Home International Zbrodnia, której datę zapamiętałam na zawsze. Rodzina Pauliny nie godzi się z...

Zbrodnia, której datę zapamiętałam na zawsze. Rodzina Pauliny nie godzi się z wyrokiem

0
4
20 października zaginęła Paulina Dynkowska, piękna, młoda kobieta. Plakaty z jej wizerunkiem wisiały w całym mieście. Nie sposób było się na nie nie natknąć. Rozlepione na przystankach, ścianach, słupach. Wyzierały z nich ogromne, ciemne oczy 27-latki; przykuwały wzrok jej regularne rysy i delikatny uśmiech. Pod zdjęciem Pauliny opatrzonym czerwonym napisem: “zaginiona” widniała informacja o tym, gdzie ostatnio była widziana. Skrzyżowanie Zielonej i Wólczańskiej, o godzinie 8.00, w sobotę. I ta data: 20 października, którą natychmiast zapamiętałam.

Zaczęłam głębiej zastanawiać się, co mogło się stać. Dokąd ta śliczna dziewczyna szła w sobotni poranek? Dlaczego zaginęła w biały dzień? W sobotę, w centrum miasta, nie jest przecież pusto i raczej nie bywa niebezpiecznie.

20 października 2018 r. Tragiczny poranek. Zabójstwo Pauliny Dynkowskiej

A jednak. W kolejnych dniach dowiadywaliśmy się coraz więcej na temat zaginięcia Pauliny. Wracała ze spotkania ze znajomymi. Bawiła się w dyskotece. Młoda, towarzyska, korzystająca z życia kobieta. Rodzina straciła z nią kontakt, nie dotarła do domu. Nie zdarzało się to wcześniej. Pauliny poszukiwała policja. A najbliżsi prosili o jakiekolwiek informacje, które pozwoliłyby wyjaśnić tajemnicę zniknięcia dziewczyny.

Centrum miasta, więc pomógł monitoring. Szybko okazało się, że w zainteresowaniu policji znalazł się mężczyzna — zwyczajny, nierzucający się w oczy człowiek w średnim wieku, zarejestrowany przez miejskie kamery. W czapce z daszkiem, w kurtce. Jaki mógł mieć związek z zaginięciem Pauliny? Kluczowy. I wpisujący się w najgorszy z możliwych scenariuszy, który oddalali od siebie wszyscy związani z poszukiwaniem kobiety. 39-letni wówczas Mamuka Khetsuriani, Gruzin, który przyjechał do Polski “za chlebem“. Mijamy na ulicy tysiące takich mężczyzn, ale ten pod fasadą zwyczajności krył pokłady bestialstwa i brutalności.

Zbrodnia w Łodzi. Ciało Pauliny Dynkowskiej znalezione po sześciu dniach

Zwabił Paulinę do hostelu, w którym nocowali inni robotnicy-obcokrajowcy, zaatakował 27-latkę, brutalnie pobił i zadał jej trzy śmiertelne ciosy nożem. Po zabójstwie potraktował ją jak przedmiot. Postanowił się jej pozbyć. Skrępował kobietę, owinął w folię i umieścił w torbie. Czy myślał o niej jak o człowieku, o kobiecie, którą pozbawił życia, gdy zamawiał taxi, ładował zwłoki do bagażnika, kazał się wieźć taksówkarzowi w odludne miejsce i zostawił torbę z ciałem 27-latki w środku, a sam rozpoczął ucieczkę, dbając wyłącznie o własną skórę? Ciało Pauliny znaleziono sześć dni później, a jemu udało się uciec za granicę. I znów wtopił się w tłum, znów stał się zwyczajnym, nierzucającym się w oczy mężczyzną w średnim wieku. Zmodyfikował nieco wizerunek, zapuszczając brodę, bo list gończy za nim poszedł w świat. Przetrwał kilka tygodni. 1 listopada 2018 r. został zatrzymany na ulicy w Kijowie. Czekał na ekstradycję. Kombinował do końca, by nie trafić przed oblicze polskiego sądu. Okaleczył się przed umieszczeniem go w samolocie, którym śledczy przetransportowali go do Polski.

Eksperyment procesowy. Zabójca Pauliny Dynkowskiej na ulicach Łodzi

Na ulicy, na której zaczęła się gehenna Pauliny, zobaczyłam go podczas wizji lokalnej. Znów ginął w tłumie — tym razem wśród policjantów, którzy pilnowali go, kiedy pokazywał, jak wyglądała jego droga z Pauliną. Zarośniętego, przygarbionego, niewysokiego mężczyznę wyróżniały więzienny zielony drelich, czerwona kurtka i kamizelka kuloodporna, którą miał na sobie. Później prezentował się jeszcze w innych odsłonach. W sądzie: w garniturze, z mizerną kitką z długich włosów i długą brodą, w drucianych okularach, z ogoloną głową, z beznamiętnym wciąż wyrazem twarzy maskującym potwora. Skoro mnie, osobę, która była daleko od tragedii, a jedynie relacjonowała jej przebieg, tak trudno było patrzeć na oskarżonego, zastanawiałam się, co musi czuć rodzina Pauliny, która staje z nim oko w oko na sali sądowej, słucha jego wyjaśnień i po raz kolejny przeżywa to wszystko, co spotkało najbliższą, ukochaną osobę — córkę, siostrę. Jak wiele to kosztowało mamę Pauliny, jej brata… Łukasz Dynkowski starał się zachować spokój, a nawet rozmawiać z dziennikarzami po procesie, ale z emocji drżał dosłownie każdy jego mięsień.

Zabójstwo Pauliny Dynkowskiej. Wyrok, o którym nie chce słyszeć jej rodzina

Pierwszy wyrok w sądzie okręgowym brzmiał: 25 lat więzienia. Nie zgodzili się z nim najbliżsi, pełniący rolę oskarżycieli posiłkowych, ani prokuratura. Sąd Apelacyjny wydał kolejny werdykt. Bliscy Pauliny, czekając na niego, zaciskali aż do bólu dłonie w nadziei, że tym razem usłyszą słowo: dożywocie. Sentencję wyroku, wypowiedzianą przez sędziego, po wyjściu z sali odsłuchiwaliśmy wraz z innymi dziennikarzami, by mieć pewność, że na pewno dobrze wszystko zrozumieliśmy. Sąd utrzymał w mocy 25 lat więzienia. Na korytarzu słychać było jęk rozczarowania, rozpaczy, bezsilności. Prawomocny wyrok nie był dożywotnią karą dla Mamuki Khetsurianiego. To wtedy z ust najbliższych zamordowanej Pauliny padło pytanie: co w takim razie trzeba zrobić drugiemu człowiekowi, by zasłużyć na dożywocie, skoro zabójstwo, umieszczenie kobiety w torbie, porzucenie ciała i ucieczka to zbyt mało. Po raz pierwszy od lat, odkąd relacjonuję sprawy karne, usłyszałam: “Jako człowiekowi i prokuratorowi trudno jest mi się pogodzić z takim wyrokiem”. Te słowa padły z ust oskarżyciela publicznego, prokuratora Adama Latuszkiewicza.

Paulina Dynkowska zamordowana w Łodzi w 2018 r. Czy będzie kasacja wyroku?

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi jest prawomocny, choć rodzina szuka jeszcze możliwości, by go zaskarżyć. Jak się dowiedziałam, nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia sądu. Dopiero po jego otrzymaniu prokurator zapozna się z motywami, jakimi kierował się sąd, utrzymując w mocy karę 25 lat pozbawienia wolności. Następnie prokuratura rozważy wystosowanie wniosku do Prokuratora Generalnego o skierowanie kasacji zarzucającej rażącą niewspółmierność, czyli łagodność kary. Dla rodziny Pauliny kara za to, czego dopuścił się Mamuka, jest tylko jedna: to dożywocie. Mama zamordowanej kobiety nie ukrywa, że gdyby istniała kara śmierci w Polsce, taka właśnie powinna go spotkać. Skazany po 20 latach “odsiadki” może już ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie. Czyli zostało ich 12. Wyjdzie i znów wtopi się w tłum, będzie wiódł normalne życie. Paulinie zabrał je bezpowrotnie.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl