“Poślizgnąłem się, nie mogłem wstać. Noga mnie boli, jak nie wiem co. Nie mogę chodzić bez wsparcia. Decyzja — jadę na SOR, trafiam tam około godz. 10:50. O 13 RTG, a po prawie 8 godzinach czekania — tomograf. Kolejne dwie godziny, czekam na konsultacje i wyniki. Robię zdjęcie kolejki o 23:13, po 12 godzinach pobytu — przede mną wszyscy, którzy byli, już wypisani. Mam numer A682 — kolejny jest A697, następny A719. Jestem na samym końcu, dalej już nikogo nie ma. Nie mam wątpliwości, że część na pewno była ważniejsza, ale żeby siedzieć i czekać na konsultacje ponad 12 godzin? Siedzę i nie mogę w to uwierzyć” — napisał w mediach społecznościowych zbulwersowany Błażej Papiernik, koszaliński radny.
Koszalin. Radny przeżył trudne chwile na SOR
23:35 zostałem wezwany do gabinetu, tam diagnoza bardzo uprzejmego ortopedy. Nawet nie jestem w stanie jej zapamiętać, jedyne, o czym myślę, to o tym, że już chciałbym być w domu, chociaż noga cały czas bardzo boli, mów coś o naciągnięciu więzadeł. W każdym razie 10 dni mam się za bardzo nie ruszać i przyjść po tym czasie do poradni na weryfikację. Po konsultacji z ortopedą teraz mam… czekać na konsultację z lekarzem przed wypisem. O 23.55 nie wytrzymałem i zażądałem wypisu, po prawie 13 godzinach w jednym miejscu. Wychodzę na własne życzenie
— opisał dalsze perypetie samorządowiec.
Dodał, że następnego dnia zadzwonił, by dowiedzieć się, czy dokumentacja jest już do odebrania. Okazało się, że lekarz jeszcze nie podpisał wypisu i dokumentów. Miały być dostępne dopiero po weekendzie. — To ostatecznie przelało czarę goryczy i skończyło moją cierpliwość. Stąd decyzja o poście — tłumaczy koszaliński radny.
Pacjenci mają problemy w szpitalach
24-letnia Polka walczy o życie w Pekinie. Rodzina prosi o pomoc
Swoje kłopoty z wizytą w szpitalu opisała w sieci również pani Beata z Radomia. Jej sąsiadka zadzwoniła pod numer alarmowy z informacją, że potrzebna jest pomoc dla niepełnosprawnej 62-latki. “Przed 17 zjawia się ekipa i po zwadach zabierają mnie na SOR. Tam znowu przeprawa i nerwy. O godzinie 18.30 jestem wystawiona na poczekalnię bez picia oraz możliwości skorzystania z toalety. Dopiero, jak poprosiłam o wodę, to mi dano. Jest 21.30, a więc po trzech godzinach wreszcie zawożą mnie do gabinetu lekarskiego, gdzie od początku wszystko muszę powtarzać, co mi jest. W gabinecie jest dwóch lekarzy i pielęgniarz. Mówię o swoich dolegliwościach, ale oni mnie nie słuchają, zachowują się jakby byli w innym wymiarze” — opisała w mediach społecznościowych pani Beata.
Po dodatkowej konsultacji okulistycznej specjalista zlecił operację. Jednak według opisu pani Beaty, zlekceważono to. “Gdzieś około 23 jestem nareszcie położona na łóżku na SOR i podłączona do kroplówek i inhalacji. Minęło prawie pięć godzin. Dostaję dwie pełne inhalacje, schodzi jedna kroplówka. Podłączają mi drugą. Jest po godz. 24, przychodzi jeden z tych dwóch lekarzy i mówi, że już podpisał transport i będę zawieziona do domu, a dalej mam się leczyć w POZ. Okulista stwierdza, że jest konieczna operacja, a oni mówią do mnie “won”, nawet nie poczekali, aż zejdzie druga kroplówka, której zostało jeszcze pół opakowania. Po godz. 1 w nocy jestem w domu. Tak teraz traktowani są chorzy. To jest kpina i wstyd dla Polski. Masakra i hańba” — zakończyła.
Chcesz podzielić się z nami swoimi przeżyciami związanymi ze służbą zdrowia? Wiesz o jakichś nadużyciach? Pisz do nas na poznan@fakt.pl.
Plac zabaw w Toruniu podpaliło zaledwie ośmioletnie dziecko
Tragedia podczas powrotu z pielgrzymki na Jasną Górę. “Boże…”
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl



