Home International Maja bała się bliskości, groził jej dom dziecka. Wydarzył się “mały-wielki cud”

Maja bała się bliskości, groził jej dom dziecka. Wydarzył się “mały-wielki cud”

0
1

Majeczka, ponad roczna dziewczynka, dla której Fundacja Gajusz od miesięcy szukała rodziny zastępczej, jest już w “domu-na-zawsze”. Dziewczynka przyszła na świat z alkoholowym zespołem płodowym FAS, a dodatkowo nie w pełni wykształciły się jej dłonie. Miała nie tylko problemy zdrowotne, ale też bała się bliskości drugiego człowieka. Teraz zasypia wtulona w mamę i śpi spokojnie, a kiedy otwiera oczy, domaga się bliskości rodziców. Wydarzył się mały-wielki cud — przyznają przedstawiciele Fundacji Gajusz.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Pani Monika i pan Andrzej dali Majeczce kochający dom: Serce mówiło “tak” od początku

Maja trafiła do łódzkiego Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli na początku roku. Pierwsze miesiące życia spędziła w szpitalu pod opieką sztabu specjalistów i opiekunów. Przez wiele miesięcy pracowali nad tym, by zadbać o jej zdrowie, ale też nauczyć ją na nowo zaufania do drugiego człowieka i odbudować jej poczucie bezpieczeństwa.

Postępy były widoczne, ale brakowało tego, co najważniejsze. Rodziny.

Dla chorych dzieci znalezienie domu jest szczególnie trudne, a czas uciekał, bo zgodnie z przepisami w ośrodku preadopcyjnym mogą przebywać dzieci do pierwszego roku życia. Gdyby nie udało się znaleźć dla Mai rodziny, trafiłaby do domu dziecka.

Apel fundacji zobaczyli pani Monika i pan Andrzej. Małżeństwo miało już dorosłe dzieci i ustabilizowane życie. — Już kilka lat wcześniej mieliśmy w głowie pomysł, żeby stać się dla jakiegoś opuszczonego dziecka rodziną zastępczą, ale nic z tego nie wyszło. Zajęliśmy się więc swoimi sprawami, dzień mijał za dniem. Aż pewnego dnia trafiliśmy na informację o Mai. Tamten moment wszystko zmienił — wspomina pani Monika.

— Porozmawialiśmy i postanowiliśmy skontaktować się z fundacją. Serce mówiło “tak” od początku, ale ja obawiałem się nieco, czy na pewno damy sobie radę. Czy podołamy finansowo? Czy będziemy mieć siłę, żeby sprostać wszystkim potrzebom Mai? Czy nie zawiedziemy? — dopowiada jej mąż, pan Andrzej.

Wątpliwości i obawy pomogły rozwiać rozmowy z fundacyjnym psychologiem. I choć przed ich nową rodziną wciąż wiele pracy i wysiłku, to pani Monika i pan Andrzej wierzą, że razem uda im się przezwyciężyć trudności, z jakimi zmaga się Maja. Zauważają już nawet pierwsze małe sukcesy.

Dziewczynka coraz częściej się uśmiecha, gaworzy i rozwija nowe umiejętności. Do niedawna była karmiona dojelitowo przez PEG, a teraz codziennie zjada kaszkę na śniadanie. — Widzimy, że ten rozwój idzie do przodu — przyznaje pani Monika, mama zastępcza Mai.

To nie jedyny mały-wielki cud, jaki w ostatnim czasie wydarzył się w Fundacji Gajusz. Szczęśliwy i kochający dom znalazł także Pawełek, dla którego czas, jaki mógł spędzić w ośrodku Tuli Luli, kurczył się jeszcze szybciej.

Fundacja Gajusz mówi o “małym-wielkim cudzie”. W “dniu zero” Pawełek opuścił ośrodek w ramionach mamy

Pawełek trafił do ośrodka Tuli Luli w październiku 2025 r. jako dwumiesięczne niemowlę z zespołem FAS. Urodził się z niemal dwoma promilami alkoholu we krwi i przez pierwsze miesiące życia był bardzo niespokojny i dużo płakał. Dzięki pracy specjalistów i opiekunów stopniowo otwierał się na świat i ludzi.

Mimo uregulowanej sytuacji prawnej przez długi czas nie udało się znaleźć rodziny gotowej otoczyć chłopca opieką i miłością. Przełom nastąpił krótko przed pierwszymi urodzinami Pawełka, które były dla niego “dniem zero”.

— Sama zostałam adoptowana, kiedy miałam nieco ponad rok, i od dawna wiedziałam, że adopcja to droga dla mnie. Kiedy zobaczyłam post o Pawełku na Facebooku, po prostu poczułam, że to jest ten moment i to dziecko — relacjonuje pani Natalia, oligofrenopedagog z doświadczeniem w pracy z dorosłymi, jak i z dziećmi.

Jak dodaje, od początku widziała wyłącznie dziecko, które potrzebuje miłości, a nie jego ograniczenia. Pierwsze spotkanie wspomina ze wzruszeniem.

— Wiedziałam od opiekunek, że jest chłopcem nieufnym, który potrzebuje czasu, żeby przekonać się do kontaktu z obcą osobą. Tymczasem, kiedy tylko wzięłam go na ręce, położył mi główkę na piersi i głęboko westchnął. Jakby zeszło z niego całe napięcie, które w sobie dotychczas nosił — mówi poruszona pani Natalia. W dniu pierwszych urodzin opuścił ośrodek Tuli Luli w jej ramionach. Informacja o tym, że sąd wydał zgodę, aby została mamą zastępczą Pawełka, przyszła zaledwie dwa dni wcześniej.

Pawełek w nowym domu błyskawicznie poczuł się swobodnie. Przesypia całe noce, chętnie je i próbuje nowych smaków. — Ciągle szuka wzrokiem psów i próbuje się z nimi bawić, zbiera ze mną kwiatki w ogrodzie. Sam przychodzi się przytulić w trakcie zabawy. I śmieje się w głos, a to dotychczas zdarzało mu się rzadko. Jakby na każdym kroku pokazywał, że to jest po prostu jego dom. I już nigdzie się nie wybiera — mówi z uśmiechem pani Natalia, mama zastępcza Pawełka.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl