Mieszkałam w najbogatszej gminie w Polsce. Choroszcz to numer jeden

0
3

Od lat w internecie i w codziennych rozmowach przewijają się “dowcipy o Choroszczy”, zwykle w kontekście ogromnego szpitala psychiatrycznego, który od dekad jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w mieście. “Wyślą cię do Choroszczy” — to zdanie słyszał chyba każdy Podlasianin. I chyba każdy mieszkaniec Choroszczy nauczył się traktować je z lekkim przewróceniem oczami. Bo dla nas Choroszcz nigdy nie była memem. Była domem.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Choroszcz wygrywa. Uznana za najlepszą gminę miejsko-wiejską

Miejscem spokojnym, zielonym i zwyczajnym w najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa. Miejscem, gdzie ludzie znają się z widzenia, gdzie do Białegostoku jest kilkanaście minut, ale życie płynie jakby trochę wolniej. I może właśnie dlatego tak trudno mi mentalnie wyprowadzić się z tego miejsca.

Mieszkałam tu prawie całe życie. Wyjechałam na studia, jak wielu młodych. Potem wróciłam. Dziś pomieszkuję pod Warszawą, ale prawda jest taka, że ciągle wracam do Choroszczy — na weekendy, święta, zwykłe obiady, czasem tylko po to, żeby przejechać znajomymi ulicami. I wiem jedno: kiedyś wrócę tu na starość. Bez wielkich deklaracji. Po prostu wiem. Bo Choroszcz ma w sobie coś więcej.

Nieprzypadkowo właśnie ta podlaska gmina została uznana za najlepszą gminę miejsko-wiejską w Polsce w Rankingu Finansowym Samorządu Terytorialnego za 2025 r. Eksperci oceniali kondycję finansową samorządów, tempo rozwoju i sposób zarządzania pieniędzmi. W kategorii gmin miejsko-wiejskich wygrała właśnie Choroszcz, a nagrodę odebrał burmistrz Robert Wardziński, podkreślając, że sukces jest efektem pracy całego zespołu urzędników i mieszkańców. I nawet jeśli rankingi zwykle brzmią trochę urzędowo i sucho, tutaj ten sukces naprawdę da się zobaczyć.

Choroszcz została najlepszą gminą w Polsce

Widać go w drogach, które pojawiły się tam, gdzie jeszcze kilkanaście lat temu były pola albo błoto. Widać go w odnowionych placach, nowych sklepach, przedszkolach, autobusach. W tym, że Choroszcz nie jest już “miasteczkiem pod Białymstokiem”, tylko miejscem, do którego ludzie świadomie się przeprowadzają. A jednocześnie nadal nie straciła swojego charakteru.

To wciąż miasto pięciominutowe. Wszystko jest pod ręką. Szkoły, sklepy, przychodnia, fryzjer, piekarnia, kwiaciarnia. Dwa autobusy do Białegostoku — 103 i 113 — od lat wyznaczają rytm codziennych dojazdów. Bliskość S8 sprawia, że można szybko wyskoczyć do miasta, ale równie szybko z niego uciec.

I jest jeszcze natura. Narew, Narwiański Park Narodowy, Green Velo, wsie rozrzucone między polami i łąkami. To Podlasie, które nadal wygląda jak Podlasie, a nie jak kolejna sypialnia dużego miasta.

Oczywiście Choroszcz nie jest idealna. Mieszkańcy mówią o tym wprost. Sara, która mieszka tu od lat, zwraca uwagę, że rozwój momentami jest tak szybki, że infrastruktura ledwo nadąża. — W gminie żyje się bardzo dobrze. Przy tak szybkim rozwoju trudno nadążyć, zwłaszcza jak ludzie budują domy w różnych czasem bardziej odludnych miejscach. Niemniej jednak powstaje dużo nowych dróg, i w ostatnich 10 latach zmiany są ogromne. — mówi.

I dodaje coś bardzo prawdziwego: że mieszkańcy często sami nie doceniają tego, jak bardzo Choroszcz zmieniła się na lepsze. Bo rzeczywiście — łatwo zapomnieć, jak wyglądało to miejsce jeszcze 15 czy 20 lat temu. Jak wiele rzeczy “się nie dało”. Jak wiele spraw trzeba było załatwiać w Białymstoku. Jak mało było sklepów, dróg, połączeń. — Choroszcz ma kameralny klimat. Nie czuć tu problemów, które są w dużych miastach: brak parkingów czy korki. Przydałyby się jednak bardziej specjalistyczne przychodnie lekarskie. Obecnie jest dostęp do lekarza rodzinnego i bardzo ograniczony do neurologa (przyjmuje raz w tygodniu z tego co wiem). Mamy sporo starszych mieszkańców, którym trudniej dojechać do Białegostoku na wizytę — dodaje jeszcze Sara i mówi na koniec: “do poprawy jest jeszcze współpraca z powiatem, która nie funkcjonuje i to blokuje jeszcze lepszy rozwój naszej gminy”.

Dziś nawet ci, którzy narzekają, robią to trochę z przyzwyczajenia. Paulina śmieje się, że najbardziej brakuje jej basenu. Ale zaraz potem przyznaje, że “wszystko działa”, jest czysto, jest porządek i po prostu wygodnie się tu żyje. — Mam blisko do pracy, sklepu, znajomych. Blisko do Białegostoku. Wszystko jest na miejsc” — mówi.

Wyjątkowość Choroszczy

I chyba właśnie w tym tkwi fenomen Choroszczy. To nie jest miejsce spektakularne. Ono nie próbuje nikogo olśnić wieżowcami, modnymi kawiarniami ani “prestiżowymi inwestycjami”. Tutaj sukces mierzy się bardziej tym, że ludzie chcą wracać.

Ja też chcę. Czasem myślę, że człowiek naprawdę poznaje wartość rodzinnego miasta dopiero wtedy, gdy wyjedzie. Gdy zaczyna tęsknić za ciszą po 22, za drogą przez pola, za tym, że w sklepie kasjerka kojarzy twoją mamę. Warszawa daje tempo. Choroszcz daje oddech.

I może właśnie dlatego ta nagroda wydaje się tak symboliczna. Bo pokazuje, że da się rozwijać mądrze. Bez chaosu. Bez betonowania wszystkiego. Bez utraty lokalnego charakteru. Choć mieszkańcy mają też swoje obawy. Że kiedyś przyjdzie zbyt agresywna ekspansja deweloperów. Że zniknie kameralność. Że Choroszcz stanie się po prostu kolejnym przedmieściem.

Na razie jednak nadal nią nie jest. Nadal jest miejscem, do którego wraca się trochę wolniej. I oddycha trochę głębiej.

Czytaj także:

Koniec pożaru w Puszczy Solskiej! Strażacy wygrali walkę z żywiołem

“Narew zaczyna nam umierać”. Dramat w sercu polskiej Amazonii

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl