Nieprzerwane opady sparaliżowały część miasta, a woda zaczęła wlewać się do sklepów i piwnic. Zdesperowani mieszkańcy masowo ratują swoje samochody przed zniszczeniem.
Czytaj też: Czytelniczka ucieka wynajętym samochodem przed wielkim pożarem na Krecie
Woda zalewa ulice i wdziera się do budynków
Stolica Tajlandii od kilku dni mierzy się z bardzo intensywnymi opadami. — Od trzech albo czterech dni leje właściwie bez przerwy, czasem trochę mocniej, czasem trochę słabiej, ale woda leci ciągiem — relacjonuje nasza czytelniczka, Julia, mieszkająca w Bangkoku.
Bezpośrednim skutkiem ulew jest całkowite zalanie co najmniej kilkunastu głównych arterii miasta. Osoby przebywające w centrum mają ogromny problem z logistyką powrotów. — Ludzie mieszkający dalej od centrum mają zalane ulice, znajomi nie są w stanie do siebie teraz z centrum wrócić do domu — wyjaśnia Polka.
Jak dodaje, woda stwarza realne zagrożenie dla mienia. — Podobno jest ciężko w niektórych miejscach, woda wlewa się do piwnic czy, jak są sklepy czy domy na parterze, to woda się też wlewa do środka — opisuje na gorąco.
Zdesperowani kierowcy ratują samochody
Mieszkańcy obawiają się o swoje pojazdy. — Auta stoją zalane (…), ta woda jest tak wysoko, że myślę, że będą samochody pozalewane pod silnik – podkreśla Julia. Z pomocą zmotoryzowanym przyszły miejscowe obiekty handlowe. — Widziałam też komunikat, że galerie handlowe udostępniają parkingi za darmo, żeby ludzie mogli przyjechać, bo parkingi są piętrowe i zazwyczaj nie w dół, tylko w górę — przekazuje czytelniczka.
Zalane ulice wymuszają też błyskawiczne organizowanie pomocy sąsiedzkiej. — Znajomi jak utknęli, to koleżanka po nich pojechała wyższym takim autem, żeby ich w ogóle zgarnąć, bo inaczej średnio — opowiada Polka.
Infrastruktura wytrzymuje napór żywiołu
Mimo trudnych warunków atmosferycznych, miasto stara się funkcjonować. — Nie słyszałam o tym, żeby były jakieś ofiary, nie słyszałam o tym, żeby były przerwy w dostawie prądu, szczerze mówiąc — uspokaja początkowo nasza rozmówczyni.
Chwilę później przekazuje jednak nową, niepokojącą informację prosto z zalanego miasta. — Właśnie wpadli znajomi, mówią, że nie mają internetu od dwóch dni — dodaje Julia.
Lokalne sklepy na ten moment pozostają otwarte.
— Sytuacja też nie trwa na tyle długo, żeby były jakieś problemy z dostawami jedzenia, więc to nie jest jeszcze taki kataklizm czy taka powódź, jak była we Wrocławiu — ocenia autorka relacji.
Przyznaje też, że w jej dzielnicy sytuacja jest stabilna i można swobodnie chodzić po ulicach. Kiedy mieszkańcy odetchną z ulgą? — Podobno prognozy są takie, że do poniedziałku ma się to skończyć, a jak przestanie padać, to tutaj kanalizacja zazwyczaj działa na tyle dobrze, że powinna się w ciągu kilku godzin udrożnić — podsumowuje Polka z Bangkoku.
Bodzanów tonie w błocie po nawałnicy. “Wrócił koszmar sprzed dwóch lat”
Upał atakuje Polskę. Alerty już prawie wszędzie. Gdzie mogą uderzyć burze?
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









