Zgliszcza. Tyle zostało z domu rodziny Natalii (38 l.) i Rafała (40 l.) Kondraciuków w Topolanach. Obok stoi nadpalony samochód, wokół stopione zabawki. Ten widok przejmuje do głębi. Jeszcze niedawno tętniło tu życie.
Topolany. Pożar domu. Rodzina cudem się uratowała
To była noc z 20 na 21 kwietnia. Gabrysia (13 l.), najstarsza córka pary, obudziła się koło północy. Usłyszała dławiący kaszel swojej młodszej siostry. Po chwili zauważyła dym, który wdzierał się na piętro. Przestraszona 13-latka zaalarmowała o niebezpieczeństwie śpiących rodziców.
Zadymienie było duże. Było ciemno, nie było prądu. Z trudem dotarliśmy do dzieci. Zamknęliśmy się w sypialni. Mąż pootwierał okna
– opowiada nam Natalia.
Rafał zbiegł na dół. Zobaczył, że płomienie wydostają się z kotłowni. To wtedy poparzył sobie twarz i ręce. Ogień szybko obejmował ich drewniany dom. Ich oazę.
40-latek zadzwonił na numer alarmowy i wrócił na piętro, do rodziny. Trzeba było uciekać, ale nie było szans, by wydostać się z domu dołem. Została jedna możliwość – wyskoczenie przez okno z sypialni z wysokości ponad czterech metrów. Wprost na betonowe płytki ułożone na tarasie. Innej drogi ewakuacji już nie było.
To wszystko działo się tak szybko. Wiedzieliśmy, że nie ma już czasu. Trzeba było odejść teraz albo już nie będzie na to szansy. Wyskoczyliśmy w ostatniej chwili
– przyznaje Natalia.
Pierwsza wyskoczyła Gabrysia. Było dość wysoko, a podłoże było twarde. Dziewczynka złamała obie ręce w nadgarstkach. Zaraz za nią skoczył Rafał, by przejmować kolejne dzieci – Kubę (5 l.), Anię (7 l.), Krzysia (9 l.) i Judytę (11 l.) – od Natalii. Na koniec sama opuściła płonący budynek.
To był taki stres, że nie pomyśleliśmy, żeby zrzucić koce, by zrobić coś, co sprawiłoby, że będzie bezpieczniej
– zaznacza 38-latka.
Rodzina obudziła najbliższych sąsiadów, którzy przyszli im z pomocą.
Uciekliśmy z domu tak, jak staliśmy. Nic ze sobą nie wzięliśmy. Nic. Dzieci były w piżamach. Szliśmy drogą. Z daleka widać było, że nie da się już nic uratować
– mówi Natalia.
Jak dodaje, zaopiekowali się nimi sąsiedzi, a potem strażacy i ratownicy. – Bardzo im wszystkim chcielibyśmy podziękować – podkreśla nasza rozmówczyni.
Rodzina trafiła na SOR dla dorosłych i dzieci Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Tam rodzina została zaopiekowana przez medyków. Podano im tlen. Zostali przebadani.
Obrażenia były minimalne, lekkie zaczadzenie, trochę poobijani. To nic w porównaniu do tego, że mogliśmy się nie obudzić, gdyby nie córka
– tłumaczy nam Natalia.
Rafał ze względu na oparzenia został na kilka dni w szpitalu. Niedawno opuścił placówkę. Gabrysia, mała bohaterka, jeszcze przez kilka tygodni będzie musiała nosić gips.
Z pożaru uratował się także pies rodziny.
Mężczyzna zaginął po spotkaniu. “Mąż zawsze był punktualny”
Stracili swoją ostoję. Rodzinie można pomóc
Choć rodzinę dotknął ogromny dramat, starają się nie załamywać. Stracili wszystko, co materialne, ale nie siebie. Dzieci z utęsknieniem czekały na tatę. Są dzielne i bardzo się wspierają.
Dom był dla nich ostoją. Otoczony naturą, w której tak bardzo się odnajdywali. To było coś więcej niż cztery ściany i dach. To było ich spełnienie marzeń, bezpieczny azyl i miejsce pełne miłości.
Nie zostało nic – żadnych ubrań, pieniędzy, pamiątek, rzeczy codziennego życia. Z dnia na dzień zostali bez dachu nad głową.
Tamtej nocy zdarzył się nie tylko dramat, ale jednocześnie i cud. Gdyby nie Gabrysia, mogłoby dojść do tragedii.
To szczęśliwa, kochająca się rodzina, żyli spokojnym, sielskim życiem na wsi. Dziś ich świat legł w gruzach. Teraz najbardziej pragną jednego – jak najszybciej wrócić do codzienności i zapomnieć o tym koszmarze. Dlatego proszę Was – z całego serca – pomóżmy im stanąć na nogi. Pomóżmy im odbudować to, co stracili. Każda złotówka to krok bliżej do nowego domu, do poczucia bezpieczeństwa i normalnego życia. Nie możemy cofnąć czasu, ale możemy razem sprawić, że ta historia nie zakończy się tragedią, lecz nadzieją
– napisała w opisie zbiórki na rzecz pogorzelców pani Martyna, siostra Rafała.
Wspomóc rodzinę można TUTAJ.
Strażacy zaatakowani podczas gaszenia pożaru. “Rzucił się z widłami”
(Źródło: Fakt.pl)
/16
Jan Malec / newspix.pl
Natalia i Rafał Kondraciuk.
/16
Jan Malec / newspix.pl
Siedmioosobowa rodzina z Topolan.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl









