Napięta sytuacja na zakażonym wycieczkowcu. Pasażerowie izolowani w kabinach. Wysyłają samoloty na pomoc

0
2

Statek wyruszył w kwietniu z Ushuaia w Argentynie i miał przemierzać odległe wody Atlantyku. W trakcie podróży kilku pasażerów zaczęło chorować. Objawy były poważne i szybko się nasilały. Jednostka utknęła u wybrzeży Republiki Zielonego Przylądka i obecnie nikt nie może jej opuścić.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Sytuacja na statku jest poważniejsza, niż początkowo sądzono. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała o zidentyfikowaniu łącznie siedmiu przypadków zachorowań na rzadkiego hantawirusa: dwóch potwierdzonych laboratoryjnie oraz pięciu podejrzanych. Wirus ten, przenoszony przez gryzonie, wywołuje ciężkie choroby układu oddechowego i w blisko 40 proc. przypadków kończy się śmiercią.

Bilans ofiar śmiertelnych

Dotychczas potwierdzono śmierć trzech osób powiązanych z rejsem:

  • 11 kwietnia: Zmarł 70-letni Holender — była to pierwsza ofiara na pokładzie.
  • 27 kwietnia: Zmarła jego 69-letnia żona, u której testy potwierdziły obecność hantawirusa (zachorowała po opuszczeniu statku).
  • 2 maja: Na pokładzie zmarł obywatel Niemiec; przyczyna jego śmierci jest jeszcze badana.

Obecnie jeden z pasażerów, obywatel Wielkiej Brytanii znajduje się w stanie krytycznym, ale stabilnym. Przebywa na oddziale intensywnej terapii w Johannesburgu (RPA). To u niego potwierdzono zakażenie wirusem.

Na pilną pomoc medyczną i ewakuację czekają dwaj członkowie załogi (Brytyjczyk i Holender), u których występują ostre objawy oddechowe. Stan jednego z nich określany jest jako ciężki. Pozostałe 147 osób przebywających na pokładzie znajduje się w ścisłej izolacji kabinowej.

Operacja “Powietrzny Most”. Dwa samoloty w drodze

Jak wynika z najnowszego komunikatu operatora, władze Holandii w ścisłym porozumieniu z WHO aktywnie przygotowują skomplikowaną logistycznie operację ewakuacji medycznej. W tym celu planowane jest wysłanie dwóch wyspecjalizowanych samolotów wyposażonych w sprzęt medyczny, które mają zabrać z pokładu trzy osoby: dwóch chorych członków załogi oraz jedną osobę towarzyszącą pasażerowi, który zmarł 2 maja.

Epidemia na wycieczkowcu. Amerykanin uwięziony na statku ledwo powstrzymuje łzy

Statek płynie ku Europie

Lokalne władze Republiki Zielonego Przylądka stanowczo odmówiły wpuszczenia jednostki do portu, obawiając się rozprzestrzenienia wirusa. Zapadła już decyzja, że nikt poza ewakuowaną trójką nie zejdzie na ląd na Zielonym Przylądku. Statek ma wkrótce podnieść kotwicę i skierować się na Wyspy Kanaryjskie (prawdopodobnie Las Palmas lub Teneryfę). Tam, pod nadzorem międzynarodowych ekspertów, wszyscy pasażerowie przejdą masowe badania przesiewowe.

Polacy na pokładzie

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że na pokładzie znajduje się jeden Polak będący członkiem załogi oraz polscy pasażerowie. Według rzecznika MSZ nasi obywatele są bezpieczni i obecnie nie zgłaszają potrzeby wsparcia medycznego.

Hantawirus także w Polsce

O zagrożeniu mówił na antenie Polsat News ekspert ds. zdrowia publicznego Paweł Grzesiowski. Jak podkreślił, choroba występuje również w Polsce.

— Nie trzeba wyjeżdżać, by się zarazić — zaznaczył.

Według jego danych w naszym kraju notuje się nawet do 20 przypadków rocznie. — To są nasze rodzime hantawirusy. Większość tych osób przeżywa, choć choruje ciężko — wyjaśnił.

Inny przebieg choroby

Ekspert wskazał, że “polska odmiana” wirusa daje nieco inne objawy niż ta podejrzewana na statku.

— W Polsce częściej dochodzi do niewydolności nerek. To są typowi pacjenci w naszych warunkach — tłumaczył.

Na pokładzie sytuacja jest jednak poważniejsza.

— Tam dochodzi do ciężkiego zapalenia płuc i to jest najczęstsza przyczyna śmierci, czyli niewydolność układu oddechowego — dodał.

Brak leku i szczepionki

Jak podkreślił Paweł Grzesiowski, na hantawirusa nie ma ani skutecznego leku, ani szczepionki. Leczenie polega głównie na podtrzymywaniu funkcji organizmu.

— Pozostaje leczenie wspomagające (…) i wielu chorych dzięki temu przeżywa — zaznaczył.

Jak się chronić

Ekspert przypomina o podstawowych zasadach profilaktyki: — Trzeba używać maseczek i rękawiczek wszędzie tam, gdzie mamy kontakt z odchodami gryzoni — wskazał.

I podkreślił jeszcze raz: — To jest też rada dla osób w Polsce, bo nie trzeba wyjeżdżać, żeby się zarazić.

Na koniec uspokaja: nie ma mowy o scenariuszu znanym z pandemii. — Skoro na 150 osób na statku mamy kilka przypadków, to nie jest choroba tak zakaźna jak COVID-19 — zaznaczył.

Zgony na statku wycieczkowym po Atlantyku. WHO reaguje natychmiast

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl