Patryk R. razem z pasażerem, Piotrem B., w niedzielę 12 kwietnia pędzili białym audi na złamanie karku, wyprzedzając inne pojazdy. Na wiadukcie pod Łomiankami z impetem uderzyli w toyotę, którą wracali z pikniku Nikola, Kacper i Eryk. Uderzenie było tak potężne, że auto przebiło barierki, później kilkukrotnie dachowało, a na końcu uderzyło jeszcze w inne samochody. Jedna osoba wypadła z pojazdu na ulicę.
15-letni chłopak i 19-letnia dziewczyna zginęli na miejscu. Eryk (†20 l.) w stanie krytycznym został przetransportowany do szpitala. Niestety, pomimo wysiłków lekarzy, nie udało się go uratować.
Patryk R. oraz Piotr B. zaraz po wypadku uciekli z miejsca zdarzenia.
Mężczyźni ukryli się na jednej z posesji w Łomiankach, być może łudząc się, że wytrzeźwieją i nie będą odpowiadać za jazdę po alkoholu. Mylili się. Nad ranem obaj zostali zatrzymani przez policję i przewiezieni na komendę. Następnie po wytrzeźwieniu zostali doprowadzeni do prokuratury. — Wiemy, że kierowca wcześniej spożywał alkohol. Z naszych ustaleń wynika, że ok. godz. 14.00 wypił około jednego litra wódki — mówił podczas briefingu prasowego prokurator Skiba. Patryk R. usłyszał zarzuty spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, nieudzielenia pomocy poszkodowanym i ucieczki z miejsca wypadku. Za kratami może spędzić nawet 20 lat. Jego kompan Piotr B., który również był pijany, odpowie za nieudzielenie pomocy. Grozi mu do trzech lat więzienia.
Sąsiedzi o Patryku R.: święty to on nie był
Reporter “Faktu” pojechał do miejscowości, z której pochodzi Patryk R., podejrzany o spowodowanie wypadku w Łomiankach. To spokojna wioska w woj. mazowieckim, w której nie tylko się wychował, ale też mieszkał do chwili aresztowania razem z rodzicami i bratem. Rodzina nie chciała rozmawiać o tym, co się stało. Sąsiedzi natomiast nawet nie wiedzieli, że to on jest podejrzany o spowodowanie tej tragedii. Ludzie, którzy go znają, mówią, że był zwyczajnym chłopakiem. — Nie wyróżniał się niczym szczególnym. W życiu mu się nie ułożyło i lubił zaglądać do kieliszka — mówili.
— Osobiście nigdy nie widziałem go pijanego, ale wiem, że lubił się napić — tłumaczy sąsiad. Według niego przyczyną mogło być to, że Patrykowi R. nie układało się w życiu prywatnym. Ludzie we wsi, którzy zdecydowali się z nami porozmawiać, twierdzą, że nie utrzymywali z nim bliższych kontaktów, bo miał swoje towarzystwo. Widywali go sporadycznie. Przyznają, że poruszał się białym audi i lubił czasem “przycisnąć”.
Zmarnował życie innym i sobie
— Nawet nie wiedziałem, że chodzi o tego Patryka od nas. Nigdy nie popierałem i nie poprę szaleńców na drodze. Wsiadanie za kierownicę po alkoholu i z zakazem to skrajna nieodpowiedzialność. Z tego, co słyszałem, to on miał zakaz. Niestety, teraz za błędy będzie musiał zapłacić. Szczerze, nie mam litości dla tych, którzy świadomie łamią prawo. Wiedział, że nie może jeździć, a mimo to wsiadł pod wpływem i pojechał. Takich rzeczy się nie robi — mówi mieszkaniec wioski.
— Nie chcę nikogo obgadywać, ale powiem szczerze, że człowiek, który wsiada po wypiciu litra wódki do samochodu, nie ma za grosz rozumu. Teraz nie żyje troje młodych ludzi. Tyle się mówi o pijanych kierowcach. Media non stop pokazują tragedie, a oni dalej wsiadają i jadą. Młody chłopak przez alkohol zmarnował sobie życie. Teraz posiedzi, to może dotrze do niego, co zrobił — dodaje sąsiadka.
Burmistrz i mieszkańcy komentują tragedię na S7. “Dla mnie to morderca”
Tragedia w Łomiankach. Nie żyje kierowca. “Jesteś teraz w lepszym miejscu”
Tragedia w Warszawie. Kobieta skoczyła z 13. piętra razem z psem
/4
OSP Łomianki/Facebook
Na trasie S7 po pijackim rajdzie zginęły trzy osoby.
/4
Archiwum prywatne
Patryk R. wsiadł do audi po alkoholu i spowodował wypadek.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







