Home International Miał być operatorem drona, trafił na front. Uciekł z armii Putina, teraz...

Miał być operatorem drona, trafił na front. Uciekł z armii Putina, teraz opowiada o kulisach. “Mięso armatnie”

0
2

Miał być dobrze płatny kontrakt i praca z dala od najcięższych walk. Zamiast tego Carlos Davila Vela znalazł się na froncie we wschodniej Ukrainie, gdzie, jak twierdzi, zagraniczni rekruci byli traktowani jak “mięso armatnie”. Opowiada o tajnej podróży z Peru, rosyjskich obozach szkoleniowych, rannych towarzyszach i ucieczce, za którą zapłacił tysiące dolarów.

Rosja werbuje mężczyzn w Peru. Wysyła ich na front w Ukrainie

Po tym, jak wiele krajów udaremniło działania Kremla związane z rekrutacją zagranicznych żołnierzy, Moskwa musiała zmienić strategię. Coraz więcej mężczyzn z Ameryki Łacińskiej trafia do rosyjskiej armii. Relacje rekrutów i ich rodzin pokazują, że część z nich nie zdawała sobie sprawy, co naprawdę ich czeka.

Carlos Lenski Davila Vela nie potrafi wymienić nazwy ukraińskiej wsi, którą miał zdobyć dla Rosji, ani pobliskiego miasta. Ale za pomocą serwetki i szklanki potrafi odtworzyć, gdzie był, gdy pojawiły się drony, gdzie biegł szpaler drzew, w którym próbował znaleźć schronienie – i gdzie jeden z jego towarzyszy został trafiony i zginął. Davila Vela, 36-letni Peruwiańczyk zwerbowany do armii rosyjskiej, odniósł rany od odłamków. Na froncie był wtedy zaledwie od czterech dni.

W miarę jak przedłuża się wojna Rosji przeciwko Ukrainie, Moskwa poszukuje za granicą kolejnych żołnierzy do wysłania na front. Jej machina rekrutacyjna coraz mocniej koncentruje się na Ameryce Łacińskiej, a zwłaszcza na Peru. Z relacji rekrutów i ich rodzin wynika, że w pierwszej połowie 2026 r. do Moskwy przybyły setki mężczyzn.

Działania rekrutacyjne Kremla pokazują, jak wojna dociera coraz głębiej na półkulę zachodnią. “Obserwujemy wyraźną ekspansję rosyjskiej sieci rekrutacyjnej w Ameryce Łacińskiej” – powiedział ukraiński urzędnik ds. obrony w wywiadzie dla WELT AM SONNTAG. “Liczba przypadków w Peru wyraźnie rośnie”. W tym roku liczba zagranicznych bojowników ma osiągnąć nowy rekord.

“Jest wielu Latynosów” – potwierdza Davila Vela. Opisuje trzy obozy szkoleniowe, w których uczestniczył przed wysłaniem na wojnę, jako taśmę produkcyjną dla zagranicznych rekrutów: “To się nigdy nie kończy”. W ciągu czterech miesięcy spędzonych w Rosji spotkał około 80 rekrutów z Ameryki Łacińskiej. Jak twierdzi, prawie wszyscy z nich nie żyją lub są zaginieni.

Z Peru do Rosji. Wszystko zaczęło się od selfie

Droga Davila Veli na front rozpoczęła się w maju od selfie na lotnisku w Limie. Krótko wcześniej spotkał mężczyznę, który również miał zostać rekrutem. Do zdjęcia pozowali jednak jak przyjaciele: mocno objęci, z kciukami uniesionymi w górę.

Jeden z rekrutów wyjaśnił, że zdjęcie mogłoby potwierdzić ich historię: byli przyjaciółmi w podróży, z międzylądowaniami w Paryżu i Stambule, zanim udali się do Moskwy jako turyści.

Po przybyciu na miejsce mieli otwarcie ujawnić swój prawdziwy plan, aby uniknąć problemów podczas kontroli paszportowej. Udało się. Zostali odebrani przez dwóch mężczyzn przed lotniskiem.

Od tego momentu galeria zdjęć Davili Veli z telefonu komórkowego zaczyna przypominać film akcji. Widać na niej rekrutów wyglądających na obcokrajowców w koszarach. Na jednym z ostatnich nagrań filmuje siebie w ciężarówce. Następnie został wysłany do walki.

Podobne relacje o zagranicznych rekrutach pojawiały się również w innych śledztwach dotyczących rosyjskiej armii. Amnesty International we wrześniu 2026 r. informowała o cudzoziemcach, którym obiecywano m.in. pracę cywilną, wysokie zarobki lub możliwość uzyskania pobytu, a którzy następnie trafiali na front.

Moskwa zmienia kierunek rekrutacji

We wczesnych latach wojny większość zagranicznych bojowników po stronie rosyjskiej pochodziła z Azji Środkowej, a następnie z Afryki i Azji Południowo-Wschodniej. Tysiące bojowników pochodziło również z Kuby i Kolumbii.

Jednak po działaniach podejmowanych przez część tych państw w celu ograniczenia rekrutacji Moskwa miała zmienić kierunek. Podczas gdy Kuba i Kolumbia nadal dostarczają wielu rekrutów, Peru zyskało na znaczeniu, a następnie Brazylia, Ekwador i Argentyna.

Według ukraińskiego urzędnika, w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku do niewoli trafiło cztery razy więcej Latynosów niż w całym okresie od rozpoczęcia inwazji.

Peruwiańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło w sierpniu, że wie o 459 Peruwiańczykach walczących po stronie Rosji. Krewni zaginionych rekrutów uważają, że liczba ta jest znacznie zaniżona.

Grupy na Facebooku dla Latynosów w Rosji są pełne postów od krewnych, którzy próbują odnaleźć swoich bliskich lub wydostać ich z Rosji.

“W Rosji wszystko było inaczej”

Po tym, jak WELT AM SONNTAG poprosił rekrutów lub ich rodziny z jednej z grup o kontakt, Juan, 19-latek, którego imię zostało zmienione w celu ochrony jego tożsamości, skontaktował się z redakcją ze szpitalnego łóżka w mieście na południu Rosji.

Powiedział, że większość nocy śni mu się koszmar o tym, że na froncie ścigają go drony. Ponieważ skonfiskowano mu paszport, musi jednak zostać w Rosji.

Został zrekrutowany za pośrednictwem wiadomości na TikToku po tym, jak zareagował emoji na film wojenny. Relacje członków rodzin sugerują, że wielu rekrutów miało niewielkie lub żadne pojęcie o tym, w co się pakują.

Dla niektórych wcześniejsze doświadczenie w Iraku sprawiło, że oferta wydawała się dobrze płatną przygodą. Znaczna liczba z nich pracowała tam dla partnerów rządu USA, ochraniając placówki dyplomatyczne.

W Rosji jednak wszystko od samego początku wyglądało inaczej. W wielu przypadkach rekruci musieli nawet kupować sprzęt samodzielnie – od swoich dowódców.

W grupie WhatsApp krewny opublikował zdjęcie rekrutów z gołymi torsami przywiązanych do drzewa. Ich ciała były pokryte siniakami.

“Rządy Ameryki Łacińskiej nie chcą kłopotów z Rosją”

Władimir Ruwiński, ekspert ds. relacji latynoamerykańsko-rosyjskich, twierdzi, że Moskwie udało się przekonać państwa Ameryki Łacińskiej do zachowania neutralności w wojnie.

“Rządy Ameryki Łacińskiej nie chcą kłopotów z Rosją” – powiedział. “Uważają, że najlepszym rozwiązaniem jest trzymanie się od niej z daleka”.

Ani ambasada rosyjska, ani peruwiańskie MSZ nie odpowiedziały na prośbę o komentarz.

Uciekł ze szpitala. Za wydostanie się zapłacił tysiące dolarów

Jak dotąd wiadomo, że uciekło tylko czterech Peruwiańczyków. Davila Vela jest jednym z nich.

Dziennik “WELT AM SONNTAG” spotkał się z nim 25 dni po tym, jak uciekł ze szpitala w Starym Oskole, niedaleko Ukrainy. Musiał wykorzystać część swojej premii za podpisanie umowy, wynoszącej około 20 000 dolarów, aby zapłacić dwóm Rosjanom około 14 000 dolarów. Zawieźli go do peruwiańskiej ambasady w Moskwie.

Tam był bezpieczny i poleciał z powrotem do domu. Przy posiłku w restauracji serwującej ceviche wspomina swój pobyt w Rosji i pięć dni spędzonych na froncie we wschodniej Ukrainie. Przyjaciel obiecał mu pracę pilota drona. Zamiast tego trafił do oddziału szturmowego, razem ze starszymi i chorymi, z których niektórzy ledwo chodzili.

Naśladuje drony, które ich przerażały: wysokim dźwiękiem “Eeeeh” i gestami rąk, które śledzą tor ich lotu. Davila Vela mówi, że rekruci na froncie zazwyczaj nie wytrzymują dłużej niż cztery lub pięć dni, zanim zostaną ranni lub zabici.

“Mięso armatnie” – mówi. Dowódcy wiedzą, “że idziecie na śmierć”. Ale, dodaje, “celem jest zdobycie wioski lub miasta – nawet jeśli tylko 50 z 1000 ludzi ujdzie z życiem”.

Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu Welt.de. Jego autorem jest Eva Hartog

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco!  Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl