Piotr Moczulski dotarł już karetką do Białegostoku. Przyjechał wprost z lotniska w Warszawie, dokąd został przetransportowany samolotem rządowym. Przypomnijmy, że przez wiele miesięcy redakcja “Faktu” śledziła losy Piotra Moczulskiego, regularnie informując o jego sytuacji. Dziennikarze pozostawali w stałym kontakcie z rodziną mężczyzny, kierowali pytania do instytucji zaangażowanych w jego sprawę i relacjonowali kolejne etapy starań o sprowadzenie go do Polski. Dziś wiadomo już, że ten długo wyczekiwany powrót stał się faktem. Jeszcze w środę późnym wieczorem pojawiliśmy się przed Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym w Białymstoku, aby zdobyć najnowsze informacje. Tomasz Moczulski, brat Piotra, jeszcze nie wie, kiedy lekarze podadzą plan leczenia. — Informacje będą przekazywane na bieżąco. W czwartek może czegoś więcej się dowiem. Mnie też tam dziś już nie chcą wpuścić. Najwcześniej jutro.
Piotr Moczulski jest już badany w białostockim szpitalu
Tomasz Moczulski uzyskał informacje, że USK w Białymstoku ma specjalne oddziały — m.in. Centrum Urazów Wielonarządowych. — Myślę, że tam mu pomogą najlepiej, nie będą go przenosić do innego szpitala — dodaje.
Rozmówca “Faktu” nie ukrywa, że “kamień spadł mu z serca”. — Jestem bardzo zadowolony, że tak sprawnie to poszło i udało się zorganizować transport na Filipiny. Do końca w to nie wierzyłem, że to się uda i cieszę się, że jesteśmy na miejscu.
Tomasz informację o locie dostał w niedzielę późno wieczorem. — Wsiadłem w samochód, przyjechałem do Warszawy, chwilę później odlecieliśmy — relacjonuje. Samolot rządowy zorganizowany był przez MON. Jak dodaje, ze względu na procedury bezpieczeństwa nie mógł w nim np. robić zdjęć, czy informować na długo przed o locie. — W pierwszą stronę lecieliśmy 15 godzin. Mieliśmy postój na tankowanie — opowiada i dodaje, że droga z powrotem była nieco dłuższa. — Przez wiatr, ale nie wiem, czy lecieliśmy inną trasą, czy po prostu wolniej.
Piotr podczas lotu był przytomny. — Miał otwarte oczy, leżał w łóżku pod opieką dwóch medyków wojskowych, przeszedł lot bardzo dobrze — słyszymy od rozmówcy “Faktu”.
Piotr Moczulski jest już w Polsce. Ponad dwa lata przebywał w szpitalu na Filipinach.
Mimo że od tragicznego wypadku na Filipinach minęły ponad dwa lata, Piotr Moczulski nadal wymaga specjalistycznej opieki medycznej. Przez długi czas jego bliscy bezskutecznie próbowali zorganizować transport, który pozwoliłby przewieźć go do kraju. Piotr jest już w Polsce.
Do dramatycznego zdarzenia doszło w kwietniu 2024 r. podczas podróży po Filipinach. Piotr poruszał się skuterem drogą biegnącą przez dżunglę, kiedy zderzył się czołowo z innym motocyklistą. W wyniku wypadku doznał bardzo poważnych obrażeń, m.in. urazu głowy, obrzęku mózgu oraz licznych złamań. Lekarzom ze szpitala w Cebu udało się uratować jego życie, jednak skutki wypadku odczuwa do dziś.
Operacja transportu Piotra Moczulskiego do Polski. Decyzję podjął wicepremier
Przygotowanie transportu do Polski było wspólnym przedsięwzięciem Ministerstwa Obrony Narodowej, Urzędu Miejskiego w Białymstoku oraz rodziny Piotra. O wysłaniu specjalnego samolotu zdecydował wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
W poniedziałek nad ranem na Filipiny wystartował rządowy Gulfstream G550. Maszyna skierowała się do Cebu, gdzie przebywał Piotr Moczulski. Rejs powrotny do Polski rozpoczął się we wtorek późnym wieczorem czasu polskiego. Samolot wylądował w środę w Warszawie około godziny 16.
Polska dysponuje dwoma samolotami typu G550, wykorzystywanymi na co dzień do przewozu najważniejszych osób w państwie. Na potrzeby transportu medycznego Piotra jedna z tych maszyn została odpowiednio przystosowana.
/6
Fakt.pl, Facebook
Piotr Moczulski w szpitalu w Białymstoku. Brat zdradza szczegóły transportu z Filipin.
/6
Fakt.pl
Tomasz Moczulski w rozmowie z “Faktem”.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









