstydzania w wychowaniu. Częściej widzimy, że zdrowie psychiczne jest równie ważne, jak fizyczne. Uczymy się partnerstwa w relacjach zamiast autorytaryzmu. To jest zmiana kulturowa. I warto ją doceniać — podsumowuje.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl