Home International W tym europejskim mieście nie wolno umrzeć. Prawdziwy powód wywołuje ciarki

W tym europejskim mieście nie wolno umrzeć. Prawdziwy powód wywołuje ciarki

0
1

Longyearbyen na Svalbardzie to jedno z najbardziej izolowanych miejsc na Ziemi. Surowy klimat wymusił na lokalnych władzach wprowadzenie rygorystycznych, często zaskakujących dla turystów przepisów.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Longyearbyen. Norweskie miasto ekstremów. Słońce nie wschodzi tu przez 5 miesięcy

Norweskie Longyearbyen, położone zaledwie trzy godziny lotu od Oslo, to najdalej wysunięta na północ, stale zamieszkana osada. Jej ponad dwa i pół tysiąca mieszkańców musi mierzyć się z temperaturami spadającymi do -46,3 st. C oraz specyficznym cyklem dobowym. Od kwietnia do sierpnia słońce w ogóle tu nie zachodzi, natomiast między październikiem a lutym panują całkowite ciemności.

Mimo tych trudności, wśród kolorowych domów działają szkoła, uniwersytet, a nawet elegancka restauracja. Wszyscy zaopatrują się jednak w jednym supermarkecie.

Turystyka w Arktyce. Kto odwiedza osadę na końcu świata?

Longyearbyen to nie tylko dom dla stałych mieszkańców, ale też ważny ośrodek badawczy i turystyczny. Działa tu uniwersytet, na którym studenci zgłębiają biologię Arktyki oraz geofizykę, a także Muzeum Ekspedycji na Biegun Północny. Rokrocznie tę mroźną dolinę na brzegu Adventfjord odwiedza ponad 100 tys. turystów. Oni, podobnie jak miejscowi, muszą dostosować się do niezwykłego prawa, które czyni z tej osady jedno z najbardziej unikalnych miejsc na globie.

Dlaczego w Longyearbyen nie wolno umierać? Surowe prawo Arktyki

Największym fenomenem tej odizolowanej osady jest obowiązujący od 1950 r. “zakaz umierania” i pochówków. Decyzja ta wynika bezpośrednio z ekstremalnych warunków pogodowych i mrocznej historii miasteczka. Odkryto, że z powodu wszechobecnych, ujemnych temperatur, wieczna zmarzlina konserwuje tkanki, a ciała spoczywające na miejscowym cmentarzu w ogóle nie ulegają naturalnemu rozkładowi.

Dla władz stanowiło to poważne zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne. Na początku XX w. przez Svalbard przetoczyła się śmiercionośna pandemia grypy hiszpanki. Pojawił się realny strach, że zatrzymany proces dekompozycji zwłok może doprowadzić do uwolnienia wciąż aktywnych wirusów hiszpanki z ciał ofiar pogrzebanych dziesiątki lat wcześniej. W efekcie lokalny cmentarz został definitywnie zamknięty.

Prawo to egzekwowane jest bez wyjątków i bezpośrednio wpływa na demografię miasta. W osadzie nie funkcjonuje żaden dom spokojnej starości. Każda osoba w podeszłym wieku, słabnąca lub poważnie chora musi zostać wysiedlona i na stałe przeniesiona poza granice wyspy jeszcze przed swoją śmiercią.

Zakaz pogrzebów i niedźwiedzie. Inne dziwne przepisy na Svalbardzie

Brak cmentarza to nie jedyna rygorystyczna zasada obowiązująca w mieście. Ulice w osadzie pozbawione są nazw, a do nawigacji używa się wyłącznie numerów. W trosce o środowisko kategorycznie zakazano tu posiadania kotów, natomiast dostęp do alkoholu jest limitowany i wymaga specjalnych kartek racjonujących.

Dodatkowo, każde wyjście poza granice miejscowości wiąże się z obowiązkiem posiadania broni palnej. To konieczność, która ma chronić przed niedźwiedziami polarnymi, regularnie wędrującymi po okolicy.

Źródło: The Sun

Pojechałam tam, gdzie latem zakłada się bluzę. “Coolcation” to nowy sposób na urlop

To zjawisko trwa tylko kilka minut. Polacy wydają fortunę, żeby je zobaczyć

Odkryliśmy prawdziwą perłę nad polskim morzem. Na razie dociera tu garstka turystów

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl