Gehenna pogorzelców z Ząbek. Płacą po kilka tysięcy złotych, nie mogą wejść do swoich mieszkań

0
1

Mieszkańcy spalonego przed rokiem bloku w Ząbkach od wielu miesięcy walczą o to, by wrócić do swoich mieszkań. Nie mogą, ponieważ — jak twierdzą — nikt nic nie robi w ich sprawie.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Gehenna pogorzelców z Ząbek. “Nawet nie chce pan wiedzieć, co czujemy”

— Wszystko stanęło w martwym punkcie i tak jest od roku. Zrobiono dach i na tym się skończyło. Teraz nikt się już nami nie interesuje — żalą się lokatorzy z bloku przy Powstańców. Pomoc dla nich w postaci dopłat do wynajmu zakończyła się po kilku miesiącach. O zapowiadanych programach wsparcia finansowego nikt już nawet nie mówi.

Mieli pomóc politycy, ale — jak mówią ludzie — na obietnicach się skończyło. — Do premiera wysłane zostało oficjalne pismo z prośbą o interwencję. Do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Zostaliśmy z tym wszystkim sami. Czujemy, że naszą sprawę zamieciono pod dywan — mówi pan Michał, jeden z lokatorów.

— Wielu naszych sąsiadów po tym dramacie podupadło na zdrowiu. Nie tylko psychicznie, ale też fizycznie — dodaje.

Obecna sytuacja udziela się też bardzo ich dzieciom, które mocno przeżyły stratę swojego domu. — Non stop pytają nas, kiedy wrócimy. Chcą mieć po prostu swój bezpieczny azyl. Nawet nie chce pan wiedzieć, co czujemy — mówi pani Wioletta.

Mieszkańcy spalonego bloku w Ząbkach nadal bez pomocy

Pogorzelcy z Ząbek twierdzą, że od czasu pożaru niewiele się zmieniło.

— Czas płynie, a my nadal nie mamy żadnych informacji. Ubezpieczyciele mają nas w nosie, a urzędnicy wykonują kolejne ekspertyzy, z których nic nie wynika — skarżą się mieszkańcy.

Lokatorzy rozumieją procedury, jednak nie mogą pojąć, dlaczego one trwają tak długo. — Gdyby tylko skrócono urzędowe terminy i podjęto konkretne działania, moglibyśmy wrócić do mieszkań znacznie szybciej. Nie wierzę w to, żeby nie można powołać komórki, która zajęłaby się naszą sprawą. Ja nie mówię, że to wszystko ma być podpisywane na kolanie, ale skrócenie terminów decyzji z 30 do 10 dni jest możliwe — tłumaczy pani Agata.

Ludzie płacą kredyty za zniszczone mieszkania

Większość rodzin cały czas spłaca kredyty hipoteczne za lokale, do których nie mogą wejść, jednocześnie wynajmując nowe. Pani Paulina miesięcznie wydaje około 7 tys. zł — niemal 5 tys. za wynajem, a resztę na ratę kredytu.

— Mieszkam w bloku, mam trójkę dzieci. Co miesiąc płacę 5 tys. zł za wynajem i ratę kredytu. Do tego dochodzi jeszcze codzienne życie i wydatki — tłumaczy kobieta.

Pani Iwona, która w spalonym bloku mieszkała od 24 lat, praktycznie całą swoją emeryturę przeznacza na wynajem.

— Płacę prawie 4 tys. za kawalerkę. To są dla mnie ogromne koszty. Żyję dniem dzisiejszym i zastanawiam się, dokąd to będzie trwało — żali się emerytka.

Mieszkańcy są rozgoryczeni zachowaniem ubezpieczycieli, którzy ich zdaniem nie stanęli na wysokości zadania. Pan Michał wykupił pełen pakiet ochronny. Po pożarze otrzymał od swojego ubezpieczyciela najpierw 18 tys. zł, a po kolejnej ekspertyzie 27 tys. Łącznie 45 tys. zł Jak twierdzi, sama nowa kuchnia z podstawowym wyposażeniem została wyceniona na blisko 27 tys. zł.

— Ja nie chcę marmurów. Chcę mieć takie mieszkanie, jakie miałem przed pożarem. To nie są tylko mury. Tu jeszcze do niedawna trwało nasze życie. Dziś jesteśmy bezdomni we własnym mieście. Zostały kredyty, rachunki i trauma — tłumaczy ze łzami w oczach.

Mieszkańcy Ząbek marzą, by obudzić się z tego koszmaru, i po raz pierwszy od roku poczuć, że on już się skończył.

Dramatyczny pożar bloku w Ząbkach

Do pożaru doszło 3 lipca około godz. 19.30. Ogień pojawił się na dachu budynku. Mieszkańcy zauważyli ogień i natychmiast wezwali straż pożarną. Mimo szybko przeprowadzonej akcji gaśniczej płomienie zdążyły objąć poddasza dwóch połączonych ze sobą bloków o wymiarach 80 na 20 m. A

kcja gaśnicza trwała przez wiele godzin. Niestety niewiele udało się uratować. Ponad 200 rodzin zostało bez dachu nad głową. Do dziś walczą o powrót do normalności.

Wszystko się paliło. “Gdzie pan lezie?” — spytał strażak. Krzyknął, że po kota

Z pożarem w Ząbkach heroicznie walczyli strażacy OSP. “Ciężko o tym mówić”

Wielu mieszkań nie zniszczył ogień, ale coś innego. Strażacy niewiele mogli zrobić. “Biegałem po bloku i waliłem w drzwi”

/8

@Kierzkowski_PSP / X

Tak wyglądał pożar rok temu na ulicy Powstańców w Ząbkach.

/8

Krzysztof Burski / newspix.pl

Reporter “Faktu” rozmawiał z mieszkańcami o ich obecnej sytuacji.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl