Chciał pomóc człowiekowi, wjechał w niego radiowóz. Pan Daniel oskarża: robią wszystko, by nie zapłacić

0
2

— Wiedzą bardzo dobrze, że to ich wina, ale robią wszystko, by zamieść sprawę pod dywan i nie zapłacić za poniesione szkody — żali się mężczyzna.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Był Nowy Rok 2026. Pan Daniel razem z ukochaną wracali do domu po noworocznych pokazach fajerwerków. W rejonie Podolszyc przy ul. Wyszogrodzkiej zauważyli na jezdni leżącego człowieka.

— Na lewym skrajnym pasie zauważyliśmy, że leży człowiek. Chciałem uniknąć jego potrącenia i udzielić mu pomocy, dlatego zjechałem na środkowy pas, włączyłem awaryjne i zatrzymałem samochód — relacjonuje kierowca Cupry. W tym samym czasie na prawym pasie zatrzymała się też Skoda Superb. Według relacji pana Daniela nagle za nimi pojawił się jadący z dużą prędkością nieoznakowany radiowóz policyjny.

— W lusterku błysnęły mi niebieskie światła. Potem poczuliśmy ogromne uderzenie i straciliśmy przytomność — opowiada poszkodowany mężczyzna. Cupra obróciła się w przeciwnym kierunku. Radiowóz odbił się od auta Daniela i uszkodził też stojącą obok Skodę. Pan Daniel i jego narzeczona po odzyskaniu przytomności zostali przebadani przez ratowników, a następnie wylegitymowani i przesłuchani przez mundurowych.

— Kiedy odzyskaliśmy świadomość, zorientowaliśmy się, że w nasz samochód uderzył nieoznakowany radiowóz. Policjanci powiedzieli nam, żebyśmy się nie martwili, bo szkody zostaną pokryte z ubezpieczenia — twierdzi pan Daniel. Ojciec poszkodowanego mężczyzny, który pojawił się na miejscu kilka minut po zdarzeniu, twierdzi, że funkcjonariusze nie rozmawiali w ogóle ze świadkami.

Zdarzenie z Płocka. “Policjant przedstawiał inną wersję zdarzeń”

W rozmowie z reporterem “Faktu” poszkodowany informuje, że policjant po wypadku miał przedstawiać zupełnie inny przebieg zdarzenia.

— Najpierw mówił, że to ja zjechałem na pas, którym oni się poruszali. Później twierdzili, że pieszy miał znajdować się przed radiowozem, a oni, by go ominąć, wykonali manewr — twierdzi pan Daniel. Kwestionuje także to, że policjanci jechali na sygnale.

— Nie mieli włączonych sygnałów dźwiękowych, a tylko błyskowe — dodaje.

Odebrał auto w sylwestra. “Osiem miesięcy czekam na wyjaśnienie sprawy”

Pan Daniel wziął samochód w leasing i odebrał go w Krakowie w sylwestra. Następnego dnia pojazd został kompletnie zniszczony. Straty sięgają kilkudziesięciu tys. zł. Po wypadku auto trafiło na dodatkową ekspertyzę, która wykazała szkodę całkowitą, ale odmówiono wypłaty pieniędzy.

— Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, wskazując, że policja nie bierze odpowiedzialności za spowodowanie zdarzenia — tłumaczy poszkodowany. Najbardziej frustruje go fakt, że policjanci w ogóle nie poczuwają się do winy. Jak mówi, po zakończonych czynnościach miał otrzymać dokumentację wraz z numerem polisy, ale nic nie dostał. Dopiero w trakcie wizyty na komisariacie przekazano mu niezbędny numer.

— Oni teraz umywają ręce. Skasowali mi samochód, byliśmy poturbowani i zrobili z nas świadków, a nie poszkodowanych. Robią tak, by ich ubezpieczyciel nic nam nie wypłacił, a ich koledzy nie ponieśli żadnych konsekwencji — skarży się.

Stracił wymarzony samochód. “Muszę pożyczać albo wynajmować”

Mężczyzna do dziś odczuwa skutki wypadku. Jego samochód nadal stoi uszkodzony, a on, żeby móc sprawnie się przemieszczać, musi pożyczać auto od rodziców albo wynajmować.

— Wszystko stoi w martwym punkcie. I tak powoli dążą do tego, aby umorzyć całą sprawę. Najlepiej zniszczyć komuś auto i zostać bezkarnym — kwituje pan Daniel.

Wjechali radiowozem w Cuprę i Skodę. Policja milczy

Reporter “Faktu” postanowił zapytać komendanta Komendy Miejskiej Policji w Płocku o całą sytuację. Wysłaliśmy kilkanaście pytań, aby funkcjonariusze mogli odnieść się do sprawy i wyjaśnić całe zdarzenie. Od prawie 10 dni nikt jednak nie zabrał głosu. Dla pana Daniela to jasny sygnał. — Oni będą milczeć, bo tak im jest wygodnie. Po co mają się wypowiadać. Najlepiej wyciszyć sprawę — wyjaśnia. Tata pana Daniela zapowiada, że również nie odpuści. Będzie walczył o odszkodowanie, które się należy.

Policjant z Płocka miał pobić byłą żonę i siłą zabrać syna. Wstrząsający opis

Ukrywała ciążę i zostawiła syna pod klasztorem. Mąż nic nie wiedział

Koszmar na warszawskim Mokotowie. Sąsiedzi zauważyli zakrwawione szyby

/7

Krzysztof Burski / newspix.pl

Policjanci uderzyli z impetem w tył pojazdu.

/7

Krzysztof Burski / newspix.pl

Samochód jest kompletnie zniszczony.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl