Kacper zginął wraz z przyjaciółmi na S7. Poruszające słowa na pogrzebie 15-latka

0
2

Ostatnie pożegnanie Kacpra, który zginął w tragicznym wypadku na trasie S7, miał miejsce w czwartek, 23 kwietnia, w Stoczku Łukowskim niedaleko Łukowa (woj. lubelskie). Neogotycki kościół z czerwonej cegły był wypełniony po brzegi. Rodzina, znajomi, przyjaciele, koleżanki i koledzy ze szkoły, wychowawcy i nauczyciele. Wiele osób miało w rękach białe kwiaty, a w oczach — łzy.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Morze białych kwiatów, słońce i łzy. Podczas ostatniego pożegnania Kacpra padło wiele poruszających słów

Podczas mszy żałobnej w kościele raz po raz dało się słyszeć szloch. Trumnę otoczyło morze białych róż i wieńców.

W takich chwilach jak ta dzisiejsza człowiek albo nie znajduje odpowiednich słów, które można wypowiedzieć, albo wypowiada ich aż zbyt wiele

— mówił podczas ceremonii ksiądz.

— I moglibyśmy powtarzać to, co na pewno było przedmiotem rozmów i dyskusji, o kruchości ludzkiego życia, o tym, że stary człowiek po prostu musi umrzeć, ale młody też niestety może umrzeć w różnych okolicznościach. Moglibyśmy mówić o mordercach, którzy siadają za kierownicę. O zabójcach w samochodach, którzy później będą się tłumaczyć, że przecież nie chcieli zabić, ale zrobili wszystko, aby do tego doprowadzić. I to pozostanie z nimi do końca życia. Moglibyśmy mówić bardzo wiele, ale chrześcijański pogrzeb to jest wydarzenie, w którym nasze słowa kierujemy nie pod swoim adresem, ale kierujemy do Boga. Są to słowa modlitwy — kontynuował duchowny.

Jak podkreślił, ciężaru straty — takiej, jaka dotknęła bliskich Kacpra — nie można nikomu przekazać ani “zdjąć z ramion”. Każdy musi nieść ten ciężar sam, a nieprawdą jest, że czas leczy rany.

Czas nie leczy ran, ale z Bożą pomocą jesteśmy w stanie z nimi żyć

— powiedział duchowny.

Zaznaczył, że choć można nauczyć się funkcjonować bez ukochanej osoby, którą się straciło, pamięć o niej pozostaje na zawsze. Przypomniał też, że nikt nie jest w 100 proc. przygotowany na odejście z tego świata.

— Możemy być mniej lub bardziej przygotowani, ale chyba najbardziej nieprzygotowani są ci, którzy odchodzą z tego świata w sposób nagły i niespodziewany. Ale to nie znaczy, że ich sytuacja jest beznadziejna. Bo wszystko dzieje się za wiedzą Pana Boga. Pan Bóg jako jedyna istota w tej naszej rzeczywistości potrafi ze zła wyprowadzać dobro. I w tym tkwi nasza nadzieja — dodał.

Przez wysokie okna wpadało do świątyni mnóstwo światła. Takie światło, jak wielokrotnie wspominano podczas mszy, miał w sobie Kacper. Ksiądz prowadzący ceremonię w pewnym momencie zwrócił uwagę żałobników na przedmiot, który umieścił na ołtarzu. — To element, który zwykle nie pojawia się podczas mszy pogrzebowej — podkreślił.

“Twoje ciepło nie zgasło”. Ksiądz odczytał przejmujący list. Na ołtarzu stanął też niezwykły przedmiot

Podczas ostatniego pożegnania Kacpra na ołtarzu stał relikwiarz z relikwiami św. Carlo Acutisa, którego śmierć — choć nie w wypadku — również była nagła. Chłopiec zmarł w 2006 r. na ostrą białaczkę, mając 15 lat.

— Kiedy dowiedziałem się, że pogrzeb Kacpra odbędzie się u nas w kościele parafialnym, daleko od Warszawy, to skierowałem od razu swój wzrok na ten relikwiarz św. Carlo Acutisa — mówił ksiądz. — Skierowałem swój wzrok na te relikwie, modląc się, aby św. Carlo, tych młodych ludzi, może zdezorientowanych po tym, co się stało, może pogubionych, przyprowadził przed oblicze Boga — wyznał, dodając, iż wierzy, że tak się właśnie stanie.

Duchowny podkreślił też ogromną wagę, jaką w tym trudnym czasie mają obecność i modlitwy w intencji Kacpra. Odczytał także poruszający list pożegnalny skierowany do Kacpra, w którym wspomniano jego wrażliwość, ciepło i pogodę ducha, jego dwie wielkie pasje — grę w piłkę i wędkowanie z tatą — oraz chęć niesienia pomocy innym.

Kacper był kimś wyjątkowym. Kiedy myślimy o nim, widzimy przede wszystkim jego uśmiech — zaraźliwy i szczery. Mówi się, że niektórzy ludzie noszą w sobie światło i on właśnie taki był

— odczytał ksiądz.

Dalej padły jeszcze bardziej poruszające słowa.

— Tragiczny wypadek odebrał nam go zbyt wcześnie, zabierając również jego dwoje przyjaciół. To niewyobrażalna strata, która zostawiła w naszych sercach ogromną wyrwę. Jednak wierzymy, że tam, gdzie teraz są, znów będą mogli się razem śmiać, cieszyć swoją obecnością, grać w piłkę. Kacperku, dziękujemy za każdą chwilę, za Twoje dobre serce, za to, że nauczyłeś nas jak być dla siebie nawzajem lepszymi ludźmi. Twoje ciepło nie zgasło. Pozostanie w nas wszystkich, których życie tak pięknie dotknąłeś. Odpoczywaj w spokoju. Do zobaczenia. Żegnaj — wybrzmiało w zapadłej nagle w świątyni ciszy.

Po mszy żałobnicy odprowadzili trumnę z ciałem chłopca na cmentarz parafialny, gdzie miała miejsce dalsza część ceremonii. Grób Kacpra przykryło morze białych wieńców i wiązanek, wśród których wyróżniało się duże, ułożone z czerwonych kwiatów serce.

Koszmarny wypadek na trasie S7 w Łomiankach. Zginęło troje młodych ludzi. Kierowca miał być pijany

Do tragicznego wypadku doszło w niedzielę, 12 kwietnia, na trasie S7, na wiadukcie w Łomiankach pod Warszawą. Troje młodych ludzi — Kacper (†15 l.), Nikola (†19 l.) i Eryk (†20 l.) — wracali z pikniku, gdy ich toyotę zahaczyło nagle rozpędzone Audi.

Siła uderzenia była ogromna — samochód, którym podróżowała trójka młodych ludzi, przebił bariery energochłonne, kilkukrotnie dachował, a następnie zderzył się z kolejnymi pojazdami. Kacper i Nikola zginęli na miejscu. Eryk trafił do szpitala, gdzie zmarł po kilku dniach.

Patryk R. (33 l.), który według ustaleń miał kierować Audi, i jego pasażer Piotr B. (44 l.) po wypadku uciekli z miejsca zdarzenia, ale policja po kilku godzinach ich zatrzymała. Obaj byli wówczas pod wpływem alkoholu. Badania wykazały, że cztery godziny przed wypadkiem wypili z kolegą litr wódki i popili to sześcioma piwami.

Patrykowi R. za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu, nieudzielenie pomocy poszkodowanym i ucieczkę z miejsca wypadku grozi nawet do 20 lat więzienia. Jego kolega Piotr B. usłyszał zarzut nieudzielenia pomocy poszkodowanym, za co mogą grozić mu trzy lata więzienia.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl