Od wypadku minęło ponad pół roku. W tym czasie młody strażak przeszedł leczenie, kolejne zabiegi i rehabilitację. Nie doczekał się jednak zakończenia procedury dotyczącej rekompensaty przewidzianej dla druhów rannych podczas akcji. Jak opisuje Wirtualna Polska, sprawa, która powinna zostać załatwiona znacznie szybciej, wciąż pozostaje nierozstrzygnięta.
Eksplozja podczas akcji. “Obudziłem się w szpitalu”
20 stycznia strażacy zostali wezwani do pożaru na terenie zakładu produkującego papier toaletowy i ręczniki papierowe. Wśród nich był 20-letni Amadeusz Szmidt, druh OSP z Piławy Górnej.
Według ustaleń WP młody strażak gasił płonący kontener. Nic nie wskazywało na to, że za chwilę sytuacja wymknie się spod kontroli.
Nagle doszło do eksplozji. Siła wybuchu wyrwała metalowe drzwi kontenera i cisnęła nimi w stronę ratowników.
— Gasiłem pożar, podawałem wodę. A potem nie pamiętam. Obudziłem się w szpitalu — wspominał Amadeusz Szmidt w rozmowie z Wirtualną Polską.
Obrażenia okazały się bardzo poważne. Wieloodłamowe złamania ręki, obrażenia łopatki, uszkodzenie nerwu odpowiadającego za prostowanie dłoni i palców, a także stłuczenie płuca. Miesiące później leczenie nadal trwa.
Miał dostać wsparcie. Rodzina nadal czeka
Po wypadku pojawił się kolejny problem. Amadeusz pracował na umowie zlecenie. Kiedy przestał być zdolny do pracy, przestały też wpływać pieniądze.
Jak informuje WP, przepisy przewidują rekompensatę dla druhów OSP, którzy ucierpieli podczas działań ratowniczych i przez stan zdrowia nie mogą wykonywać pracy zarobkowej. Rodzina rozpoczęła więc procedurę.
Z czasem zamiast oczekiwanej decyzji zaczęły pojawiać się kolejne formalności.
— Zażądano ode mnie tony papierów. Wszystko cierpliwie dosyłałem — mówił portalowi ojciec strażaka, Piotr Szmidt.
Jak relacjonował, przez kolejne miesiące bezskutecznie próbował doprowadzić sprawę do końca.
— Pytałem go o tę sprawę wiele razy, prosiłem o pomoc. Bez rezultatu. Myślałem, że będę miał w nich wsparcie. Nie miałem. Obaj nie mieliśmy — przekonywał.
Strażacy nie zostawili kolegi samego
Gdy procedury się przeciągały, z pomocą ruszyli inni strażacy.
Druhowie z Piławy Górnej oraz strażacy zawodowi z Dzierżoniowa zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla rannego kolegi. To właśnie dzięki niej rodzina mogła pokrywać część kosztów leczenia i codziennego funkcjonowania.
Dla ojca poszkodowanego ta pomoc stała się symbolem prawdziwej strażackiej solidarności. Jednocześnie nie ukrywał rozczarowania tym, jak wyglądała cała procedura.
— Tyle razy słyszeliśmy różne wielkie słowa. Że w straży jesteśmy “rodziną”. G…o prawda — powiedział w rozmowie z WP.
Byli generałowie PSP nie kryją oburzenia
Publikacja Wirtualnej Polski wywołała reakcję doświadczonych strażaków.
Były komendant wojewódzki PSP w Szczecinie, nadbryg. Jarosław Tomczyk, przyznał, że trudno mu zrozumieć, dlaczego procedura trwa tak długo.
— Nie wiem nawet, co powiedzieć. Tam nie ma żadnych, najmniejszych nawet przesłanek, by to tyle trwało — ocenił.
I dodał jeszcze mocniej:
— Dla mnie to jest niedopuszczalne, że tego nadal nie zrobiono.
Głos zabrał również były komendant główny PSP Andrzej Bartkowiak. We wpisie opublikowanym w serwisie X podkreśla, że ratownik ciężko ranny podczas akcji nie powinien być zmuszany do samodzielnej walki z formalnościami.
“Strażak, który odniósł ciężkie obrażenia podczas działań ratowniczych, nie powinien miesiącami sam szukać pomocy, odbijać się od kolejnych drzwi i dopiero dzięki determinacji oraz zainteresowaniu mediów dowiadywać się, jakie prawa mu przysługują i jak może je wyegzekwować” — napisał.
Komenda odpowiada
Jak podała WP, Komenda Wojewódzka PSP we Wrocławiu przedstawiła własną chronologię wydarzeń. W przesłanym stanowisku poinformowała, że formalny wniosek o rekompensatę wpłynął na początku lipca, a sprawa jest obecnie procedowana.
Decyzja ma zostać wydana po zakończeniu postępowania wyjaśniającego.
Tymczasem dla Amadeusza i jego bliskich najważniejsze pozostaje co innego. Młody strażak nadal wraca do zdrowia po akcji, podczas której ratował innych. A pieniądze, które pomagają mu dziś przetrwać, pochodzą przede wszystkim od ludzi w mundurach, którzy postanowili nie zostawić kolegi samego.
Pojechali ratować płonący las, teraz sami potrzebują pomocy. Dramat strażaków z OSP Turze
Adama zabił ciągnik. Przyjaciele proszą o pomoc. “Asia musi znaleźć siłę”
20-letni Igor wiele godzin czekał na karetkę. Zmarł na podjeździe szpitala
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl



