Drzewo zabiło Maję. Po pięciu latach od tragedii skazano leśniczego

0
1

— To był Wielki Czwartek. Maja chciała pojeździć na rowerze, prosiła mnie czy może wyjść. Początkowo się nie zgodziłam, chciałam, żeby zajęła się młodszą siostrą. Nie chciałam jej puścić, ale ona tak prosiła — na samo wspomnienie tego dnia mama Mai, pani Edyta zaczyna płakać. Dziewczynka pojechała rowerem razem z koleżankami do parku w Skępem (Kujawsko-Pomorskie). W tym czasie jej tata prowadził kurs nauki jazdy.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Kończyłem jazdę z kursantem w okolicy. Maja wjeżdżała do parku, zdążyliśmy sobie pomachać, widziałem ją w lusterku — wspomina. — Akurat miałem kursanta na kategorię D. Jechaliśmy ciągnikiem. Kiedy zgasił silnik, zobaczyłem, że mam 20 nieodebranych połączeń telefonicznych — mówi pan Krzysztof, tato tragicznie zmarłej dziewczynki. W krótkim czasie doszło do tragedii. Na Maję w parku spadło drzewo. Dziecko przetransportowano helikopterem do szpitala w Bydgoszczy. Miała połamane kości czaszki, obrzęk mózgu. Trafiła natychmiast na stół operacyjny.

“Codziennie byliśmy w szpitalu”

— Przeprowadziliśmy się na ten czas do Bydgoszczy. Codziennie byliśmy w szpitalu. Maja już nie odzyskała przytomności. Przyszedł ten najgorszy dzień. To była środa. O godz. 8:15 zadzwonił telefon. Kierunkowy z Bydgoszczy. Lekarka powiedziała, że Maja jest reanimowana od 15 minut. Nie dałam rady pojechać. Pojechał mąż. Zadzwonił, że po godzinnej reanimacji Maja zmarła — mówi zapłakana pani Edyta. Maja zmarła w swoje 12. urodziny. Ponad pięć lat trwała batalia sądowa. Nakażdej rozprawie pełna sala pracowników leśnych solidaryzujących się z oskarżonym.

Drzewo, które przewróciło się na Maję, pochylało się z roku na rok. Dawno powinno zostać wycięte. Prokuratura postawiła zarzuty niedopełnienia obowiązków i nieumyślnego spowodowania śmierci nadleśniczemu. W opinii jednego z biegłych możemy przeczytać: “zdarzenie miało charakter tragiczny w skutkach, którego najprawdopodobniej dało się uniknąć, gdyby poziom kontroli drzew był prowadzony zgodnie z wewnętrznymi zarządzeniami przez osoby świadome swojej odpowiedzialności (…). Nie ma racjonalnych przesłanek stwierdzających, że ocena tego drzewa była prowadzona prawidłowo”.

Kara po pięciu latach od zdarzenia

Pełnomocnik poszkodowanych wnosił o wymierzenie kary według uznania sądu i orzeczenie nawiązki po 20 tys. zł na rzecz każdego z pokrzywdzonych. — Zginęło dziecko. Życie rodziny odwróciło się o 180 stopni — mówił mec. Sylwester Szymański przed sądem. — Czy tej tragedii można było uniknąć, zapobiec jej — pytał.

— Mamy do czynienia z miejscem publicznym, to park w centrum miasta, gdzie rzeczywiście chodzą tysiące osób, gdzie rodzice puszczają swoje dzieci, uważając, że tam mogą się bezpiecznie bawić z dala od ruchu pojazdów i że ktoś panuje nad tym, żeby te dzieci bezpiecznie do domu wróciły. W tym przypadku taką osobą był oskarżony. Już wiemy, że drzewo było niebezpieczne. Problem polega na tym, czy oskarżony dołożył należytej staranności w tym, żeby dokonać oceny, czy ono zagrażało, czy nie. Mieliśmy sygnały od świadków, że leśniczy nie ma instrumentów, nie ma sprzętu, że to jest drogi sprzęt, żeby badać drzewa. Pojawiły się głosy, że nie było szkoleń, że tak naprawdę na studiach nie uczą również tego, w jaki sposób badać drzewa, w jaki sposób je kontrolować. Proszę sądu, jeżeli dorosły człowiek przyjmuje na siebie pewną odpowiedzialność za ludzi, za bezpieczeństwo, to robi to z pełną świadomością. Jeżeli nie ma instrumentów, nie ma wiedzy, w jaki sposób kontrolę przeprowadzić, to takiego zobowiązania na siebie nie przyjmuje — argumentował adwokat.

Marek T. w swoim ostatnim słowie przyznał, że jest mu niezmiernie przykro z powodu tego zdarzenia, ale zaznaczył, że nie miał na nie żadnego wpływu. Prosił o uniewinnienie. Został uznany za winnego i sąd wymierzył mu karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz zadośćuczynienie w wysokości 10 tys. zł dla obojga rodziców.

Konar przygniótł 14-latka. Szpital przekazał najnowsze informacje

O krok od tragedii w parku. Wielki konar spadł na nastolatki

Dramat na placu zabaw w Toruniu! Konar drzewa spadł na bawiące się dzieci

/15

Marek Dembski / –

Rodzice zmarłej Mai.

/15

Marek Dembski / –

Maja wyjechała na rowerową przejażdzkę.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl