Sebastian Majtczak w środę, 21 października usłyszał nieprawomocny wyrok ośmiu lat więzienia za spowodowanie wypadku na A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa — Martyna († 37 l.), Patryk († 39 l.) i ich niespełna 5-letni syn Oliwier. Do tragedii doszło we wrześniu 2023 r. Majtczak po zdarzeniu opuścił Polskę i był poszukiwany listem gończym. Procedura ekstradycyjna z Dubaju trwała ponad 1,5 roku. Łódzki biznesmen przed sądem przeprosił bliskich ofiar, a jednocześnie do końca twierdził, że jest niewinny i wnosił o uniewinnienie. Co czeka go za murami zakładu karnego?
— To nie jest tak, że populacja więzienna jakoś szczególnie różni się od nas systemem wartości. Myślę, że reakcja innych osadzonych będzie podobna do tej, jaką dzisiaj wyraża opinia publiczna, czyli może być to poczucie niesprawiedliwości, że zabił troje ludzi, a dostał tylko osiem lat i mogą chcieć mu “dołożyć” tej sprawiedliwości — mówi “Faktowi” dr Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa, socjolog i kryminolog.
Sebastian Majtczak usłyszał wyrok za tragedię na A1. Co czeka go w więzieniu?
Dr Paweł Moczydłowski w rozmowie z “Faktem” wyjaśnia, że w Polsce funkcjonują odrębne zakłady karne dla recydywistów i dla osób odbywających karę po raz pierwszy — dla dorosłych i oddzielnie dla młodocianych.
Ponieważ Sebastian Majtczak został skazany po raz pierwszy, będzie odbywał karę w zakładzie przeznaczonym dla takich osób.
— Najpierw trafi on do tzw. celi przejściowej, gdzie będą prowadzone badania, rozmowy z psychologiem, wychowawcą, a w razie potrzeby także z psychiatrą, aby zapoznać się z jego osobowością, wykształceniem, umiejętnościami zawodowymi i społecznymi, określić jego stosunek do kary, stan emocjonalny, zapoznać go z warunkami wykonywania kary i zagrożeniami, sposobami komunikowania się z personelem, jego prawami i obowiązkami i szeregiem innych właściwości pobytu w zakładzie karnym — tłumaczy dr Paweł Moczydłowski.
Administracja więzienna będzie analizowała, gdzie go osadzić oraz jakie środki zastosować, aby zapewnić mu bezpieczeństwo. Zdaniem eksperta istnieje ryzyko, że mężczyzna stanie się celem agresji ze strony innych więźniów, którzy — mając poczucie niesprawiedliwości — mogą chcieć mu tej sprawiedliwości “dołożyć”.
Dr Paweł Moczydłowski o możliwej reakcji innych więźniów: Mogą zrobić mu głośne, ale nie chwalebne przyjęcie
— My wszyscy jesteśmy częścią tej traumy, którą on zadał. Bo to, co zrobił swoją bezmyślnością niosącą śmierć, jest niezrozumiałe i jest nam trudno wyprowadzić regułę co mamy czynić, by takich zagrożeń w swoim życiu unikać. I to właśnie budzi największą grozę wśród ludzi. Z tego powodu ludzie czasem szukają oparcia w surowości kary. Ja broniłbym sądu przed potępieniem w związku z tym wyrokiem. Wiele osób powie, że nie jest on adekwatny, ale ja nie widzę tutaj błędu w orzeczeniu. Sąd uzasadnił, skąd taka decyzja. Oczywiście negatywna reakcja społeczna na wyrok sądu i na samo przestępstwo jest zrozumiała — przyznaje dr Moczydłowski.
Zdaniem byłego szefa więziennictwa inni osadzeni — którzy często sami mają za sobą trudne doświadczenia życiowe — mogą szczególnie negatywnie odbierać człowieka z zamożnego środowiska, który nie zmaga się z różnymi trudnościami życiowym, a swoim luksusowym samochodem doprowadził do śmierci trzech niewinnych osób. Majtczak może spotkać się z niechęcią i skrajnym potępieniem z ich strony.
— Współwięźniowie mogą się do niego odnosić źle. Jak się pojawi w kryminale, mogą zrobić mu głośne, ale nie chwalebne przyjęcie. Mogą skandować, krzyczeć. Wynika to z tego, że on naruszył elementarne wartości współżycia społecznego i wyrządził olbrzymią krzywdę — wskazuje dr Moczydłowski.
Z drugiej strony Majtczak jako osoba zamożna jest też potencjalnie narażony na to, że współosadzeni będą próbowali wykorzystywać go finansowo.
Czy funkcjonariusze Służby Więziennej mogą “uprzykrzać życie” Majtczakowi? Były szef więziennictwa mówi wprost
Sebastian Majtczak, przebywając w areszcie śledczym, skarżył się m.in. na kiepskie wyżywienie, wyłączane na noc ogrzewanie w zimie, brak dostępu do światła dziennego czy na to, że w kantynie nagle zabrakło znaczków pocztowych i musiał czekać na nie dwa tygodnie, aby nadać korespondencję do sądu.
Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Służba Więzienna w odpowiedzi na pytania “Faktu” wskazała, że przesłała do sądu stanowisko w tej sprawie, a warunki, w jakich przebywał osadzony, są zgodne z normami regulaminu i porządku wewnętrznego jednostki.
Czy może się zdarzyć, że funkcjonariusze Służby Więziennej będą w jakiś sposób “uprzykrzać życie” Majtczakowi? — Takie zachowania w zakładach się zdarzają, ale jest to naruszenie profesjonalizmu i zasad traktowania więźniów. Funkcjonariusz, który się tego dopuści, powinien być za to karany — mówi stanowczo dr Paweł Moczydłowski.
Jak wyjaśnia, celowe utrudnianie życia skazanemu mogłoby skutkować postępowaniem dyscyplinarnym, a w niektórych przypadkach nawet karnym.
— Profesjonalizm Służby Więziennej polega na oddzieleniu osobistych emocji od wykonywania obowiązków. Funkcjonariusze nie mają prawa stosować w zakładzie prywatnej polityki penitencjarnej, czyli własnego sposobu karania. Od tego są przepisy i procedury — podkreśla kryminolog i dodaje: — Funkcjonariusze są świadomi tego, że przenoszenie na grunt zawodowy różnych emocji, napięć czy oczekiwań społecznych, jest nie tylko naruszeniem prawa, ale może wywołać poczucie niesprawiedliwości wśród więźniów, a nawet doprowadzić do tragicznych konsekwencji — wyjaśnia.
Kryminolog zwraca uwagę na jeszcze jedno poważne ryzyko
Dr Paweł Moczydłowski zwraca uwagę na postawę Sebastiana Majtczaka w sądzie. — Ta naiwność w twierdzeniu, że jest on niewinny i dlatego chce uniewinnienia, jest porażająca w stosunku do tej tragedii, jaka się wydarzyła — przyznaje. — Jak można twierdzić, że jest się niewinnym, pędząc ponad 300 km na godz. A nawet gdyby, jak on chce, miałoby to być 200 km na godz., czy miałoby to robić jakąś istotną różnicę? 400 km na godz. też by jej nie robiło — zastanawia się nasz rozmówca.
Jak ocenia, jest to przejaw bardzo dużej niedojrzałości społecznej i braku zrozumienia skutków własnych działań. Jego zdaniem właśnie ta niedojrzałość będzie jednym z głównych problemów, z którymi będą musieli zmierzyć się psychologowie i administracja więzienna, ponieważ inaczej będzie on myślał, że siedzi za niewinność.
Według kryminologa i byłego szefa więziennictwa nie można wykluczyć, że po pewnym czasie Majtczak uświadomi sobie pełnię konsekwencji swoich czynów, w tym także dla niego.
— W więzieniu może dotrzeć do niego, że nie będzie mógł już robić wielu rzeczy. Nie będzie miał już takiego życia, jakie prowadził na wolności. Niewykluczone, że w takiej sytuacji mogą pojawić się poważne problemy emocjonalne, a nawet myśli samobójcze czy próba targnięcia się na własne życie. Także nawet przed takimi rzeczami Służba Więzienna ma obowiązek chronić osadzonego — podkreśla dr Paweł Moczydłowski.
Czy uważasz, że wyrok dla Sebastiana Majtczaka jest sprawiedliwy? Jesteśmy ciekawi Twojej opinii.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







