Zabójstwo Michała Staszewskiego. Rodzice sprawcy przerwali milczenie. “Nic się już nie da zrobić”

0
5

O tej wstrząsającej historii, która wydarzyła się ćwierć wieku temu, opowiedzieli “Faktowi” rodzice Michała Staszewskiego. Lata nie ukoiły ich bólu, ale dziś nauczyli się z tym żyć i nie złorzeczą sprawcom. Co przeżywają rodziny sprawców tej bestialskiej zbrodni? Do jednej z nich dotarliśmy. Ich rany też się nie zagoiły, wciąż zmagają się z dramatem. Elżbieta (75-letnia) i Zbigniew (75-letni) są rodzicami Tomasza S. — To był dla nas szok — mówią w szczerej rozmowie z “Faktem”. To, co się stało później, gdy Tomasz S. wyszedł na warunkowe zwolnienie, jest równie przerażające dla jego rodziców.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

“To był dla nas szok”. Niewyobrażalne okrucieństwo

Przypomnijmy, 15 maja 2000 r. Michał Staszewski zaginął w Gliwicach. Szukały go setki osób i policja. Do akcji włączyli się wolontariusze, a zdesperowana rodzina poprosiła o pomoc jasnowidzów. Okazało się, że Michał wyszedł z Tomkiem i Rafałem na poligon, z którego nigdy nie wrócił. Obaj jego koledzy na początku kłamali, że nie wiedzą, co się stało z Michałem. Przełom nastąpił 29 czerwca 2000 r., półtora miesiąca od zaginięcia chłopca, gdy w ukrytym dole na poligonie znaleziono ciało 14-latka. Wtedy wyszło na jaw, co koledzy zrobili Michałowi. Rodzice Tomasza S. nie mogli uwierzyć, że ich syn ma związek z zabójstwem.

— To był dla nas ogromny szok — opowiada jego ojciec Zbigniew S. Mężczyzna do dziś powtarza wersję, którą usłyszał od syna: że głównym sprawcą był starszy kolega, Rafał. — Tomek miał dopiero 15 lat. Powinien kogoś powiadomić… może dałoby się Michała uratować – zastanawia się jego ojciec.

Ta wersja stoi w sprzeczności z ustaleniami śledczych i wyrokami sądów, które wskazały, że obaj nastolatkowie brali czynny udział w zbrodni. 14-latka zwabili na poligon pod pretekstem pożyczenia wiatrówki. Mieli przy sobie noże i linę. Pierwszy cios zadali Michałowi w okolice serca. Dalszy opis przebiegu zbrodni jest tak okrutny, że nie należy go cytować. Ciało ofiary ukryli we wcześniej wykopanym dole. Na drugi dzień przyszli, by jego grób “pogłębić”.

Krew, strach i milczenie

Matka Tomasza pamięta tamte dni jak przez mgłę. Gdy pytam ją, czy nie widziała śladów krwi na ubraniu syna, który przecież wrócił po zabójstwie do domu, mówi: — On wrócił z tego poligonu późno. Żadnych śladów nie było widać. Dowiedzieliśmy się o wiele później, co on zrobił. Nie byliśmy świadomi, że to była taka potworna zbrodnia. Pracowałam wtedy w szkole jako woźna, nie mogłam sobie tego wszystkiego wytłumaczyć. To był ogromny cios również dla nas jako rodziców. Do dziś nie wiem, dlaczego tak się stało. Wszyscy, na których wtedy liczyłam, odsunęli się od mojej rodziny — mówi Elżbieta S., ocierając łzy.

— To wszystko przez tego Rafała F., on bywał u nas w domu, to on musiał naszego syna namówić do złego. Jakbyśmy wiedzieli, może dałoby radę to powstrzymać, ale człowiek nie ma tego wypisanego na czole — dodaje kobieta. Z jej relacji wynika, że Tomasz mógł czuć się zastraszony przez współudział w zbrodni. — Rafał miał zagrozić, że zrobi coś złego naszej córce, jeśli Tomek coś piśnie na policji. Zresztą nasza córka później wyjechała z kraju i do dzisiaj tu nie mieszka.

Tomasz S. wyszedł na warunkowe zwolnienie i znów wszedł w konflikt z prawem

Proces zabójców Michała Staszewskiego toczył się wiele lat. Ostatecznie Tomasz S. został skazany prawomocnie na 25 lat więzienia, podobnie jak jego kolega Rafał F. Ten drugi odsiedział cały wyrok i mury więzienia opuścił w czerwcu 2025 r. Tomasz S. wyszedł zza krat przedterminowo w 2016 r.

— Wyszedł i wydawało się, że układa sobie życie — mówi matka. — Skończył studia, zdobył tytuł inżyniera. Mieliśmy nadzieję, że zacznie żyć normalnie.

— Pracował w magazynach logistycznych i próbował prowadzić działalność gospodarczą. Założył też rodzinę, urodził mu się syn — dodaje ojciec. Pokazuje zdjęcia swojego wnuka i ociera łzy, które spływają mu po twarzy.

Ta historia jednak zatoczyła dramatyczne koło. — Myślałam, że zmądrzał… że już wszystko będzie dobrze — dodaje pani Elżbieta. — Ale on znowu tam wrócił, za kraty. Był na wolności tylko pięć lat. Nie wiem, co mu odbiło, że ponownie wszedł w konflikt z prawem.

— Jest mi bardzo przykro, mam do syna wielki żal — mówi pan Zbigniew, ojciec Tomasza S.

Matka przyznaje, że nie potrafi już nawet jeździć na widzenia. — Nie jestem w stanie. Za każdym razem to odchorowywałam — mówi. Dziś ich kontakt ogranicza się głównie do rozmów telefonicznych. — Syn dzwoni do nas kilka razy w tygodniu. Wciąż czekam, żeby wyciągnął wnioski z tego, co zrobił — podkreśla kobieta.

Dwie rodziny przeżywają niewyobrażalny dramat. “Nie wiedziałam, że modlą się za moje dziecko”

Rodzice Tomasza przez te wszystkie lata nigdy nie spotkali się z rodzicami zamordowanego Michała Staszewskiego. Nie wiedzieli nawet, że rodzice ofiary, zamawiając msze w intencji swojego zamordowanego dziecka, proszą także o przemianę życia dla sprawców tego okrucieństwa. — Nie wiedziałam, że modlą się za moje dziecko, mogę sobie tylko wyobrazić, co oni przeżywali. To tragedia nas wszystkich. Nasze serce też krwawi — mówi matka Tomasza S.

Gdy pytam ją, co powiedziałaby dziś matce i ojcu ofiary, odpowiada z żalem: — Mogłabym tylko przeprosić, ale nie potrafię cofnąć czasu.

— Nic się już nie da zrobić — powtarza pan Zbigniew S.

Najtrudniejsze dni w roku dla nich to święta. — Wszystko się wtedy przypomina — mówi pani Elżbieta. — Żyjemy w ogromnej traumie, mamy wnuka, ale i nadzieję, że to się kiedyś wreszcie poukłada. Bo to nie my popełniliśmy tę straszną zbrodnię.

Tomasz S. dziś ma 41 lat. Obecnie odsiaduje wyrok łączny — 25 lat więzienia — za kilka przestępstw. Po zwolnieniu warunkowym w 2016 r. musi odbyć resztę kary za zabójstwo Michała Staszewskiego. Do tego w 2024 r. doszły mu wyroki m.in. za narkotyki, przywłaszczenie cudzego mienia, utrwalanie treści pornograficznych i zgwałcenie. Z więzienia wyjdzie w 2030 r.

Zadali Michałowi 59 ciosów nożem. “Prosił, żeby przestali”. Mija 26 lat od niewyobrażalnej zbrodni

Poruszający list w miejscu śmierci 13-letniej Wiktorii. “Miałyśmy się razem zestarzeć”

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl