O tej historii świat usłyszał w poniedziałek. Magda K.(dziś 51 l.) miała być przez lata, podobnie jak Mirella ze Świętochłowic, izolowana w czterech ścianach mieszkania. Edukację skończyła na podstawówce, potem, jak mówi jej ojciec, “jakoś nie chciała wychodzić”. Zarówno on (który był kiedyś nauczycielem w-fu), jak i jego żona (była szkolną sekretarką) nie zrobili nic, by pomóc dziecku. Szokujące w tym wszystkim jest też to, że w domu lata temu mieszkała z rodziną aż czwórka dzieci. Dziś to dorosłe osoby. Jedna z nich wykonuje zawód pielęgniarki (kobieta pracuje w Niemczech).
Magda K. 30 lat żyła w ukryciu. Jej ojciec to nauczyciel. Mężczyzna przyznaje się do błędów
— Nie wiem, jak i kiedy to się wszystko stało… Mam wielki żal do siebie — mówi w rozmowie z “Faktem” Kazimierz K. (75 l.), ojciec Magdy K. — Utrzymywałem dom, pracowałem w gimnazjum, warunki były trudne, mieliśmy czwórkę dzieci. Magda była aktywna, chciałem ją nawet na tenisa zapisać, ale to się stało po podstawówce, jak przestała wychodzić. Miała iść do szkoły średniej. Miała załatwioną taką dla pracujących, bo ona w szkole nie była najlepsza, ale nie poszła.
Starszy mężczyzna twierdzi, że jego córka nie chorowała, ale nie umie powiedzieć, dlaczego nic nie zrobił, gdy postanowiła nie wychodzić z domu. — Magda nie była ubezwłasnowolniona. Nie wiem, co się stało. Ale rzeczywiście od lat nie wychodziła z domu — dodaje Kazimierz K.
Mężczyzna nie wie, dlaczego nie pomógł, nie poszedł z nią do lekarza, nie wezwał pomocy. — Może nie chciałem, żeby ją wzięli do wariatkowa jakiegoś? — zastanawia się głośno Kazimierz K. — Bałem się o nią. Nie była u lekarza, bo nic się takiego nie działo… ona też nie chciała.
Po ukończeniu szkoły podstawowej Magda K. nie podjęła dalszej nauki. Z czasem fakt, że nastolatka izolowała się od rówieśników, spowszedniał.
— Ona była wcześniej aktywna, jeździła na obozy, była nad morzem, w górach. Potem coś się zmieniło. Nie wiem, dlaczego — przyznaje 75-letni emerytowany nauczyciel.
Magda żyła w zamknięciu przez 30 lat. Ojciec mówi: mam żal do siebie
Z relacji ojca wynika, że przez lata Magda funkcjonowała wyłącznie w obrębie mieszkania. — Zajmowała się jakimiś gazetami, pisała coś… Takie różne rzeczy — wspomina.
Nie korzystała z internetu, nie utrzymywała kontaktów ze światem zewnętrznym. Jednocześnie w domu mieszkały inne osoby wymagające opieki — w tym ubezwłasnowolniony syn. Dziś najstarsza córka mieszka w Niemczech i pracuje jako pielęgniarka.
W trakcie rozmowy Kazimierz K. mówi smutno. — Zrobiłem błąd. Nie było to do końca załatwione tak, jak trzeba — przyznaje w rozmowie z “Faktem”. — Mam żal do siebie. Córka była zaniedbana. Można było to doprowadzić do końca, wiele razy.
Opieka społeczna potwierdza: nie było wcześniejszych zgłoszeń
Jak podkreśla rzeczniczka krakowskiego MOPS, Agnieszka Pers, instytucje przez lata nie miały wiedzy o sytuacji rodziny.
— Rodzina nie była objęta wsparciem ośrodka pomocy społecznej, nie korzystała z żadnej pomocy. Nie mieliśmy wcześniejszych zgłoszeń — mówi “Faktowi” Agnieszka Pers.
Sytuacja Magdy K. wyszła na jaw dopiero pod koniec kwietnia br. — Po otrzymaniu zgłoszenia nasi pracownicy niezwłocznie tam poszli i potwierdzili, że ta kobieta tam jest — dodaje.
Interwencja policji w mieszkaniu rodziny K.
W mieszkaniu państwa K. interwencje zaczęły się dopiero w kwietniu br., gdy żona pana Kazimierza zaczęła wyrzucać przez okno karteczki. Było na nich napisane: “ratunku”, “policja”, “córka”. Znajdowali je sąsiedzi, którzy powiadomili służby.
— 4 i 16 kwietnia były interwencje związane z wyrzucaniem przedmiotów przez okno przez starszą kobietę — mówi “Faktowi” mł. asp. Rafał Wawrzuta z KMP w Krakowie. — Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że w mieszkaniu w zamkniętym pokoju przebywa 51-latka.
Kluczowa okazała się interwencja 30 kwietnia, kiedy do mieszkania weszli pracownicy MOPS.
— Pracownicy MOPS-u mieli problem z dostępem do jednego z pomieszczeń i wezwali nas. Wtedy ujawniliśmy, że kobieta przebywa w tym mieszkaniu — dodaje Wawrzuta.
Według pracowników opieki społecznej stan kobiety budził poważne zastrzeżenia. — Było widać, że nie jest w najlepszym stanie fizycznym. Kobieta miała powyrywane włosy — relacjonuje Agnieszka Pers. — Jej stan zdrowia wymagał kontaktu z lekarzem.
Wezwano pogotowie. Magda K. trafiła do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie przebywa do dziś.
Magda K. przez lata nie miała wyrobionego dowodu osobistego, nie korzystała z opieki społecznej. Ta kobieta żyła w całkowitej izolacji, poza systemem, podobnie jak Mirella ze Świętochłowic.
— Magdy nie widziałam od 30 lat, ona jako dziecko była taka dziwna, myśleliśmy, że jest w ośrodku, że jest chora — mówi pani Grażynka, sąsiadka z pierwszego piętra. — Ta rodzina zawsze była cichutka, spokojni wykształceni ludzie, aż dziw bierze, że tak się stało.
Sprawę Magdy K. z Krakowa badają śledczy
Po ujawnieniu sytuacji MOPS skierował zawiadomienie do prokuratury. 8 maja policja wszczęła wobec rodziny procedurę Niebieskiej Karty. Sąd rodzinny ma też sprawdzić, czy w tym mieszkaniu oprócz zaniedbania wobec Magdy K. była właściwie sprawowana opieka nad ubezwłasnowolnionym synem.
— Śledztwo wszczęto 20 maja br. pod kątem ewentualnego znęcania się nad osobą nieporadną, ze względu na jej stan psychiczny i fizyczny. Przesłuchaliśmy już pracownika MOPS-u, który nas zawiadomił, nadal trwają przesłuchania świadków. Ta kobieta przebywa w szpitalu, na razie nie została przesłuchana. Będziemy ustalać, od kiedy ta osoba żyła w zamknięciu i jakie zaniedbania poczyniono — powiedział “Faktowi” prokurator Tomasz Waszczuk, rzecznik prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Ojciec Magdy K.: przyznaję, że zaniedbałem córkę, to moja wina
Ojciec Magdy K. w rozmowie z “Faktem” stanowczo zaprzecza, by w domu dochodziło do przemocy. — Nigdy nie podniosłem ręki, nie piłem. Były tylko jakieś ostre słowa, jak ktoś czegoś nie zrobił, np. nie pozamiatał. Żona te karteczki przez okno wyrzucała, bo jest po udarze, ale ja przemocy nie stosowałem. Policjanci chcą od żony wymóc, że tu jakaś przemoc była albo coś, a to nieprawda, tylko różnica zdań była — mówi cicho Kazimierz K.
Na ścianach mieszkania państwa K. wiszą święte obrazki. — Wierzący jesteśmy, ja do komunii chodzę — mówi Kazimierz K. — Przyznaję, że zaniedbałem córkę i to moja wina. Pewnych rzeczy nie załatwiłem do końca. Po prostu trzeba było jej pomóc.
“Wyrywała sobie resztki włosów z głowy”. 50-latka z Krakowa miała żyć w izolacji niemal 30 lat
Magda 30 lat była zamknięta w mieszkaniu. “Myśleliśmy, że jest w jakimś ośrodku”
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl







