Sytuacja z Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego szokuje. Jak informują WP i “Gazeta Wyborcza”, personel zignorował objawy zbliżającego się rozwiązania. Zrozpaczony ojciec stanął przed sądem, a placówka ma własną, odmienną wersję zdarzeń. Co dokładnie zapisał lekarz w karcie wypisu Wiktorii?
Odesłanie z Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie
Do zdarzenia doszło 1 października na SOR-ze stołecznego Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego, o czym jako pierwsi informowali dziennikarze portalu WP. Wiktoria, będąca na trzy dni przed terminem, odczuwała regularne skurcze co trzy minuty.
Z relacji “Gazety Wyborczej” wynika, że po badaniach ginekologicznych, w tym zapisie KTG, medycy nie stwierdzili rozpoczynającej się akcji porodowej. Kobiecie podano leki rozkurczowe.
“Nie wygląda pani na kogoś, kto zaraz urodzi” – miała usłyszeć pacjentka z ust położnej. Inna lekarka doradziła jej wzięcie ciepłej kąpieli we własnym domu, mówiąc o skurczach przepowiadających. Jak zaznacza kobieta w rozmowie z “Wyborczą”: “To nie była moja pierwsza ciąża. Mam już ośmioletnie dziecko. Wiedziałam, co to są skurcze i że powinnam jechać do szpitala”. Zamiast na porodówkę, wróciła do swojego mieszkania.
Poród na podłodze w łazience. Szokujące relacje matki
Rozwiązanie nastąpiło błyskawicznie, niecałą godzinę po wyjściu z placówki medycznej. Wiktoria zaraz po podjechaniu pod budynek poczuła gigantyczne parcie. “Wpadłam do domu i prosto do łazienki. Odkręciłam ciepłą wodę, by już nalewała się do wanny i usiadłam na toalecie” – relacjonuje na łamach “Wyborczej”. Kobieta zauważyła ślady krwi.
Kiedy wstała, odeszły jej wody płodowe, a noworodek wypadł prosto na posadzkę, uderzając o nią głową.
“Lała się ze mnie krew” – wspomina cytowana przez dziennik pacjentka. Niemowlęciem błyskawicznie zajęła się przebywająca w mieszkaniu matka jej partnera, owijając je w koce, a na miejsce wezwano pogotowie.
Karetka natychmiast przewiozła kobietę i synka z powrotem na oddział. Zasięgnięto opinii eksperta. Według cytowanego przez “Wyborczą” ginekologa z długim stażem klinicznym, u matki doszło prawdopodobnie do tak zwanego skurczu tężcowego, który gwałtownie wypchnął dziecko oraz łożysko na zewnątrz.
Demolka na SOR-ze. Ojciec dziecka staje przed sądem
Gdy partner Wiktorii, Karol, dowiedział się o potężnym krwawieniu i upadku syna na kafelki, pojechał prosto do szpitala. Był przekonany, że walczą tam o życie jego rodziny. Jak informuje prokuratura okręgowa cytowana przez “Wyborczą”, mężczyzna zdemolował drzwi na oddział, dystrybutor wody, gaśnicę i panel w windzie.
Wygłaszał także w stronę personelu groźby karalne: “ty kur…”, “ty szm…”, “zaje… cię”, popychając przy tym jedną z położnych. Straty oszacowano na 67 tys. zł. Śledczy wnioskowali o trzymiesięczny areszt, jednak sąd odrzucił ten wniosek. Decyzję argumentowano ogromnym wzburzeniem oskarżonego wywołanym sytuacją.
Szpital wydaje się odpierać roszczenia pacjentki. Dyrektor placówki, Elżbieta Mickiewicz-Dytko, oświadczyła, że kobieta sama wyraziła wolę powrotu do domu. Zaprzecza temu sama Wiktoria, udostępniając “Wyborczej” wypis z zaleceniami domowymi. Skarga na działanie placówki trafiła już do Rzecznika Praw Pacjenta.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









