Te pierwsze kroki kosztowały go naprawdę wiele godzin rehabilitacji i mnóstwo upadków, których nie sposób opisać słowami. Ale 19-latek walczy, bo jak mówi, żyje się tylko raz.
Historia Maksyma, którą opisywaliśmy w ubiegłym roku, poruszyła serca tysięcy ludzi, nie tylko w Polsce, ale też na Ukrainie. Chłopak został pobity przez kuzyna na Ukrainie i uciekł do Polski. Chciał się usamodzielnić i spokojnie żyć. Trafił do pracy w magazynie pod Warszawą, gdzie pracował ponad siły na zmiany dzienne i nocne. Źle się czuł, ale nikomu o tym nie mówił, bo bał się, że zostanie zwolniony i nie będzie miał za co żyć. 17 października 2025 r. o godz. 5 rano stracił przytomność. Został przetransportowany karetką na Szpitalny Oddział Ratunkowy Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie. Tam pełniący dyżur lekarze zauważyli, że jego głowa była wcześniej operowana. Natychmiast rozpoczęto diagnozowanie chłopaka. W trybie pilnym zlecono tomografię oraz wszystkie niezbędne badania. Prawda, jaką odkryli, była wstrząsająca. Maksym w wyniku pobicia miał pękniętą czaszkę oraz liczne urazy, które dały znać o sobie. Przeszedł też zapalenie opon mózgowych. Lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego zrobili wszystko, by uratować go i postawić na nogi. Chłopak przez długi czas leżał sparaliżowany w szpitalu. Obawiano się, że już do końca życia będzie skazany na wózek. Stał się jednak cud.
Sam w obcym kraju, bez pomocy i środków do życia
Maksym znalazł się w bardzo ciężkiej sytuacji. 19-latek był sam w obcym kraju pośród ludzi mówiących językiem, którego jeszcze do niedawna nie rozumiał. Sam leżał w szpitalnych murach. Przez te wszystkie miesiące jego telefon milczał. Nie zadzwoniła mama, nie zainteresowała się jego stanem zdrowia rodzina. Wszyscy zniknęli z jego życia tak, jakby nigdy ich w nim nie było.
— Najbardziej bolała mnie cisza i brak reakcji ze strony najbliższych. Zostałem sam w obcym kraju. Pomogli mi obcy ludzie i koledzy — mówi Maksym.
Nie poddał się. W walce o powrót do zdrowia każdego dnia pomagała mu pani Aleksandra, jego szefowa z pracy. Karmiła go, podnosiła z łóżka, aby choć trochę się ruszał. — Maksym ćwiczył wtedy, gdy ciało odmawiało posłuszeństwa. Zaciskał zęby i miał łzy w oczach wtedy, gdy widać było, że zaraz może się poddać. Walczył jednak dalej, choć często już miał dość. Czytałam mu te wszystkie reportaże i komentarze, które się pojawiały. Być może to go motywowało bardziej — opowiada pani Ola. Po publikacjach na jego drodze znowu pojawili się kolejni ludzie, którzy nie odwrócili od niego wzroku.
Ogromna pomoc ludzi i intensywna rehabilitacja
Pani Aleksandra, jego przełożona — walczyła o Maksyma do samego końca, nie dlatego, że musiała, ale z serca. Do pomocy włączyli się też inni ludzie. Oleh Chernousko, kierownik Fundacji Opieka Seniorów od Serca w Łodzi, pomógł nieść ciężar, którego Maks sam nie był już w stanie udźwignąć. Dzięki niemu nie został całkowicie sam wobec choroby, strachu i rachunków. Maks cały czas jest w ośrodku w Warszawie. Chłopak zaczął robić ogromne postępy. Stawia już pierwsze kroki z pomocą balkonika. Uśmiecha się, ale walka o powrót do samodzielności nieustannie trwa. Chłopak martwi się jednak, że leczenie zostanie przerwane, gdy skończą się środki, które ofiarowali ludzie wielkiego serca.
Dziś dług za leczenie i rehabilitację wynosi 86 tysięcy złotych. To cena miesięcy walki o to, by mógł znów stanąć na nogi. To cena za każdy krok, za każdą godzinę terapii, za każdy moment, w który przybliża go do celu.
— Nie proszę o luksusy. Nie marzę też o wielkich rzeczach. Chcę tylko odzyskać swoje życie i wrócić do pracy, żeby normalnie funkcjonować. Mój powrót do normalności zależy tylko i wyłącznie od dobrych ludzi i ich wsparcia — mówi wzruszony chłopak, który jest żywym dowodem na to, że człowiek potrafi się podnieść nawet po największym upadku. Ale żeby naprawdę wrócić do sprawności, potrzebuje pomocy i wsparcia innych ludzi.
— Czasem jedno dobre serce, jeden gest, drobna wpłata czy udostępnienie potrafi uratować człowieka — mówi pani Aleksandra.
Max zrobił już pierwszy krok. Teraz wszystko zależy od tego, czy ktoś poda mu kolejny raz rękę, by mógł zrobić następny. Ci, którzy chcą pomóc, mogą wpłacić dowolną kwotę na konto pomagam.pl
Sparaliżowany Maksym walczy o życie w Polsce. “Boi się dnia wypisu”
Maksym wraca do zdrowia. Na jaw wychodzą przerażające informacje
Dominik Hołuj stracił nogi w wypadku. Koleje złożyły mu propozycję
/7
– / Archiwum prywatne
Jeszcze do niedawna leżał nieprzytomny w szpitalu.
/7
Damian Ryndak / Fakt.pl
Maksowi cały czas pomagała pani Ola.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







