Fundacja miała ukraść 19-letniego kota i uśpić go. “Sytuacja jest bulwersująca”

0
1

22 lipca sprzed jednej z posesji przy ul. Kościańskiej w Poznaniu zniknął kot – 19-letni, ciężko chory. O sprawie lokalne media poinformował właściciel zwierzęcia. Jak opisywał, na nagraniu z monitoringu widać było, jak przed dom przyjechały dwie kobiety z transporterem i zabrały futrzaka. Nie szukały jego właścicieli, tymczasem Maciej – bo tak na imię miał kot – miał dom, był tzw. kotem wychodzącym.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Czytaj także: Zostawił czworonoga w rozgrzanym aucie. Zwierzę nie przeżyło

Fundacja ukradła kota z ulicy i uśpiła go? “Bulwersujące do głębi”

– Finał jest smutny i bulwersujący zarazem. Otóż to osoby współpracujące z “fundacją” “Koci Pazur” ukradły mojego kota, po czym założyły na niego zbiórkę. Zebrały kilkaset złotych, a następnie po dwóch dniach przetrzymywania z dala od jego domu, w niewoli i w stresie, go uśpiły! Sytuacja jest bulwersująca do głębi przez fakt, że osoby rzekomo działające dla dobra zwierząt tak naprawdę przyczyniają się do ich rychłej, przedwczesnej śmierci! Całe zdarzenie jest zarejestrowane na kamerach i sprawa będzie miała swój dalszy bieg – będzie zgłoszona na policję. Osoby porywające kota nie podjęły najmniejszych starań, aby porozmawiać z domownikami lub sąsiadami. Stan zdrowia naszego kota był nam znany, kot miał guza, ale funkcjonował normalnie, był pod kontrolą weterynaryjną, wiedzieliśmy, że jego dni są policzone, ale to moim zadaniem, niełatwym z resztą, było podjęcie decyzji o uśpieniu mojego kota, gdyby jego stan się pogorszył. Takie były też ustalenia z weterynarzem – opowiedział oburzony pan Paweł, właściciel kota, w rozmowie z portalem Epoznan.pl.

Mężczyzna wskazuje, że kot był z jego rodziną od 19 lat, był przyjacielem. Przekonuje, że choć wychodził poza teren posesji, to był bezpieczny, bo to spokojna okolica i każdy go tam znał. Jak dodaje, po ustaleniu, która fundacja odpowiada za zniknięcie mruczka, próbował się skontaktować, by wydano mu ciało kota, ale nikt się do niego nie odezwał.

Fundacja odnosi się do zarzutów

Po nagłośnieniu sprawy oświadczenie wydała Fundacja Koci Pazur. Jej przedstawiciele informują, że interwencję podjęto po zgłoszeniu od świadka, który zaniepokoił się losem widocznie chorego i cierpiącego kota.

“W dniu 22 lipca 2026 r. Fundacja otrzymała zgłoszenie dotyczące kota pojawiającego się od dłuższego czasu w przestrzeni publicznej. Zgłaszający wskazał na bardzo zły stan zdrowia zwierzęcia, obecność dużego guza z sączącą się wydzieliną oraz potrzebę pilnej pomocy weterynaryjnej. Po przybyciu na miejsce wolontariusze odłowili kota i niezwłocznie przewieźli go do lecznicy weterynaryjnej. Podczas badania lekarz weterynarii stwierdził zły stan ogólny, znaczne wychudzenie oraz rozległy guz okolicy karku. Została zlecona dalsza diagnostyka, w tym badanie histopatologiczne guza. Fundacja próbowała ustalić czy kot ma właściciela, ale nie posiadał on mikroczipa, obroży, tatuażu ani innego trwałego oznakowania pozwalającego na jego ustalenie” – przekazano.

“Lekarz weterynarii zalecił humanitarną eutanazję”

Jak dodali przedstawiciele fundacji, lekarze z dwóch klinik weterynaryjnych ocenili stan zwierzęcia jako bardzo ciężki, z niepomyślnymi rokowaniami.

Po stwierdzeniu, że dalsze życie kota wiązałoby się z bólem i cierpieniem, lekarz weterynarii zalecił jego humanitarną eutanazję. Decyzja ta nie została podjęta pochopnie ani ze względów finansowych. Jej wyłącznym celem było oszczędzenie zwierzęciu dalszego cierpienia. Zabieg został przeprowadzony przez lekarza weterynarii zgodnie ze wskazaniami medycznymi. Koszty diagnostyki, leczenia i hospitalizacji wyniosły łącznie 1916 zł, a więc wielokrotnie przekroczyły kwotę zebraną od darczyńców. Różnica została pokryta ze środków statutowych Fundacji

– poinformowano.

“W związku z pojawiającymi się w przestrzeni publicznej komentarzami sugerującymi, że Fundacja celowo wyłapuje zwierzęta w celu ich eutanazji, stanowczo oświadczamy, że twierdzenia te są nieprawdziwe i nie znajdują żadnego oparcia w faktach. (…) Do chwili obecnej Fundacji nie przedstawiono dokumentów ani oznakowania zwierzęcia pozwalających jednoznacznie potwierdzić jego tożsamość oraz przysługujące prawo własności. Fundacja nie dysponowała takimi informacjami również w chwili podejmowania interwencji” – podkreślono.

Fundacja wyraziła też sprzeciw wobec przedstawianiu wolontariuszek jako sprawczyń kradzieży i kierowaniu wobec nich gróźb i obelg.

“Wolontariuszki działały w dobrej wierze i w celu udzielenia pomocy ciężko choremu zwierzęciu. Przypisywanie im przestępczych intencji, zanim sprawa została rzetelnie wyjaśniona, jest nieuprawnione i krzywdzące. W przypadku prowadzenia przez właściwe organy jakichkolwiek czynności wyjaśniających Fundacja pozostaje gotowa do udostępnienia pełnej dokumentacji medycznej oraz dokumentacji z przebiegu interwencji” – dodano.

Sprawą zajmuje się policja

Jak poinformował “Fakt” Michał Wiśniowski z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu, w czwartek, 30 lipca, w Komisariacie Policji Poznań-Grunwald zostało złożone zawiadomienie dotyczące kradzieży kota.

– Prowadzone jest postępowanie sprawdzające w tej sprawie, policjanci ustalają okoliczności tej sytuacji – przekazał nam sierż. Wiśniowski.

/3

Fundacja Koci Pazur/Facebook

Maciej został uśpiony podczas pobytu w fundacji.

/3

Fundacja Koci Pazur/Facebook

Zwierzę było ciężko chore.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl