To miał być największy triumf Putina. Dziś jego ukochany Krym zamienia się w kosztowny koszmar

0
1

To właśnie ten półwysep Kreml przedstawiał jako dowód odrodzenia Rosji i zwycięstwa nad Zachodem. Dziś jednak za kulisami tego propagandowego sukcesu narasta problem, którego Moskwa nie może łatwo rozwiązać. Ataki Ukrainy, kryzys infrastruktury i ucieczka turystów sprawiają, że kremlowskie hasło “Krym nasz” zaczyna oznaczać dla Rosji coś zupełnie innego – kosztowny ciężar, który każdego dnia przypomina o cenie wojny.

Putin traci Krym? Symbol jego potęgi zamienia się w kosztowny problem Rosji

Tego lata żaden z naszych przyjaciół ani krewnych, którzy nadal mieszkają w Rosji, nie spędzi wakacji na Krymie. Wielu z nich jeździło tam nawet po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, gdy Europa zamknęła się dla rosyjskich turystów, a ukochany półwysep Władimira Putina pozostawał popularnym kierunkiem wypoczynku mimo sporadycznych ataków dronów.

Coraz częstsze ukraińskie ataki dronów, niedobory paliwa i narastające problemy z funkcjonowaniem infrastruktury sprawiły jednak, że nawet Krym przestał być atrakcyjnym miejscem na letni wypoczynek. Dla Putina to znacznie więcej niż kryzys turystyki. Krym nigdy nie był po prostu kolejnym skrawkiem terytorium. Stał się kamieniem węgielnym jego politycznej legitymacji i jednym z najważniejszych symboli rządów.

Po aneksji w 2014 r. hasło “Krym nasz” stało się jednym z najgłośniejszych sloganów Kremla. Słyszałem je wszędzie. Taksówkarze, barmani, sąsiedzi i prezenterzy telewizyjni powtarzali je, aż stało się internetowym memem i codziennym żartem. Te dwa słowa streszczały obietnicę Putina: Rosja odzyskała swoją siłę, rzuciła wyzwanie Zachodowi i naprawiła historyczną krzywdę.

Szokująca aneksja, będąca następstwem rewolucji na ukraińskim Majdanie, pozwoliła Putinowi przedstawić się jako przywódca, który odwrócił losy postsowieckiego upokorzenia Rosji. Dwanaście lat później krymska baśń Putina coraz wyraźniej zderza się z rzeczywistością. Półwysep nie przypomina już beztroskiej Riwiery Morza Czarnego, którą przez lata obiecywał Kreml.

Nieustanne ataki ukraińskich dronów zakłóciły dostawy paliwa, energii elektrycznej i połączenia transportowe. Efektem są rosnące ceny oraz coraz bardziej widoczne problemy logistyczne Krymu. Pod koniec czerwca kolejki na stacjach benzynowych wprawdzie zniknęły, ale tylko dlatego, że dla zwykłych kierowców niewiele paliwa już zostało. Deficytowe zapasy skierowano przede wszystkim do służb ratunkowych, przedsiębiorstw użyteczności publicznej i uprzywilejowanych firm.

Coraz więcej oznak napięcia widać również w systemie finansowym. Kontrolowany przez państwo bank VTB miał ograniczyć limity wypłat z bankomatów dla części klientów. Mieszkańcy i turyści coraz częściej mierzą się także z przerwami w dostawach prądu, awariami łączności oraz kolejnymi atakami na Most Kerczeński i lądowy korytarz łączący Krym z Rosją.

Problemy wykraczają jednak daleko poza sam półwysep. Zakłócenia w funkcjonowaniu Kanału Don-Azowskiego zagrażają jednej z najważniejszych tras wykorzystywanych do eksportu rosyjskiego zboża, zmuszając Moskwę do ponoszenia coraz wyższych kosztów utrzymania okupowanego Krymu.

Niepokój zwolenników Kremla

Coraz większy niepokój widać nawet wśród zwolenników Kremla. Rybar, jeden z najbardziej znanych rosyjskich blogerów wojskowych, ostrzegł, że po wywołaniu niedoborów paliwa i przerw w dostawach energii kampania Ukrainy wkracza w “ostatnią fazę”, koncentrując się na atakach na Most Kerczeński – kluczowy szlak łączący Krym z Rosją.

Wczasowicze rezygnują z wyjazdów, a liczba rezerwacji spadła nawet o 70 proc. W efekcie półwysep staje się dla Moskwy coraz większym finansowym obciążeniem. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem. Badając Krym na potrzeby pracy magisterskiej poświęconej rosyjskim sankcjom w 2023 r., doszedłem do wniosku, że półwysep już po aneksji w 2014 r. zaczął stawać się gospodarczym outsiderem.

Krym szybko stał się poligonem, na którym zachodnie państwa testowały skuteczność ukierunkowanych sankcji. Zagraniczne inwestycje niemal całkowicie zamarły, międzynarodowe firmy wycofały się z półwyspu, a nawet wiele największych rosyjskich spółek i przedsiębiorstw państwowych traktowało go jako komercyjnie toksyczny.

Przeprowadziłem wywiady z kilkunastoma wysoko postawionymi przedstawicielami europejskiego biznesu, którzy po aneksji analizowali możliwości inwestowania na Krymie. W praktyce wszyscy doszli do tego samego wniosku – sankcje sprawiły, że półwysep stał się ślepą uliczką dla zagranicznego kapitału.

Jedynym powodem, dla którego Krym nie pogrążył się gospodarczo, była gotowość Moskwy do ponoszenia ogromnych kosztów jego utrzymania. Do czasu pełnoskalowej inwazji w 2022 r. Zachód traktował jednak Krym jako wyjątek od reguły, a nie zapowiedź znacznie większego konfliktu.

To rozróżnienie ma dziś ogromne znaczenie. Zachód przez lata postrzegał Krym przede wszystkim jako spór o terytorium. Ukraina dostrzegła jednak coś więcej – możliwość zmuszenia Rosji do ponoszenia coraz większych kosztów. Jeśli Kijów sprawi, że obrona i utrzymanie półwyspu stanie się dla Moskwy zbyt dużym obciążeniem, największy polityczny triumf Putina może zamienić się w jego największy strategiczny problem.

Wszystko wskazuje na to, że właśnie taki cel przyświeca ukraińskim działaniom. Kolejne uderzenia podnoszą koszty okupacji, zakłócają ruch turystyczny, osłabiają infrastrukturę i zmuszają Moskwę do przeznaczania coraz większych środków na utrzymanie Krymu.

“Ukraina nie musi odzyskać Krymu natychmiast, aby osłabić Putina”

Ukraina dostrzegła coś, czego Zachód początkowo nie zauważył. Nie musi odzyskać Krymu natychmiast, aby osłabić Putina. Jeśli będzie w stanie systematycznie zwiększać wojskowe i gospodarcze koszty utrzymania półwyspu, jednocześnie niszcząc jego wizerunek jako rosyjskiej wizytówki, Krym przestanie być dla Kremla atutem. Stanie się obciążeniem.

Każdy niedobór paliwa, odwołane wakacje i zniszczone obiekty wojskowe podważają obraz, który Putin sprzedał Rosjanom w 2014 r. Tego lata Rosjanie wybierają na wakacje niemal każde inne miejsce niż Krym i niespokojne wybrzeże Morza Czarnego. Ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, wybierają Turcję, Egipt lub Tajlandię.

Może wydawać się to błahe w obliczu ogromu wojennych tragedii. Symbole mają jednak znaczenie. Putin zbudował dużą część swojej politycznej legitymacji na przekonaniu, że odzyskał Krym na zawsze. Historia często obraca symbole przeciwko tym, którzy je tworzą. Hasło “Krym nasz” przekonało miliony Rosjan, że ich kraj odzyskał dawną wielkość. Jednocześnie był to moment, w którym Kreml porzucił ukryte działania na rzecz otwartej ekspansji terytorialnej.

Krym od zawsze zajmował wyjątkowe miejsce w rosyjskiej wyobraźni imperialnej. Kontrola nad półwyspem oznaczała kontrolę nad Flotą Czarnomorską, a wraz z nią – potwierdzenie rosyjskich ambicji mocarstwowych.

Dla Putina symboliczne i strategiczne znaczenie Krymu sprawiało, że konfrontacja z Zachodem wydawała się ceną wartą zapłacenia. Poszerzenie granic Rosji, nawet jeśli społeczność międzynarodowa tego nie uznała, miało być dowodem, że wypełnia obietnicę odwrócenia postsowieckiego upadku kraju.

Jeśli jednak półwysep stanie się dziś kosztownym ciężarem zamiast symbolem zwycięstwa, będzie to bezpośredni cios w mit siły, który od lat stanowi fundament władzy Putina.

Paradoks polega na tym, że ta sama symbolika, która uczyniła Krym tak ważnym dla Kremla, sprawia, że jego utrata znaczenia może być dla Rosji szczególnie bolesna. Ukraina może nigdy nie musieć wywiesić swojej flagi nad Sewastopolem, aby Rosjanie zaczęli kojarzyć półwysep nie z patriotycznym triumfem, lecz z niedoborami, niepewnością i niekończącymi się wydatkami.

Artykuł powstał na podstawie tłumaczenia tekstu z serwisu The Moscow Times. Jego autorem jest Jason Corcoran, który jest dziennikarzem piszącym o gospodarce i polityce Rosji. TUTAJ możecie wesprzeć najstarszy niezależny portal medialny w Rosji.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco!  Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl