Tego druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej Turze się nie spodziewali. Serce im się kraje, patrząc dziś na zniszczony samochód, którym wyjeżdżali ratować ludzkie życie.
Przypomnijmy. Ogień w lesie pojawił się w czwartek po godz. 13 i zaczął się błyskawicznie rozprzestrzeniać. Na miejsce najpierw skierowano strażaków z całego powiatu wołomińskiego, a następnie z innych powiatów, w tym z Warszawy. Po dotarciu na miejsce pierwszych jednostek okazało się, że pożar jest bardzo mocno rozwinięty. Kierujący na miejscu akcją ratowniczą zdecydowali o ewakuacji mieszkańców z pobliskich miejscowości. Po okolicy jeździły policyjne wozy, ostrzegając miejscowych o zagrożeniu. Do akcji ściągnięto helikoptery oraz samoloty gaśnicze, które z powietrza gasiły płonący teren. Ogień jednak nie dawał za wygraną i trawił kolejne połacie lasu.
W centrum tego szalejącego żywiołu znaleźli się m.in. strażacy z OSP Turze, którzy wjechali swoim ciężkim wozem ratowniczo-gaśniczym w sam środek piekła i zaczęli gasić rozprzestrzeniające się płomienie.
Ratowali las w Międzylesiu, zostawili na polu walki wszystko, co mieli
Reporter “Faktu” odwiedził strażaków z OSP Turze. Jak mówią, to była akcja, której nigdy nie zapomną. Kiedy ich wezwano, nie przypuszczali, że to będzie pożar takich rozmiarów.
— Kiedy dotarliśmy na miejsce, ogień był bardzo rozległy. Wiał silny wiatr, a płomienie rozprzestrzeniały się w zastraszającym tempie. Próbowaliśmy zatrzymać żywioł, ale na początku było nas po prostu za mało — mówi Tomasz Ludwiniak, jeden ze strażaków.
Ogień uciekał w głąb lasu, a druhowie walczyli o każdy metr terenu. Kolejne jednostki były kierowane do akcji, ale sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Jednak najgorsze było dopiero przed nimi. Drugiego dnia działań strażacy zostali skierowani do miejscowości Ołdakowizna. Tam wjechali w samo centrum piekła, rozwinęli linie gaśnicze i rozpoczęli walkę z żywiołem. Nagle jeden z druhów zauważył płomienie pod samochodem.
— Pojawił się ogień. Otworzyliśmy maskę i zobaczyliśmy kolektor cały czerwony od temperatury. Chwilę później strzelił przewód powietrzny i ogień błyskawicznie objął cały silnik — opowiada Sławomir Mielczarek, prezes jednostki.
Rozpoczęła się desperacka walka ratunkowa. Strażacy gasili płonący silnik gaśnicami. Z pomocą ruszyli również koledzy wjeżdżający do lasu. Niestety, mimo wielkich wysiłków, ogień skutecznie unieruchomił ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy. Spłonął nie tylko silnik, ale cała instalacja.
Spalony wóz przez kilka dni pozostawał w lesie. Dopiero gdy sytuacja została opanowana, udało się go wyciągnąć przy pomocy ciągnika rolniczego i sprowadzić do jednostki. Gdy spalona Tatra wjeżdżała do jednostki, mieszkańcy wyszli na ulice i ze łzami w oczach patrzyli na wrak. Dla druhów ten pojazd był symbolem wielu lat służby, setek wyjazdów i tysięcy uratowanych gospodarstw.
Strażacy proszą o pomoc ludzi i komendanta głównego
Druhowie zabrali wszystko, co dało się uratować ze starego wozu i próbują podnieść się po tej ogromnej stracie. W internecie trwa zbiórka pieniędzy na nowy samochód i wyposażenie. Na tę chwilę udało się zebrać już blisko 100 tys. zł, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy kosztuje nawet 1,5 mln zł.
— Bez ciężkiego samochodu bardzo trudno będzie nam funkcjonować tak, jak dotychczas — podkreślają strażacy.
Wójt Gminy zapewnia, że samochody dla jednostek, które ucierpiały, powinny pojawić się jeszcze w tym roku. — Trzy samochody na terenie naszej gminy uległy zniszczeniu i zostaną wymienione. Dostałem zapewnienie, że te wozy bojowe otrzymamy — mówi Sylwester Niźnik, włodarz gminy.
Teraz cała nadzieja w Komendancie Głównym Państwowej Straży Pożarnej Wojciechu Kruczku, który w najbliższym czasie ma podjąć decyzję, kiedy wozy bojowe, z których do tej pory korzystała Państwowa Straż Pożarna, trafią do poszkodowanych jednostek.
Bunt na warszawskim Zaciszu. Urzędnicy zrobili to bez konsultacji z mieszkańcami
B. wiceminister finansów oskarżany przez panią Gabrielę. “Rozciął mi wargę”
Koszmar lokatorów po tragedii w bloku. “Najgorzej, gdy robi się ciepło”
/6
Burski Krzysztof / newspix.pl
Strażacy opowiedzieli reporterowi “Faktu” o całej sytuacji.
/6
Burski Krzysztof / newspix.pl
W czasie akcji spłonął silnik i elektryka.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









