Dlaczego rodzice ze Śląska nie zgłosili pedofilii? Prokurator ujawnia bolesną prawdę

0
10

Mateusz R., szanowany w okolicy organista, usłyszał zarzuty za czyny, które wstrząsnęły regionem. Śledczy ujawniają jednak bolesny powód, dla którego lista pokrzywdzonych dzieci może wciąż nie być pełna.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Koziegłowy na Śląsku. Fikcyjne badania w szkolnych murach

Sprawa Mateusza R. wstrząsnęła gminą Koziegłowy pod koniec marca. 21-letni student ratownictwa medycznego, znany lokalnie jako organista i strażak ochotnik, wykorzystał zaufanie placówki oświatowej. Pod pozorem przeprowadzania badań profilaktycznych, mężczyzna uzyskał swobodny dostęp do uczniów szkoły podstawowej.

Do zdarzeń dochodziło w lutym. Mateusz R. nie był w szkole osobą obcą – wcześniej prowadził pokazy pierwszej pomocy i uczestniczył w szkolnych festynach. To pozwoliło mu na wywoływanie dzieci z lekcji bez wzbudzania podejrzeń dorosłych. W sali lekcyjnej, bez żadnego nadzoru, miało dochodzić do wykorzystywania małoletnich.

Prokurator o murze milczenia i wstydzie

Choć zarzuty dotyczą obecnie sześciu chłopców, prokuratura ustaliła, że “badaniom” poddano łącznie dwadzieścioro dzieci. Dlaczego tylko część z nich i ich opiekunów zdecydowała się na kontakt z organami ścigania? Głos w tej sprawie w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” zabrał prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Śledczy wskazują na psychologiczną barierę, która często towarzyszy tak drastycznym zdarzeniom.

— Prokurator prowadzący śledztwo zakłada, że nie wszystkie dzieci chciały się zwierzać dorosłym z przebiegu badań wykonywanych przez podejrzanego, lub nie wszyscy rodzice, mając nawet taką wiedzę, zgłosili to, czy to dyrekcji szkoły, czy innym organom — wyjaśnia prok. Ozimek.

To wyznanie rzuca nowe światło na tragedię – sugeruje, że wstyd lub lęk przed napiętnowaniem w małej społeczności mogły powstrzymać niektóre rodziny przed szukaniem sprawiedliwości.

Surowe prawo i brak zażalenia

Mateusz R. usłyszał zarzuty z art. 197 par. 4 Kodeksu karnego, dotyczące zgwałcenia dziecka poniżej 15. roku życia. Zgodnie z nowymi przepisami, które weszły w życie w styczniu 2026 r., czyny te są kwalifikowane jako zbrodnia. Studentowi ratownictwa grozi od 5 do 20 lat więzienia, a w szczególnych przypadkach nawet dożywocie.

Podejrzany nie przyznaje się do winy, choć złożył obszerne wyjaśnienia. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Co istotne, ani Mateusz R., ani jego obrońca nie złożyli zażalenia na tę decyzję, co oznacza, że 21-latek pozostanie w izolacji przynajmniej do zakończenia obecnego okresu aresztowania.

Przesłuchania w trybie sądowym

Zeznania sześciu chłopców, zebrane w specjalnie przystosowanym “przyjaznym pokoju” w częstochowskim sądzie, będą kluczowym dowodem. Jak podaje “GW”, przesłuchania odbywały się z udziałem biegłego psychologa, który monitorował stan emocjonalny dzieci. To właśnie te relacje pozwoliły na postawienie zarzutów pianiście i strażakowi.

W gminie Koziegłowy wciąż panuje napięcie. Wizerunek Mateusza R. widnieje na kalendarzach strażackich, które trafiły do domów mieszkańców. Dla jednych to wciąż “swój chłopak”, dla innych – drapieżnik, który wykorzystał ich zaufanie w najgorszy możliwy sposób.

Prokuratura wciąż czeka na sygnały od osób, które dotąd nie zdecydowały się przerwać milczenia.

Źródło: “Gazeta Wyborcza”

Skrzywdzono dzieci w murach szkoły w Winownie? Dyrekcja dziwi się opieszałości prokuratury

Sprawa gwałtów na dzieciach w Częstochowie. Wszystko zaczęło się od tajemniczego listu

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl