“Latający reaktor” Putina. Kulisy broni, która może zatruwać świat jeszcze przed uderzeniem

0
2

Jeżeli ustalenia MIT są prawdziwe, świat może mieć do czynienia z zupełnie nową kategorią zagrożenia. Nie chodzi wyłącznie o kolejną broń atomową, lecz o system, który podczas samego lotu może pozostawiać radioaktywny ślad. W takim scenariuszu każda awaria, katastrofa lub nieudany test oznaczałby ryzyko skażenia jeszcze przed osiągnięciem celu.

“Skyfall” Putina pod lupą. Naukowcy twierdzą, że odkryli jego największy sekret

Gdy prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił w 2018 roku projekt pocisku manewrującego 9M730 Buriewiestnik o napędzie jądrowym i uzbrojeniu jądrowym, natychmiast pojawiły się spekulacje dotyczące jego rzeczywistych możliwości.

Putin przekonywał wówczas, że nowa broń będzie dysponowała praktycznie nieograniczonym zasięgiem. Według rosyjskiego przywódcy umożliwiłoby to omijanie amerykańskiej obrony przeciwrakietowej dzięki wykorzystywaniu nieprzewidywalnych tras lotu. Teraz dwóch badaczy z Massachusetts Institute of Technology (MIT) twierdzi, że udało im się rozszyfrować technologię stojącą za projektem. Ich wnioski są alarmujące.

Kreml ogłosił sukces po siedmiu latach

Siedem lat po prezentacji rosyjskiej “cudownej broni”, określanej przez NATO mianem “Skyfall”, Kreml poinformował o udanym locie testowym pocisku. Według szefa rosyjskiego Sztabu Generalnego Walerija Wasiljewicza Gierasimowa pocisk miał 21 października 2025 roku pokonać około 14 tys. kilometrów w ciągu 15 godzin.

Takie parametry są praktycznie nieosiągalne dla klasycznego pocisku manewrującego napędzanego konwencjonalnym silnikiem odrzutowym wykorzystującym paliwo lotnicze. To właśnie te deklaracje skłoniły naukowców do ponownego przeanalizowania konstrukcji Buriewiestnika.

Jak działa “latający reaktor”?

Największą zagadką pozostawało pytanie, w jaki sposób rosyjscy konstruktorzy mieliby zmieścić na pokładzie rakiety kompletny reaktor jądrowy wraz z niezbędnymi osłonami bezpieczeństwa. Zdaniem badaczy MIT odpowiedź jest równie prosta, co niepokojąca. Według ich analizy Buriewiestnik może wykorzystywać tak zwany silnik jądrowy o cyklu bezpośrednim.

W praktyce oznacza to, że rakieta działa podobnie do klasycznego silnika odrzutowego. Różnica polega na tym, że zamiast spalania paliwa lotniczego powietrze ogrzewane jest bezpośrednio przez reaktor jądrowy. Dzięki temu można zrezygnować z ciężkich systemów izolacji i chłodzenia. To właśnie miałoby umożliwiać osiąganie niezwykle dużego zasięgu.

Naukowcy odtworzyli parametry rakiety Putina

Szczegółowe dane techniczne Buriewiestnika pozostają tajne. Naukowcy wykorzystali jednak dostępne nagrania i zdjęcia satelitarne, aby odtworzyć prawdopodobny wygląd pocisku. Według ich analiz rakieta może mieć około 9,5 metra długości i około 5,6 metra rozpiętości skrzydeł. Badacze oceniają również, że pocisk prawdopodobnie porusza się z dużą prędkością poddźwiękową, porównywalną z osiągami klasycznych pocisków manewrujących.

Do lotu przelotowego wystarczałby reaktor o mocy cieplnej około 4,3 megawata. W trakcie wznoszenia lub wykonywania gwałtownych manewrów zapotrzebowanie mogłoby jednak wzrastać nawet do ponad 15 megawatów.

Prawdziwą przewagą tej konstrukcji nie byłaby więc prędkość, lecz zdolność do długotrwałego pozostawania w powietrzu. W przeciwieństwie do tradycyjnych pocisków manewrujących Buriewiestnik nie byłby ograniczony ilością paliwa na pokładzie i teoretycznie mógłby pozostawać w locie przez wiele godzin, a nawet dni.

Buriewiestnik i jego radioaktywny ślad pozostawiany w atmosferze

To właśnie ten element budzi największe obawy ekspertów. W otwartym systemie napędowym powietrze przepływa bezpośrednio przez reaktor lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Nie ma tutaj wymiennika ciepła oddzielającego paliwo jądrowe od strumienia powietrza.

Sprężarka tłoczy powietrze przez niewielkie kanały znajdujące się w rdzeniu reaktora. Tam zostaje ono podgrzane przez reakcje jądrowe, a następnie wyrzucone na zewnątrz przez dyszę silnika. Według analizy MIT oznacza to, że podczas lotu mogą powstawać radioaktywne izotopy uwalniane bezpośrednio do atmosfery wraz ze spalinami.

Naukowcy szacują, że nawet normalna eksploatacja mogłaby prowadzić do emisji znacznych ilości produktów aktywacji. Dodatkowym zagrożeniem byłaby możliwość wydostawania się radioaktywnych produktów rozszczepienia z samego reaktora. Autorzy raportu wskazują, że taki system pozostawiałby wyraźnie mierzalny ślad radioaktywny na całej trasie lotu.

Sama koncepcja nie jest nowa. Już w latach 50. XX wieku Stany Zjednoczone prowadziły tajny “Projekt Pluton”. Jego celem było stworzenie pocisku manewrującego napędzanego energią jądrową i zdolnego do lotu na niemal nieograniczone odległości.

Program zakończył się sukcesem technologicznym, ale nigdy nie doprowadził do wdrożenia gotowej broni. Powód był prosty. Napęd stale emitowałby radioaktywne substancje do atmosfery, co nawet w realiach zimnej wojny uznano za ryzyko trudne do zaakceptowania.

Rosja może tworzyć broń bez precedensu. Katastrofa, która mogła być ostrzeżeniem

Jeżeli analiza naukowców z MIT okaże się trafna, Rosja może stać się pierwszym państwem na świecie, które stworzyło pocisk manewrujący wykorzystujący otwarty reaktor jądrowy jako źródło napędu. Autorzy raportu określają ten system mianem “latającego reaktora bez obudowy”. Ich zdaniem największe zagrożenia nie wynikają nawet z użycia bojowego, ale z testów, awarii i prób odzyskiwania uszkodzonych egzemplarzy.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera katastrofa w Nionoksie z 2019 roku. W wyniku eksplozji zginęło pięciu naukowców rosyjskiego koncernu Rosatom, a lokalne służby odnotowały wzrost poziomu promieniowania. Wielu ekspertów oraz część amerykańskich agencji wywiadowczych od lat uważa, że zdarzenie mogło mieć związek z nieudanym testem lub próbą odzyskania wcześniej utraconego prototypu systemu Skyfall.

Według tych ocen podczas incydentu doszło do eksplozji reaktora lub elementu napędu jądrowego. Dla części analityków była to pierwsza publiczna zapowiedź ryzyka, jakie może nieść za sobą rozwój tej technologii

Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu Welt.de. Jego autorami są Gerhard Hegmann i Benedikt Fuest

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco!  Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl