Atak w nożownika w klasztorze. Wiemy, dlaczego Ihor M. przyjechał do Jarosławia

0
2

W czwartek jeszcze przed świtem Ihor M. pojawił się na przejściu granicznym w Korczowej. Mężczyzna od kilku lat mieszkał w Niemczech, ale w tym tygodniu postanowił wrócić do swojego kraju.

Zobacz także: Atak nożownika w Jarosławiu. Wstrząsająca relacja siostry zakonnej

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Nożownik z klasztoru stracił auto, wrócił do Jarosławia i zaatakował księży w klasztorze

Przyjechał samochodem. Niestety, miał pecha. Pogranicznicy zaczęli sprawdzać go bardzo dokładnie. I okazało się, że nie ma żadnego obowiązkowego ubezpieczenia samochodu.

— Auto zostało zatrzymane. Przyjechała laweta i zabrała je do Jarosławia. Mężczyzna pojechał za nim. Chciał go odzyskać, żeby kontynuować podróż — dowiedział się “Fakt” od osoby znającej kulisy sprawy.

W Jarosławiu Ihor M. zmienił zdanie. Zamiast pojechać po samochód, ruszył do klasztoru.

— Tam dobrze karmią i parzą pyszną kawę — krzyczał w izbie przyjęć szpitala, do którego trafił po zatrzymaniu.

Zaraz po wybuchu wojny w klasztorze mieścił się ośrodek dla uchodźców z Ukrainy. Do dziś zresztą mieszkają tam przybysze zza naszej wschodniej granicy. Kiedyś było ich setki, teraz jest to zaledwie kilka osób. Niewykluczone, że mężczyzna już tu kiedyś był i wyniósł dobre wspomnienia z tego miejsca. Zapewne dlatego przed próbą odzyskania samochodu przyszedł napić się kawy.

Niestety, wypadki potoczyły się inaczej. Najpierw Ukrainiec wszedł do znajdującej się niedaleko wejścia do kościoła kawiarenki. Tam wszczął awanturę, chwycił jeden z noży i zaatakował. Tu prawdopodobnie ranił pierwszego z kapłanów, ks. Adriana. Zaraz potem wybiegł na zewnątrz, kierując się do wnętrza świątyni. W przedsionku natknął się na księdza seniora Stanisława, siedzącego w konfesjonale. Świadkowie opowiadają, że dźgnął go w plecy. Wszystko widział kolejny z kapłanów. Ks. Marek przygotowywał się do mszy, którą za chwilę miał odprawić. Próbował pomóc, ale także został kilkukrotnie ugodzony nożem. Ranne zostały jeszcze dwie osoby, które próbowały pomóc zaatakowanym księżom.

Interweniowali świadkowie. W końcu jeden z młodych mężczyzn, którzy przyszli na poranną mszę, zamknął nożownika za kratami w kościele. Zaraz potem pojawił się wezwany przez zdruzgotanych świadków patrol policji. Ukrainiec, widząc mundurowych, rzucił się na podłogę i przestał się ruszać. Prawdopodobnie wówczas zranił się nożem i dlatego natychmiast po zatrzymaniu zabrano go do szpitala.

Jeżeli lekarze wyrażą zgodę, nożownik z Jarosławia zostanie przesłuchany i usłyszy zarzuty

Do tej samej placówki trafili także ranni księża. Niestety najstarszy z nich, Stanisław, zmarł podczas reanimacji. Stan księdza Marka, który dwa dni wcześniej obchodził urodziny, jest ciągle krytyczny. Kapłan walczy o życie. Trzeci z rannych opuścił szpital i wrócił do klasztoru. Dwie pozostałe ofiary nożownika także są w szpitalach, w Przeworsku i Przemyślu.

Sprawca masakry został opatrzony przez lekarzy. Podczas wizyty na SOR momentami zachowywał się kompletnie irracjonalnie. Świadkowie, do których dotarł “Fakt”, opowiadali, że był bardzo spokojny, albo krzyczał różne rzeczy, na przykład o dobrym jedzeniu i pysznej kawie w klasztorze. Momentami milczał. Policja kilkukrotnie przeprowadziła go korytarzami. W czasie jednego z takich przejść ktoś nakręcił wszystko komórką.

— Chwilami zachowywał się tak, jakby był niespełna rozumu — mówi jeden z obserwujących sceny na SOR.

Po opatrzeniu ran na rękach mężczyzna został zabrany na oddział psychiatryczny. Jest w izolatce. Sali pilnują policjanci. Jeśli jego stan zdrowia na to pozwoli i zgodzą się lekarze, dziś, w piątek 25 września, zostanie przesłuchany i usłyszy zarzuty. Za atak z nożem na pięcioro ludzi i zabójstwo jednej z nich grozi mu dożywocie.

W Jarosławiu została ogłoszona żałoba.

Atak nożownika w Jarosławiu. Wstrząsająca relacja świadka.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl