Rozdzieliła się z rodziną we wrocławskim zoo. Jest nagranie z tunelu. “Monitorujemy”

0
1

Największa atrakcja? Afrykarium. Największy ścisk? Też Afrykarium. Wąski tunel, tłumy ludzi, dzieci w wózkach, duchota i kolejka już przy wejściu. — Szłam w tłumie, ledwo oddychając. Walka o życie i o powietrze — opowiada Marta. Jak zaznacza, wszyscy ostrzegali przed tłumami, ale nie posłuchała. Żartuje nawet, że chyba przestraszyły się tego wszystkiego ryby, bo było ich mniej niż zwykle. Wrocławskie zoo, jedno z najpopularniejszych miejsc turystycznych w Polsce, podczas długiego weekendu pękało w szwach.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dane nie kłamią. — Co roku najwyższą frekwencję notujemy niezmiennie w weekend majowy, weekend z Bożym Ciałem i weekend z 15 sierpnia. W tym roku w Boże Ciało odwiedziło nas ponad 9 tys. osób, z kolei w piątek — który nie rozpieścił nas pogodą, 5 tys. osób. W sobotę do zoo przyszło niespełna 13 tys. odwiedzających, ale w dalszym ciągu jest to mniej niż 400 osób na hektar — wyjaśnia rzeczniczka wrocławskiego ogrodu.

Długi weekend w zoo we Wrocławiu

Wszyscy wiedzą, jak to się skończy. A mimo to co roku próbują. Słońce od sobotniego ranka prażyło nad Wrocławiem. Termometry pokazywały wysokie temperatury, a mieszkańcy i turyści szukali pomysłu na piątkowy rodzinny spacer. Wielu wybrało to samo miejsce — zoo. — Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że będzie ogromny tłum. I niestety się sprawdziło — śmieje się dziś mieszkanka Wrocławia.

Przy wybiegach dało się jeszcze spacerować. Ludzie przeciskali się między alejkami, czasem ktoś kogoś szturchnął, ktoś próbował zrobić zdjęcie, ktoś inny znaleźć odrobinę cienia. Prawdziwy test cierpliwości zaczynał się jednak przy wejściu do Afrykarium.

To właśnie tam płynął niekończący się ludzki strumień. — Do wejścia była kolejka. Już to jest absurd. A potem człowiek szedł na człowieku. Nie dało się normalnie poruszać — opowiada kobieta.

Tak wyglądało oblężenie zoo we Wrocławiu. Wielkie tłumy i napięta atmosfera

W słynnym podwodnym tunelu temperatura wydawała się jeszcze wyższa niż na zewnątrz. — Dzieci wykończone, przegrzane, przepocone patrzą na zwierzęta — mówi Marta. Rodzice wachlowali je ulotkami, butelkami z wodą albo własnymi rękami. Co chwilę dało się usłyszeć westchnienia, narzekania i coraz bardziej nerwowe komentarze.

— Ludzie tylko mówili: “masakra”, “trzeba było tu nie przyłazić”. Słychać było też przekleństwa. Naprawdę. W pewnym momencie chciałam już tylko wyrwać się stamtąd i złapać powietrze — relacjonuje Marta.

Najwięcej problemów sprawiały wózki dziecięce. Przed wejściem do tunelu powinny zostać na zewnątrz, ale nie wszyscy przestrzegali zasad. — Niektórzy jechali z nimi dalej. W pewnym momencie zgubiłam męża z dzieckiem i mamę. Nie było sensu próbować za nimi iść. Tłum niósł człowieka sam — opowiada.

W pewnym momencie zwiedzanie przestało być przyjemnością, a zaczęło przypominać walkę o przetrwanie. — Żadna przyjemność. Wymęczyłam się strasznie — przyznaje.

Tłumy sparaliżowały największą atrakcję wrocławskiego zoo

Tym bardziej że kobieta zna Afrykarium bardzo dobrze. Z rodziną odwiedza zoo regularnie. — Mamy roczną kartę i często tu przychodzimy. Kiedyś zrobiłam mężowi nawet prezent. Była kolacja w Afrykarium po zamknięciu zoo. Siedzieliśmy pod tymi rybami w całkowitej ciszy. To było niesamowite przeżycie. A teraz? Ludzie pchali się tak, że nawet nie było jak spojrzeć na akwaria.

Jej zdaniem nawet mieszkańcy podwodnego świata mogli odczuć skutki oblężenia. — Ryby chyba też się wystraszyły tych tłumów. Naprawdę. Zwykle jest ich tam pełno, pływają nad głowami. Tym razem widziałam tylko te, które nie miały gdzie uciec — dodaje rozmówczyni “Faktu”.

Po wyjściu z Afrykarium wielu zwiedzających nie miało już sił na dalsze zwiedzanie.

— Jeśli ktoś zapłacił za normalny bilet i zaczął od Afrykarium, to później może już nie mieć ochoty oglądać innych zwierząt. Moja mama była kompletnie wykończona. Ja też miałam dość. Wyszliśmy wcześniej.

Wrocławskie zoo należy do najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych w Polsce. Na ponad 30 ha mieszka ponad 1 100 gatunków zwierząt z całego świata. W czasie wakacji, długich weekendów i przy dobrej pogodzie liczba odwiedzających potrafi jednak zamienić spokojny spacer w prawdziwy test cierpliwości.

Zoo we Wrocławiu zabiera głos: rozumiemy dyskomfort

— W okresie letnim nasze zoo odwiedza w tygodniu kilka tysięcy osób dziennie, a w weekendy kilkanaście tysięcy gości. Rozumiemy, że przy bardzo wysokiej frekwencji część gości mogła odczuwać dyskomfort związany z dużą liczbą zwiedzających w Afrykarium — wyjaśnia rzeczniczka zoo.

Jak dodaje, największą popularnością cieszy się Afrykarium. — Zapewniamy jednak, że bezpieczeństwo zwiedzających jest naszym priorytetem, dlatego liczba osób w Afrykarium jest stale monitorowana, a w razie potrzeby czasowo ograniczamy wejścia do pawilonu. W przypadku liczby zwiedzających powodującej kolejki już przy pierwszej ekspozycji w Afrykarium — zbiorniku Morza Czerwonego, ochrona podejmuje decyzję o czasowym wstrzymaniu ruchu wchodzących. Kolejne osoby są wpuszczane do pawilonu wtedy, gdy inni zwiedzający go opuszczą — wyjaśnia Weronika Łysek.

Jednocześnie dodaje, że zawsze w dni z wysoką frekwencją oraz w upalne dni, otwierane są na oścież drzwi ewakuacyjne przy tunelu, a zlokalizowany tam nawiew działa z pełną mocą.

Czytaj także:

O Klaudii z Polski napisali w Chinach. Zwrócili uwagę na jedną rzecz

22-latce nagle zaczęły wypadać zęby. Diagnoza okazała się zaskakująca

Źródło: “Fakt”

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl