W poniedziałek, 4 maja po południu, policjanci otrzymali zgłoszenie od mieszkańców, że z lokalu sąsiadów wydobywa się trudny do zniesienia zapach. Chwilę później przed blokiem pojawiła się policja. Funkcjonariusze zaczęli dobijać się do drzwi, ale nikt nie reagował. Na miejsce wezwano straż pożarną, aby pomogła im wejść do środka.
Gdy strażak z policjantką na specjalnym podnośniku próbowali dostać się do mieszkania przez balkon, 68-letni Dariusz na ich widok otworzył okno i ze sznurem na szyi rzucił się z trzeciego piętra. Zginął na miejscu. Mundurowi weszli do mieszkania i w jednym z pomieszczeń znaleźli zwłoki jego brata Romana. Były już w zaawansowanym stanie rozkładu. Jak ustalili śledczy, leżały tam kilka tygodni.
Dramat na Żoliborzu. Trupi zapach nie daje żyć mieszkańcom
Mimo iż od dramatu minął miesiąc, mieszkańcy nadal czują fetor dobywający się z lokum i jak twierdzą, nikt nic z tym nie robi. Sąsiedzi opowiadają, że zanim znaleźli ciało, odór był tak silny, że czuli go nawet u siebie w mieszkaniach. — Na początku nie dało się żyć. Smród był okropny i trudny do zniesienia. To było coś strasznego — mówi jedna z lokatorek.
Z relacji sąsiadów sytuacja delikatnie się poprawiła, ale zapachu nie udało się pozbyć i wciąż przypomina o tragicznym zdarzeniu. — Nadal czuć ten śmiertelny fetor. Co chwilę zawiewa trupem. Wietrzymy mieszkania, otwieramy drzwi i okna, ale to niewiele pomaga. Najgorzej jest, gdy robi się ciepło — skarży się pani Rita, jedna z mieszkanek.
Sąsiedzi liczyli, że po tragedii rodzina mężczyzn i spółdzielnia mieszkaniowa staną na wysokości zadania i przeprowadzą odpowiednie działania, aby pozbyć się uciążliwego zapachu. Przeliczyli się. Spółdzielnia ma związane ręce, bo mieszkanie było własnościowe, a spadkobierczyniami zostały córki mężczyzn i to one powinny zająć się porządkami w nim.
Śmierć w bloku na Żoliborzu. Miało być profesjonalne czyszczenie. Wynieśli tylko meble
Kilka dni temu pod blokiem pojawili się panowie, którzy weszli do mieszkania. Sąsiedzi myśleli, że wreszcie lokal zostanie gruntownie oczyszczony i zdezynfekowany. Zamiast tego — jak twierdzą — zobaczyli sceny, które bardziej przypominały prowizoryczną przeprowadzkę niż specjalistyczną akcję. — Myślałam, że będzie profesjonalne ozonowanie i usuwanie skutków po rozkładzie zwłok. Tymczasem przyjechała jakaś ekipa, otworzyli mieszkanie i zaczęli wynosić z niego rzeczy. I znów smród był nie do wytrzymania — opowiada sąsiadka. — Przez trzy dni z mieszkania wynoszono meble i różne przedmioty. Niektórzy nosili te rzeczy bez rękawiczek. Inni mieli rękawiczki podarte. Wszystko ładowali do busa i tyle — dodaje kobieta.
“Fakt” skontaktował się ze spółdzielnią, aby porozmawiać o tej sprawie. Niestety prezes Barbara Borowska nie znalazła dla nas czasu. Według lokatorów spółdzielnia tłumaczy, że bez zgody właścicieli lub spadkobierców ma ograniczone możliwości działania. Mieszkańcy próbowali szukać pomocy w różnych instytucjach, ale jak twierdzą, bez efektu. — Usłyszeliśmy, że to sprawa spadkobierców. A my nadal musimy żyć z tym problemem — skarżą się ludzie.
Tragedia małżeńska: Ania chciała rozwodu, Bogusław strzelił jej w głowę
Szok. 83-letni pan Waldemar wyszedł z bronią na ulicę i strzelił sobie w głowę
“Widzieliśmy jak spadała”. Wstrząsające relacje ludzi z Wiatracznej
/9
Burski Krzysztof / newspix.pl
W tym mieszkaniu doszło do tragedii.
/9
Burski Krzysztof / newspix.pl
Sąsiedzi twierdzą, że na klatce schodowej nadal czuć fetor rozkładającego się ciala.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









