Nieznośne życie na blokowiskach podczas upałów. “Cały czas słychać karetki jadące do szpitala”

0
1

W ostatnią niedzielę czerwca termometry we Wrocławiu wskazywały nawet 38 stopni Celsjusza w cieniu. Miasto wyglądało jak wymarłe. Nawet nad Odrą – gdzie szczególnie w weekendy jest mnóstwo ludzi – wybrzeża świeciły pustkami.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W starych kamienicach i blokach panował upał, wentylatory nie dawały ulgi, a wielu mieszkańców źle znosiło wysokie temperatury

W centrum miasta, na Nadodrzu, większość mieszkańców żyje w starych, poniemieckich kamienicach. To właśnie tu, na czwartym piętrze, mieszka 76-letni Marek Chromów. Choć jego okna wychodzą na północ, w mieszkaniu panuje nieznośny upał — 30 stopni, podczas gdy na zewnątrz termometr pokazuje 36. — Nad sobą mam strych, a słońce świeci mi w okna tylko przez krótką chwilę, ale w takie dni jak dziś w moim mieszkaniu jest nie do wytrzymania — przyznaje.

Wentylator pracuje bez przerwy. Mimo upału w kuchni gotuje się rosół. — Wychodzę tylko po najpotrzebniejsze zakupy — mówi Marek. Do niedawna ratunkiem była działka, jednak pogarszający się stan zdrowia zmusił go do rezygnacji z tej formy wypoczynku. — I tak mam lepiej niż sąsiedzi, których okna wychodzą na drugą stronę. Tam przez większość dnia świeci słońce, a wieczorem hałas z ulicy nie pozwala otworzyć okien — dodaje.

Jego sąsiad Jacek potwierdza: — Dziś pojechaliśmy na działkę o piątej rano. Żona i córka zostają tam do wieczora, ja wróciłem, wykąpię się i spróbuję się przespać, bo wcześnie rano idę do pracy.

Ulice i popularne miejsca w mieście były niemal puste, nieliczni mieszkańcy wychodzili z domów

Z Nadodrza przez historyczny Kleczków przejechaliśmy się na Rożankę — osiedle zdominowane przez bloki z wielkiej płyty. W południe osiedle wyglądało na wymarłe: puste ulice, opustoszałe place zabaw, w oknach zaciągnięte rolety. Nieliczni mieszkańcy przemykali w stronę samochodów, często z pakunkami — wyjeżdżali nad wodę lub w inne, chłodniejsze miejsca.

Na zacienionym podwórku przy zbiegu ulic Obornickiej i Bałtyckiej spotkaliśmy trójkę sąsiadów. Józefina i Józef skarżyli się na upał. — W sobotę zasłabłam, na szczęście pomógł mi sąsiad — mówi Józefina.

Podobnie sytuację opisuje Łukasz Zięba z sąsiedniej kamienicy: — Mieszkam z rodzicami, w naszym mieszkaniu jest tak gorąco, że musiałem wyjść. Wentylatory pracują na pełnych obrotach, ale to niewiele daje. Mama właśnie gotuje obiad, a przez otwarte okno cały czas słychać karetki jadące do szpitala na Kamieńskiego. Dużo ludzi nie wytrzymuje upałów, medycy mają pełne ręce roboty — relacjonuje 32-latek.

Niektórzy inwestują w klimatyzację: To strzał w dziesiątkę

Na Kozanowie, osiedlu z lat 80., Bożena i Stanisław Jankowscy nie narzekają na upał. — Mieszkamy na siódmym piętrze, zawsze latem było u nas gorąco. Cztery lata temu syn namówił nas na zainstalowanie klimatyzacji — wspomina Stanisław. — To była świetna decyzja. Dzięki loggii nie musieliśmy nawet starać się o zgodę na montaż.

— Część chłodzącą mamy w sypialni, w nocy śpimy spokojnie. Na dworze prawie 40 stopni, a u nas w sypialni 22, w innych pokojach niewiele więcej — dodaje Bożena. — Jesteśmy dobrze zaopatrzeni w napoje, w takie dni nie wychodzimy z naszej chłodnej enklawy.

Ekstremalne temperatury coraz częściej wpływają na codzienne życie

Fala upałów nie tylko utrudnia życie, ale i zmusza mieszkańców do zmiany codziennych nawyków. Ci, którzy mogą, uciekają z miasta lub inwestują w klimatyzację. Inni próbują przetrwać, licząc na szybkie ochłodzenie. Jedno jest pewne — ekstremalne temperatury to wyzwanie, z którym coraz częściej musimy się mierzyć.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl