Francja. Protesty i zamieszki w kraju. Relacja Polaka z Paryża
Do gwałtownych zamieszek, grabieży sklepów i podpaleń doszło na szeroką skalę 17 października, podczas masowych demonstracji w całym kraju.
Mateusz Wojtanowski, Polak mieszkający w 19. dzielnicy Paryża, opowiada “Faktowi”, jak — z jego perspektywy — wygląda sytuacja na ulicach Paryża. Zauważa, że pokojowi uczestnicy protestów i osoby dopuszczające się przemocy to niekoniecznie te same grupy.
— Te protesty na początku były takie oficjalne i wtedy faktycznie widać było na nich młodzież białą. No i po jakimś czasie oni się wykruszyli po prostu i zostali sami bandyci. Ja nie jestem rasistą, bo od lat mieszkam za granicą, ale z drugiej strony, jak się patrzy na tych co okradają te sklepy, to są sami imigranci. I oni po prostu wychodzą na miasto tylko po to, żeby robić demolkę. Władze są bezsilne całkowicie, a policjantów jest po prostu za mało — relacjonuje Mateusz Wojtanowski.
Dodaje, że w Paryżu robi się niespokojnie głównie wieczorami.
— Jak są manifestacje takie mniej więcej pokojowe, chociaż ciężko je nazwać pokojowymi, ale jeżeli są manifestacje w dzień, to one są takie spokojniejsze, natomiast wieczorami około godz. 22.00 – 23.00 zaczynają się zbierać takie bandy po 10 — 20 osób. To są dzieciaki w wieku około 15 — 16 lat. No i polują, patrzą, gdzie można się włamać. I bez żadnych hamulców się włamują. Ludzie z okien krzyczą, że wezwą policję, ale oni w ogóle na to nie reagują, tylko wbijają się do sklepów. W centrum Paryża wszędzie widać popalone rowery, popalone samochody, straszne widoki. Najgorsze jest to, że te widoki już nikogo nie dziwią. Ludzie już się przyzwyczaili — opowiada Mateusz Wojtanowski.
Według rozmówcy “Faktu” młody wiek sprawców jest jednym z powodów, dla których czują się oni bezkarni.
— Dlaczego policja ucieka przed tymi demonstrantami? Bo oni są nieletni i taki policjant nie ma prawa go uderzyć, nie ma prawa go zatrzymać. Cokolwiek się stanie, oni są później pozywani. No i taki policjant przegrywa sprawę, bo on uderzył dziecko. Tylko, że to nie są dzieci, bo dzieci o tej porze siedzą w domu, a nie okradają sklepy — mówi Polak.
Podkreśla też, że sam czuje się bezradny i obawia się konsekwencji, gdyby próbował interweniować.
— Mieszkam dwa lata tutaj w tej dzielnicy 19. i już trzy razy mi wybili szybę w samochodzie. I to dosłownie pod samymi oknami. I jak rozmawiałem z policjantem, to mi powiedział, że tutaj to jest normalne, więc jak władza mówi, że to jest normalne i nic z tym nie zrobi, to pokazuje skalę problemu. A z drugiej strony, jakbym sam tego złodzieja złapał i go zatrzymał, to jeszcze ja bym dostał zarzuty, bo przy zatrzymaniu pewnie musiałbym użyć siły. I ostatecznie miałbym większe kłopoty niż ten bandyta — uważa nasz rozmówca.
Dodaje, że Paryż na przestrzeni lat bardzo się zmienił i mieszkańcom żyje się w nim coraz trudniej.
— Paryż bardzo się zmienił. Patrzymy na to, co się dzieje, i coraz trudniej nam się z tym pogodzić — opowiada. — Moja partnerka mieszka we Francji od 20 lat i to jak się zmienił Paryż w tym czasie, to jest katastrofa. Czy myślimy o powrocie do Polski? Tak, chociaż od wielu lat mieszkamy we Francji, to patrząc na to, co się teraz tutaj dzieje, to coraz częściej myślimy o powrocie do kraju — podsumowuje Mateusz Wojtanowski.
Francuskie władze pod presją po weekendzie zamieszek
W sobotę 17 października w wielu miastach odbyły się masowe demonstracje przeciwko rosnącym kosztom życia i pogarszającemu się dostępowi do usług publicznych, zwłaszcza edukacji. Część protestów przerodziła się w starcia z policją, grabieże sklepów, podpalenia i ataki na budynki publiczne.
Według BBC w demonstracjach uczestniczyło około 550 tys. osób, a premier Sébastien Lecornu poinformował o około 1,2 tys. zatrzymanych. Do poważnych zniszczeń doszło między innymi w Limoges, gdzie podpalono ratusz, a także w Marsylii i Lyonie.
W Paryżu dochodziło do grabieży sklepów i starć z funkcjonariuszami. Władze podkreślały, że wiele marszów przebiegało pokojowo, a za eskalację przemocy odpowiadały grupy działające na obrzeżach demonstracji.
Prezydent Emmanuel Macron potępił przemoc i zapowiedział, że osoby odpowiedzialne za grabieże i niszczenie mienia zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Rząd znalazł się jednak pod presją również z innego powodu: część samorządowców i polityków zarzuciła służbom, że nie były odpowiednio przygotowane na skalę wydarzeń.
W poniedziałek 19 października premier Lecornu zwrócił się do lokalnych władz o wprowadzenie częściowych godzin policyjnych w wybranych miejscach, między innymi w częściach Paryża, Lille i Nicei. Miało to pomóc w opanowaniu sytuacji po weekendzie przemocy.
Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez zaoferował rezygnację ze stanowiska, ale Macron jej nie przyjął i zlecił analizę działań służb oraz przygotowania do demonstracji.
Protesty zaczęły się od niezadowolenia społecznego
Obecne wydarzenia są związane z szerszym niezadowoleniem we Francji. Demonstranci protestowali przeciwko wzrostowi kosztów życia, cenom paliw oraz problemom z dostępem do dobrej jakości usług publicznych. Szczególnie mocno wybrzmiały postulaty dotyczące szkół: uczniowie, studenci i nauczyciele zwracali uwagę na warunki nauczania oraz potrzebę większego wsparcia dla edukacji.
Do protestów dołączyły także związki zawodowe i osoby odwołujące się do ruchu “żółtych kamizelek”, który w przeszłości mobilizował Francuzów sprzeciwiających się wysokim kosztom życia i polityce rządu.
Tym razem również pojawiły się postulaty dotyczące sytuacji ekonomicznej i jakości usług państwowych. Jak relacjonowały media, sobotnie marsze w większości przebiegały pokojowo, ale w niektórych miastach przemoc i grabieże przyćmiły społeczne żądania demonstrantów.
FILE PHOTO: Police officers in riot gear stand guard, the day after a national day of demonstrations
Abdul Saboor / Reuters
Francja mierzy się z falą protestów, które przerodziły się w starcia z policją, grabieże sklepów i podpalenia.
Nationwide day of student protests in France
Abdul Saboor / Reuters
W Paryżu zniszczone witryny i spalone pojazdy stały się dla mieszkańców niepokojącym elementem codzienności.
Civil unrest in Paris
Abdul Saboor / Reuters
Mateusz Wojtanowski, Polak mieszkający w 19. dzielnicy stolicy, twierdzi, że policja ma związane ręce, gdyż sprawcami są głównie nieletni.
A person wearing a mask holds a placard, the day after a national day of demonstrations against the
Abdul Saboor / Reuters
— Policjant boi się użyć siły, bo to wciąż dziecko — mówi Polak w rozmowie z “Faktem”.
Civil unrest in Paris
Abdul Saboor / Reuters
Protesty we Francji trwają od końca września 2026 r., kiedy to na paryskich przedmieściach uczniowie zaczęli demonstrować przeciwko złym warunkom w szkołach i brakom kadrowym.
Nationwide day of student protests in France
Abdul Saboor / Reuters
Z czasem manifestacje przerodziły się w ogólnokrajowy ruch sprzeciwu wobec rosnących kosztów życia i pogarszającej się jakości usług publicznych.
Nationwide day of student protests in France
Yves Herman / Reuters
Do gwałtownych zamieszek, grabieży sklepów i podpaleń doszło na szeroką skalę 17 października, podczas masowych demonstracji w całym kraju.
Nationwide day of student protests in France
Yves Herman / Reuters
Mateusz Wojtanowski, Polak mieszkający w 19. dzielnicy Paryża, opowiada “Faktowi”, jak — z jego perspektywy — wygląda sytuacja na ulicach Paryża.
Nationwide day of student protests in France
Abdul Saboor / Reuters
Według rozmówcy “Faktu” młody wiek sprawców jest jednym z powodów, dla których czują się oni bezkarni.
FILE PHOTO: Nationwide protests in France against the cost of living
JACK TAYLOR / Reuters
W sobotę 17 października w wielu miastach odbyły się masowe demonstracje przeciwko rosnącym kosztom życia i pogarszającemu się dostępowi do usług publicznych, zwłaszcza edukacji.
Civil unrest in Paris
Abdul Saboor / Reuters
Część protestów przerodziła się w starcia z policją, grabieże sklepów, podpalenia i ataki na budynki publiczne.
Aftermath of clashes during a national day of protests against the cost of living and rising fuel pr
Abdul Saboor / Reuters
Według BBC w demonstracjach uczestniczyło około 550 tys. osób, a premier Sébastien Lecornu poinformował o około 1,2 tys. zatrzymanych.
Aftermath of clashes during a national day of protests against the cost of living and rising fuel pr
Abdul Saboor / Reuters
Do poważnych zniszczeń doszło między innymi w Limoges, gdzie podpalono ratusz, a także w Marsylii i Lyonie.
Aftermath of clashes during a national day of protests against the cost of living and rising fuel pr
STEPHANIE LECOCQ / Reuters
Demonstranci protestowali przeciwko wzrostowi kosztów życia, cenom paliw oraz problemom z dostępem do dobrej jakości usług publicznych.
Aftermath of clashes during a national day of protests against the cost of living and rising fuel pr
STEPHANIE LECOCQ / Reuters
Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez zaoferował rezygnację ze stanowiska, ale Macron jej nie przyjął i zlecił analizę działań służb oraz przygotowania do demonstracji.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





