Dariusz i Roman mieszkali razem od dłuższego czasu. Nie utrzymywali z nikim relacji, a ich życie skupiało się jedynie na czterech ścianach swojego mieszkania. Czasem się kłócili. Nikt z sąsiadów nie przypuszczał jednak, że wydarzy się coś takiego.
W poniedziałek, 4 maja, po południu pod blokiem pojawiła się policja, aby porozmawiać z lokatorami mieszkania, z którego wydobywał się fetor. Zaczęli dobijać się do drzwi, ale nikt nie reagował. Na miejsce wezwano straż pożarną, aby pomogła im wejść do środka. Strażak z policjantką na specjalnym podnośniku próbowali dostać się do mieszkania przez balkon. 68-letni Dariusz na ich widok otworzył okno i wyskoczył z 3. piętra. Zginął na miejscu. Funkcjonariusze weszli do mieszkania, a tam w jednym z pomieszczeń dostrzegli zwłoki jego brata Romana. Były już w zaawansowanym stanie rozkładu. Niewykluczone, że leżały tam od dwóch tygodni. Śledczy przez kilka godzin prowadzili czynności. Ciało zostało zabezpieczone do badań. Czy doszło do zabójstwa? Na to pytanie odpowie sekcja zwłok, którą zleciła prokuratura.
Mieli swój świat i ledwo wiązali koniec z końcem
Dariusz i Roman mieszkali razem od dłuższego czasu. Według relacji sąsiadów Roman pracował, a Dariusz siedział w domu całymi dniami.
— Ten starszy pracował, ale gdzie, to nie wiem. Byli spokojni i nie sprawiali problemów — mówi sąsiadka. Tylko raz mieli się pokłócić do tego stopnia, że przyjechała policja.
— Oni tak na co dzień byli niekonfliktowi. Nigdy słowem się do nikogo nie odzywali, tylko “dzień dobry” i tyle. Kiedyś tylko raz była taka sytuacja, jak się kłócili, to ktoś zadzwonił na policję. Ale jak przyjechali, to już była cisza — dodaje. Mieszkańcy bloku twierdzą, że bracia mieli też problemy finansowe, a najbliżsi w ogóle się nimi nie interesowali.
— Z tego, co wiem, zalegali z czynszem w spółdzielni i nie płacili za media. Dariusz miał córkę, ale nigdy jej tu nie widzieliśmy. Nie było tu nikogo z bliskich. Zawsze tylko sami, zamknięci w czterech ścianach. To odbiło się chyba mocno na psychice — opowiada sąsiad.
Dariusz wyskoczył przez okno. Czy wcześniej zabił brata?
Co tak naprawdę stało się w mieszkaniu przy ul. Powązkowskiej, będą wyjaśniać śledczy. Według sąsiadów ciało Romana musiało leżeć tam długi czas, bo smród z lokalu był wyczuwalny już od jakiegoś czasu. Pytany o to Dariusz ucinał temat i nie chciał rozmawiać.
— Jak zaczęło śmierdzieć, to mąż się tym zainteresował. Gdy Dariusz wychodził z mieszkania, to zapytał go, czy u nich wszystko w porządku, bo na klatce czuć było nieprzyjemny zapach. Twierdził, że tak, po czym uciął rozmowę i uciekł. Potem chyba spółdzielnia włożyła im kartkę w drzwi. Ona przez dwa tygodnie była w tych drzwiach, bo gdyby ktoś je otwierał, to by ją zabrał, a nikt jej nawet nie ruszył — twierdzi lokatorka.
Cała prawda wyszła na jaw dopiero wtedy, gdy mieszkańcy zadzwonili po służby. Kiedy przed blokiem pojawili się policjanci i strażacy, Dariusz napisał list pożegnalny do swojej córki, który zaczął od słów: “Córeczko, przepraszam cię”. Chwilę później miał zrobić pętlę ze sznura, założyć na szyję i wyskoczyć przez okno. Zginął na miejscu. Sprawę cały czas prowadzi prokuratura, która będzie wyjaśniać wszystkie okoliczności.
Szok. 83-letni pan Waldemar wyszedł z bronią na ulicę i strzelił sobie w głowę
Krzysztof A. rzucił się na wójt. Dlaczego zaatakował kobietę, która mu pomogła?
/6
Burski Krzysztof / newspix.pl
Po zdarzeniu policja zabezpieczyła mieszkanie.
/6
Burski Krzysztof / newspix.pl
W tym bloku na Żoliborzu doszło do tragedii.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl



