Byliśmy u kierowcy autobusu, który wpadł do przejścia. “Robiłem, co mogłem”

0
1

Reporter “Faktu” odwiedził kierowcę autobusu, który 5 lipca prowadził autobus linii 186. Pan Czesław w wyniku zdarzenia został mocno poturbowany i ledwie trzyma się na nogach. Ma problemy z chodzeniem. Przyjmuje silne leki przeciwbólowe. Jest także załamany tym, co się stało.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W krótkiej rozmowie z reporterem “Faktu” przyznał, że ubolewa nad tym, co się wydarzyło, ale nie miał na to wpływu. Wyznał, że do sytuacji doszło nagle i próbował z niej wybrnąć, najlepiej jak umiał. — Proszę pana, robiłem, co mogłem. Zawiodło coś, na co nie miałem wpływu. Co mogę jeszcze powiedzieć, chyba jedynie przeprosić. Nic więcej nie powiem — mówi pan Czesław.

Kierowca autobusu został przesłuchany. Na razie bez zarzutów

Prokuratura wszczęła śledztwo z artykułu, który mówi o sprowadzeniu katastrofy w ruchu lądowym. Kierowca autobusu linii 186 w poniedziałek po wypadku został przesłuchany w charakterze świadka i złożył wyjaśnienia w tej sprawie. Na razie nie usłyszał zarzutów. Kluczowe będą opinie biegłych, którzy badają okoliczności tego zdarzenia. Prokuratura nie wyklucza, że mogło dojść do awarii systemu kierowania. Zabezpieczono nagranie z monitoringu z wnętrza autobusu, na którym ma być widać, że zachowanie kierowcy wskazuje na usterkę pojazdu.

— Zabezpieczony został monitoring wewnętrzny w autobusie, na podstawie którego zachowanie kierowcy może wskazywać na usterkę pojazdu. Finalnie będziemy mogli to potwierdzić po opinii biegłego, który będzie badał elektroniczne ślady powypadkowe pojazdu, chodzi tu o badanie czarnej skrzynki — wyjaśnia Piotr Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Prokuratura sprawdzi też bardzo szczegółowo stan techniczny pojazdu oraz to, jak zachowanie samego kierowcy wpływało na pojazd. Wszystkie badania mają potrwać kilka tygodni.

Wypadek autobusu linii 186 w Warszawie

Przypomnijmy, wszystko wydarzyło się w niedzielę, 5 lipca, kilkanaście minut po godzinie 18, na skrzyżowaniu ul. Grójeckiej i al. Bitwy Warszawskiej 1920 r. Kierowca autobusu linii 186 nagle stracił panowanie nad pojazdem, uderzył w tramwaj, a chwilę później zaczął taranować samochody. Dramatyczny rajd zakończył się na ścianie wejścia do przejścia podziemnego w okolicy Ronda Zesłańców Syberyjskich.

W zdarzeniu nikt nie zginął, ale rannych zostało sześć osób. 58-letni kierowca został przebadany na zawartość alkoholu we krwi oraz substancji psychoaktywnych. Testy nie wykazały, by zażywał jakiekolwiek substancje niedozwolone. Wstępne ustalenia śledczych mówią, że przyczyną tego zdarzenia mogła być awaria pojazdu. W poniedziałek, 6 lipca, był przesłuchiwany przez prokuraturę. Na razie nie usłyszał zarzutów. Biegli dokładnie sprawdzają autobus pod kątem technicznym.

Z dnia na dzień kazano im się wyprowadzić. Dramat lokatorów z Hirszfelda

Ratowali las, teraz sami potrzebują pomocy. Dramat strażaków z OSP Turze

Bunt na warszawskim Zaciszu. Urzędnicy zrobili to bez konsultacji z mieszkańcami

/3

Paweł Supernak / PAP

Autobus taranował samochody, a potem wpadł do przejścia.

/3

Paweł Supernak / PAP

Ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną wypadku mogła być awaria autobusu.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl