Od kilku lat tereny Nadleśnictwa Kliniska regularnie terroryzuje tajemniczy piroman. Strażacy i leśnicy robią, co mogą, ale ogień wciąż wraca. — Wiele wskazuje na to, że ostatnie pożary to celowe podpalenia — mówi “Faktowi” Ryszard Siarkiewicz-Hoszowski, nadleśniczy z Nadleśnictwa Kliniska. — Od początku roku mieliśmy już 29 pożarów. Większość z nich to nie przypadek — uważa.
Leśnicy podkreślają, że ogień pojawia się nawet w miejscach, gdzie zwykle nikt nie chodzi. — Część pożarów wybuchła w środku młodnika, gdzie bardzo trudno się dostać. To nie mógł być przypadek — mówi nadleśniczy.
W sąsiednim nadleśnictwie znaleziono nawet ślady łatwopalnych substancji, które ktoś zostawił w lesie! — Takie dowody nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z podpalaczem — podkreśla doświadczony leśnik.
Podpalacz wciąż na wolności. Czy nagroda go powstrzyma?
Choć Lasy Państwowe i strażacy robią wszystko, by złapać podpalacza, sprawca wciąż wymyka się wymiarowi sprawiedliwości.
— Widziałem już różne sposoby. Niektórzy montują urządzenia, które podpalają las dopiero po kilku godzinach
— zdradza nadleśniczy. — Ale gdy cztery pożary wybuchają wzdłuż jednej drogi co pół godziny, trudno mówić o przypadku.
Podobna fala pożarów nawiedziła okolicę także w zeszłym roku. Wtedy, po wyznaczeniu nagrody 10 tys. zł, ogień nagle ustał. — Zbiegło się to z nadejściem deszczy, ale kilka lat temu nagroda naprawdę pomogła — przyznaje Siarkiewicz-Hoszowski.
Ogromne straty i strach przed katastrofą
Tylko w tym roku na terenach Nadleśnictwa Kliniska spłonęło już 3,5 hektara lasu! Straty oszacowano na około 100 tys. złotych. — A do tego dochodzą koszty akcji gaśniczych. Minuta lotu samolotu gaśniczego to aż 290 zł! — dodaje leśnik. W zeszłym roku pożary kosztowały nadleśnictwo ponad 300 tys. złotych!
Mimo najwyższego stopnia zagrożenia pożarowego, lasy nie są zamknięte dla spacerujących. — Ludzie, którzy chodzą po lesie, mogą szybko zauważyć ogień i zaalarmować służby. Zakaz nikogo by nie powstrzymał — tłumaczy Siarkiewicz-Hoszowski. Ale strach przed wielkim pożarem spędza sen z powiek.
— Obawiam się, że kiedyś ogień wymknie się spod kontroli. Nasze lasy to głównie sosny, a teren jest ogromny
— ostrzega.
Nowoczesne technologie i stara metoda: nagroda za pomoc!
Dawniej lasów pilnowali obserwatorzy na wieżach. Dziś obraz z kamer trafia do dyżurnych, którzy mogą dostrzec dym nawet z 70 km! Ale to wciąż za mało, by ująć podpalacza…
Dlatego nadleśnictwo znów wyznacza nagrodę 10 tys. złotych dla osoby, która pomoże wskazać sprawcę. — Nagroda zostanie wypłacona, jeśli sprawca zostanie prawomocnie skazany — zapewnia nadleśniczy.
Czy mieszkańcy Klinisk Wielkich będą mogli wreszcie odetchnąć z ulgą? Wszystko w rękach świadków i… szczęścia.
Urzędnicy w Będzinie ostrzegają przed pumą w lasach
/5
Gryń Przemysław / newspix.pl
Tegoroczne pożary lasów w Nadleśnictwie Kliniska przyniosły straty szacowane na 100 tys. złotych.
/5
Gryń Przemysław / newspix.pl
Nadleśniczy Ryszard Siarkiewicz-Hoszowski z Nadleśnictwa Kliniska ocenia, że większość pożarów w tym roku została wzniecona intencjonalnie.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









