Mechanik samochodowy produkował nalewkę na serce. Jacek O. stanął przed sądem

0
2

Jacek O. (58 l.) stanął przed sądem w Olsztynie (woj. warmińsko-mazurskie) oskarżony o produkcję i sprzedaż bez wymaganego zezwolenia produktu leczniczego o nazwie strofantyna. Preparat wytwarzany w domowym laboratorium miał pomagać w dolegliwościach sercowych. Problem w tym, że Jacek O. z wykształcenia jest mechanikiem samochodowym, a na wytwarzanie i sprzedaż specyfiku nie miał żadnych pozwoleń.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zaginięcie Emilii Koprowskiej. Czy mąż podda się badaniu wariografem?

Mechanik samochodowy produkował i sprzedawał nalewkę na serce

Oskarżony przedstawił się przed sądem jako naturopata fitoterapeuta, po internetowych kursach. Przyznał, że od lat zajmuje się ziołolecznictwem. Swój lek wytwarzał z zakupionych za granicą nasion zalewanych krajowym spirytusem. Produkcja nie odbywała się w certyfikowanym laboratorium, ale w mieszkaniu. Nie była też pod nadzorem sanitarnym.

Prokuratura oskarżyła Jacka O. o to, że bez wymaganego zezwolenia, wykonywał działalność gospodarczą w zakresie wytwarzania produktu leczniczego pod nazwą strofantyna, a także o o prowadzenie internetowej apteki w zakresie sprzedaży produktów leczniczych wydawanych bez przepisu lekarza. Sprzedaż była prowadzona drogą wysyłkową. Mechanik z Olsztyna produkował nie tylko strofantynę, ale również specyfiki o wdzięcznych nazwach Mumio, Poroże Jelenia, czy Złoty Koń.

Na nielegalnej specyfikach Jacek O. miał zarobić 3,5 mln zł

To jednak nalewka strofantyna wzbudziła niepokój prokuratora. Jest to bowiem specyfik stosowany dawniej na miażdżycę i zawał, który wpływa na pracę komórek mięśnia sercowego. Dzisiaj medycy nie zalecają stosowania go, a przede wszystkim przestrzegają, że przedawkowanie może mieć poważne skutki zdrowotne.

Dramat młodej Ukrainki. Dostała bukiet trujących róż i trafiła do szpitala

Według prokuratury Jacek O. wspólnie ze swoimi współpracownikami dokonali ponad osiem tysięcy transakcji internetowych, sprzedając nie tylko nalewkę strofantę, ale również inne preparaty lecznicze o łącznej wartości trzech i pół miliona złotych. Oskarżeni twierdzili przed sądem, że sami chorują na serce, stosowali strofantynę w ilości kilku kropli dziennie i pomagała im w leczeniu.

Prokurator postawił przed sądem mechanika zielarza

— Przyznaję się tylko do udostępnienia konta bankowego Jackowi — twierdził współoskarżony w sprawie Tomasz D.

— Znam go od prawie 30 lat. Nie miałem z tego żadnych korzyści majątkowych, wystawiałem tylko jego produkty na portalach internetowych. Nasiona były kupowane legalnie w Afryce i przechodziły przez wszystkie procedury oraz odprawy celno-sanitarne. Sam stosowałem nalewkę i pozytywnie wpływała na moje chore serce

— zapewniał w sądzie.

Prokurator, mimo szczegółowego śledztwa nie znalazł osób, które dostałyby uszczerbku na zdrowiu po zastosowaniu preparatu sprzedawanego przez oskarżonego. Jacek O. przebywa w areszcie śledczym. Jego obrońca adwokat Jacek Klonowski wnioskował o uchylenie tego środka zapobiegawczego, jednak sąd zdecydował przedłużeniu aresztu na kolejne trzy miesiące.

Babcie robiły to z pokrywkami do słoików. Dziś mało kto wie, o co chodziło

/5

Hrywniak Bogdan / newspix.pl

Prokuratura zarzuciła Jackowi O. produkcję i sprzedaż nalewki na serce bez pozwolenia.

/5

Hrywniak Bogdan / newspix.pl

Jacek O. miał zarobić na sprzedaży swoich specyfików ok. 3,5 mln zł.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl