Home International “Udają, że mnie nie znają”. Poszkodowany górnik ujawnia jak traktuje się ofiary...

“Udają, że mnie nie znają”. Poszkodowany górnik ujawnia jak traktuje się ofiary wypadków pod ziemią

0
1

Mirosław Romańczuk za pracę pod ziemią zapłacił wysoką cenę. W wyniku eksplozji pod ziemią miał ponad 90 proc. poparzeń na ciele. Stracił słuch, nogę, palce u rąk, a jego ciało pokrywają liczne blizny po przeszczepach skóry. To świadectwo tego, co przeżył pod ziemią. — Jakbym chciał, dawno bym się poddał, tyle miałem pod górkę, takie kłody mi kładziono — mówi “Faktowi”. Pan Mirek opowiedział o swojej walce, powrocie do codzienności i niezłomnej sile.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

“Fakt” odwiedził pana Mirka po raz drugi. Po raz pierwszy byliśmy u niego w maju br., gdy zaczynał rehabilitację w katowickiej Neuroklinice. Wówczas poruszał się na wózku. Dzisiaj pan Mirek stawia pierwsze kroki, wspierając się kulą.

Życie po katastrofie w kopalni. Mirosław Romańczuk nie poddaje się

– Zaczynam o własnych siłach chodzić. Czekam na elektroniczną protezę, która będzie dostosowywać się do terenu, po którym chodzę. Wreszcie wyjdę do ludzi — opowiada. Marzy o protezie palców. Na skutek oparzeń lekarze musieli mu amputować wszystkie palce u rąk. Dzięki specjalnym elektronicznym nakładkom imitującym palce mógłby samodzielnie ubrać się i umyć, poprowadzić samochód, podpisać dokumenty. — Teraz muszę polegać na innych. Cały czas jest obok mnie albo syn, albo rodzice, albo siostra ze szwagrem, cały czas ktoś musi być obok mnie. Nie jest to dla mnie łatwe – wspomina.

Tragedia w kopalni Knurów Szczygłowice. Ubrania zapaliły się w sekundę

Do wypadku doszło w styczniu 2025 r., pan Mirosław był kombajnistą. 600 m pod ziemią doszło do zapalenia metanu. W rejonie zagrożenia było 44 górników – 17 z nich zostało ciężko poparzonych, pięciu z nich zmarło. To koledzy pana Mirosława. Mirosław Romańczuk był ostatnim żywym górnikiem wydobytym na powierzchnię.

— Ciało, ubrania zapaliły się w sekundę — opowiada górnik. Po wybuchu metanu płonął jak żywa pochodnia. Sześć godzin czekał na pomoc.

— Kolega, który jak się potem okazało, nie przeżył tego wypadku, pomagał mi pas zrzucić. Widział, że mi się pali okolica krocza, widział, że mam na tyle palce spalone, że nie dam rady tego pasa odpiąć. Podbiegł mnie ratować. Rękoma po tych płomieniach uderzał, żeby ubranie się nie paliło. Wszystko zaczęło się topić na mnie. Kask dosłownie rozlał mi się na głowie. Straciłem przytomność. Obudziłem się, nikogo nie było. Chciałem jak najszybciej uciec, po drodze usłyszałem głos dyspozytora. Wołał przez telefon, czy ktoś tam jeszcze jest. Ile sił miałem, podbiegłem do telefonu i powiedziałem, że ja jeszcze jestem. Kazali mi iść chodnikiem niżej do świeżego powietrza. Szukałem po drodze wyrzuconych butelek po wodzie. Chciałem znaleźć, chociaż kroplę wody, zwilżyć sobie usta — opowiada o zdarzeniach sprzed ponad roku.

Walka o życie w krakowskim szpitalu. Pomogli darczyńcy

Pan MIrek mówi, że lekarze z krakowskiego szpitala im. Rydygiera, w którym przebywał przez kilka miesięcy, dokonali cudu. Za kolejnym stoją darczyńcy, wspierający zbiórkę Fundacji Podaruj Serce na jego leczenie.

Poszkodowany górnik dzięki Fundacji Podaruj Dobro oraz kancelarii prawniczej wywalczył niedawno w sądzie 33,2 tys. zł tzw. zapotrzebowania do renty na pokrycie kosztów leczenia. — Gdyby kopalnia nie została zmuszona przez sąd do wypłaty świadczenia, nie wiem, jak by się wszystko potoczyło. Sam nie dałbym rady — dodaje. Jego miesięczne koszty rehabilitacji wynoszą ponad 33 tys. zł.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Po moim wypadku parę razy zgłaszałem kopalni, że chcę się rehabilitować, że potrzebuję pieniędzy. Dyrektor owszem odwiedził mnie w szpitalu, zapewniał, że co będę potrzebował, kopalnia mi zapewni, że za wszystko zapłacą. Wkrótce okazało się, że tego nie zrobi — opowiada zawiedziony.

Jeśli ktoś chciałby pomóc pani Mirkowi, Fundacja Podaruj Dobro prowadzi dla niego zbiórkę

Syn chce iść do pracy w kopalni. “Odradzam mu”

Mirosław Romańczuk mówi, że tęskni za pracą w kopalni. — Niekiedy marzę o tym, chciałbym zjechać pod ziemię. Syn chce iść na kopalnię, odradzam mu, żeby na dole pracował. Lepiej mniej zarabiać, ale pracować bezpiecznie. Brakuje mi kolegów. To była najlepsza nasza ekipa, wszyscy zginęli. Zawsze się spotykaliśmy na barbórkę, na imprezach, teraz tego nie ma — mówi rozżalony.

W kolejnej publikacji “Fakt” zamieści stanowisko kopalni w sprawie pana Mirka walczącego o godne życie.

Górnik z kopalni Rydułtowy ujawnia. Przerażające, co działo się pod ziemią. “Jak w matni”

Kolejne straszne wieści. Nie żyje trzeci górnik z kopalni Knurów Szczygłowice

Tragiczne informacje ze Śląska. Po godz. 9 umarła ostatnia nadzieja

/18

Dawid Markysz / Edytor

Mirosław Romańczuk (43 l.) pracował w kopalni Knurów Szczygłowice przez 14 lat.

/18

Dawid Markysz / Edytor

Mirosław Romańczuk (43 l.).

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl