— Dlaczego nie przewieziono mnie na oddział, skoro byłam dwukrotnie w szpitalu? Już byłoby po kłopocie? Dlaczego nikt nie usunie mi tych kamieni? Czy musi dojść do tragedii? Mam czwórkę dzieci do wychowania, kto się nimi zajmie, jeśli umrę? — pyta zrozpaczona kobieta.
Pani Natalia od kilku tygodni żyje jak na przysłowiowej bombie. Po raz pierwszy była na SOR w nocy z 28 na 29 maja. — Dostałam ataku, myślałam, że mnie rozerwie. Zrobili mi USG. Okazało się, że mam kamicę pęcherzyka żółciowego. Otrzymałam skierowanie do poradni chirurgii ogólnej, zlecono zabieg usunięcia złogów, które są już duże na 3 cm. Jednak zanim położę się na oddział, muszę mieć skierowanie. Z SOR-u nie przewieziono mnie na oddział — opowiada pani Natalia.
Pani Natalia Parkietna błaga o operację
Znalazła chirurga w jednej z dąbrowskich poradni. — Powiedział mi, że niepotrzebnie przyjechałam, bo się tym nie zajmuje i wystawił mi skierowanie do kolejnego chirurga — wspomina. Pani Natalia podejrzewa, że jedyny dostępny chirurg w tej poradni to specjalista narządu ruchu, a nie chirurg ogólny, bo tylko taki może wystawić jej skierowanie. Pojechała do szpitala, by zarejestrować się w przyszpitalnej poradni, ale było już po godzinach. Dzięki uprzejmości ochrony, mogła porozmawiać telefonicznie z lekarzem.
Dąbrowa Górnicza. Kolejny pobyt w SOR. “Z takimi kamieniami można żyć”
— Powiedział mi, że z takimi kamieniami można żyć, a czas oczekiwania na zabieg wynosi ponad rok. Następnego dnia byłam w takim stanie, że znowu wylądowałam w szpitalu na SOR. Słaniałam się z bólu, wymiotowałam, dosłownie przelewałam się przez ręce ratowników. W karetce podawali mi silne leki przeciwbólowe. W szpitalu usłyszałam, że zabieg nie jest pilny i nie powiozą mnie na operację, muszę spełnić wymogi i dostarczyć skierowanie na operację. Twierdzono nawet, że symuluję ból — wspomina. Szpital opuściła 10 czerwca.
Znalazła kolejnego chirurga. Tym razem w Sosnowcu. Wizyta odbędzie się 23 czerwca. — Może tym razem uda się wystawić skierowanie — liczy pani Natalia. Wychowuje czwórkę dzieci w wieku 7, 13, 15 i 16 lat. — Dzieci nie chcą chodzić do szkoły, bo nie wiedzą co ze mną będzie. Boję się, że mi woreczek pęknie — opowiada. — Chcę wychować dzieci, co one beze mnie zrobią? W marcu straciły ojca. Trafią do domu dziecka — mówi przejęta.
Dąbrowski szpital zasłania się przepisami. Problem z chirurgami
Zagłębiowskie Centrum Onkologii w Dąbrowie Górniczej nie odpowiedziało na pytania “Faktu” dotyczące pobytu pani Natalii w szpitalu. — Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa szpital nie jest uprawniony do udzielania osobom trzecim, w tym przedstawicielom mediów, informacji dotyczących stanu zdrowia pacjentów, przebiegu diagnostyki, leczenia, hospitalizacji ani dokumentacji medycznej konkretnej osoby — poinformował pisemnie “Fakt” Tomasz Burek z działu kontaktu z mediami. Powołuje się na przepisy prawa prasowego oraz ustawę RODO.
Tomasz Burek nie ujawnił, dlaczego pacjentka, mimo że była dwukrotnie na SOR, nie została od razu skierowana na oddział celem wykonania zabiegu. — W odniesieniu do pytania dotyczącego terminów realizacji świadczeń medycznych informujemy, że kwalifikacja do leczenia oraz ustalanie terminów zabiegów odbywa się indywidualnie, z uwzględnieniem aktualnego stanu klinicznego pacjenta, wskazań medycznych, kategorii skierowania oraz możliwości organizacyjnych podmiotu leczniczego. Szczegółowe informacje w tym zakresie przekazywane są bezpośrednio pacjentom podczas procesu kwalifikacji do leczenia — odpowiedział “Faktowi” na pytania dotyczące terminów hospitalizacji pani Natalii.
Zwróciliśmy się z zapytaniem do NFZ w sprawie nie tylko udzielenia pomocy pacjentce, ale także problemów z dostępem pacjentów do chirurgów ogólnych. Od kilku lat środowisko informuje o marginalizacji tej specjalizacji jako nierentownej dla szpitali. Wyceny są poniżej kosztów, przez co pacjenci mają utrudniony dostęp do porad i zabiegów.
Niedawno w Katowicach zlikwidowany został w jednym ze szpitali oddział chirurgii ogólnej z powodu zbyt niskich wyceń świadczeń.
Czekamy na stanowisko NFZ w tej sprawie.
/7
Dawid Markysz / Edytor
Natalia Parkietna (36 l.) z Dąbrowy Górniczej wędruje od poradnii do poradnii w poszukiwaniu skierowania na zabieg usunięcia kamieni żółciowych.
/7
Dawid Markysz / Edytor
Pani Natalia po raz pierwszy trafiła do szpitala z silnymi bólami w nocy z 28 na 29 maja.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







