Przełom w recyklingu? Paliwo z opon i plastików
— Razem z profesorem Adamem Cenianem z Instytutu Maszyn Przepływowych Polskiej Akademii Nauk planowaliśmy, by w każdej gminie powstała instalacja przetwarzająca zużyte opony i plastik na produkty pirolizy — mówi Jan Falkowski. — Na terenach wiejskich, gdzie rolnicy używają wielu opon i folii, można by je po sezonie zebrać i przetworzyć na płynny olej węglowodorowy, który posłuży do ocieplania domów i zakładów pracy — dodaje.
Jak podkreśla wynalazca, opony składają się głównie z produktów ropopochodnych, sadzy i metalu. Proces pirolizy umożliwia odzyskanie tych składników — w tym sadzy w postaci węgla, metalowego drutu, kordu oraz oleju węglowodorowego, który może być wykorzystany jako wysokiej jakości paliwo. Z jednej opony samochodowej można uzyskać nawet 4 litry paliwa opałowego, które po destylacji nadaje się do użycia jako olej napędowy. Tanie paliwo byłoby alternatywą dla drożejącej ropy naftowej.
Ekologiczne rozwiązanie bez dymu i odpadów
Proces pirolizy znany jest od ponad 200 lat, lecz dotychczas wymagał dużych nakładów energii i generował zanieczyszczenia. Wynalazek Falkowskiego pozwala na ciągłą pracę instalacji — opony trafiają do maszyny taśmowo, a z drugiej strony wypływa gotowe paliwo. Co istotne, technologia ta nie wymaga dostarczania dodatkowej energii, nie powoduje powstawania dymu i jest przyjazna dla środowiska.
W planach było, aby odzyskany olej węglowodorowy ogrzewał domy lub trafiał do rafinerii, gdzie można by uzyskać z niego benzynę, naftę lub mazut. Projekt miał wsparcie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, jednak mimo podpisanej umowy nie udało się go zrealizować.
Wynalazek przegrał ze społecznym oporem
— Wszystko miało być zgodne z prawem, akcyza na oleje węglowodorowe jest niska, bo zgłasza się ją samemu i samodzielnie opłaca — wyjaśnia Falkowski. — Przeprowadziłem konsultacje społeczne, zaprosiłem mieszkańców gminy, nawet księdza. Niestety, część osób zareagowała negatywnie i sprawa trafiła do mediów jako rzekoma budowa spalarni opon. Zrezygnowałem i sprzedałem urządzenie — mówi.
Zainteresowanie wynalazkiem wykazali nawet Chińczycy, którzy zaprosili Falkowskiego do siebie. — Mieli własne urządzenia do pirolizy, ale były awaryjne. Nie rozumieli, jak działa moja maszyna — wspomina wynalazca. Ostatecznie do transakcji nie doszło.
Jan Falkowski utopił kilka milionów złotych
— Nie chcę już do tego wracać, minęło kilka lat, rany się zagoiły, utopiłem w to wszystko kilka milionów złotych. Nie mam do nikogo żalu. Po prostu świat nie jest jeszcze gotowy na technologie recyklingu i odzyskiwania surowców — podsumowuje Falkowski.
Izba Administracji Skarbowej informuje: — Z punktu widzenia przepisów akcyzowych, jeśli w wyniku pirolizy powstaje paliwo silnikowe lub opałowe, mamy do czynienia z produkcją wyrobów akcyzowych z grupy wyrobów energetycznych. Paliwa te podlegają opodatkowaniu akcyzą, niezależnie od tego, czy są przeznaczone na sprzedaż, czy na własny użytek.
/4
Hrywniak Bogdan / newspix.pl
Projekt Falkowskiego mógł zmienić branżę. Spotkał się z niezrozumieniem.
/4
Bogdan Hrywniak / newspix.pl
Urządzenie Jana Falkowskiego.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









