Władze zabrały panu Cezaremu dom, bo krzyżuje plany urzędników. Widzieliśmy, jak to się odbywało

0
3

Dom przy ulicy Kuszników 27 na warszawskiej Białołęce stoi na środku planowanego, nowego przebiegu ul. Białołęckiej. Koszt inwestycji opiewa na blisko 100 mln zł, a za jej realizację odpowiada firma Skanska. Modernizacja obejmie czterokilometrowy fragment drogi, wzdłuż którego powstaną nowe chodniki, ścieżki rowerowe oraz ważna dla lokalnej społeczności magistrala kanalizacyjna.

Warszawa. Miasto przejmuje dom pana Cezarego. Właściciel protestuje

Właściciel domu, Cezary Lusiński, od początku nie zgadza się z decyzją władz miasta o przejęciu jego posesji i mówi wprost o “kradzieży” i “skandalu”.

“Krew mnie zalewa, że złodziejska instytucja chce zabrać nam dom rodzinny 143 m kw. przy ul. Kuszników 27 za 445 tys. zł, zburzyć go i poprowadzić na jego miejscu ścieżkę rowerową wzdłuż nowego przebiegu jezdni. (…) Władze Warszawy kradną nam dom rodzinny pod ścieżkę rowerową. Tego Ci, Rafał, nie daruję” — napisał mężczyzna na swoim profilu na Facebooku.

Urzędnicy pozostali jednak niewzruszeni. W przesłanym “Faktowi” oświadczeniu tłumaczą, że właściciele posesji byli “pisemnie informowani o kolejnych krokach, związanych z budową ulicy Białołęckiej, od 2018 r.”

— Ponieważ właściciele nie wydali nieruchomości w wyznaczonym terminie, w kwietniu 2026 r. zostały wystawione tytuły wykonawcze i wydane stosowne postanowienia. W ten sposób zostało wszczęte postępowanie egzekucyjne. W postanowieniu współwłaścicieli wezwano do wydania nieruchomości do 20.05.2026 r. do godz. 14. Jeżeli nie zostanie wydana, zastosowany będzie środek egzekucyjny, polegający na odebraniu nieruchomości, opróżnieniu lokali i innych pomieszczeń. Wszelkie formalności w kwestii poinformowania o tej procedurze zostały spełnione — przekazała “Faktowi” Monika Beuth, rzeczniczka stołecznego ratusza.

Jak dodała, w ubiegłym tygodniu urzędnicy ponownie pisemnie poinformowali właścicieli, kiedy nastąpi odebranie nieruchomości.

— Podjęto także próby osobistego kontaktu w kolejnych dniach, jednak urzędnicy nie zostali wpuszczeni. Ponieważ nikt nie otworzył, na drzwiach domu umieszczona została informacja o terminie przejęcia nieruchomości — wyjaśnia Monika Beuth. — Takie sytuacje są zawsze nieprzyjemne, trudne dla obu stron, jednak wobec braku odzewu ze strony właścicieli i zastosowania się do przepisów prawa, urząd nie ma innego wyjścia jak tylko przystąpić do wielokrotnie wcześniej zapowiadanej egzekucji nieruchomości pod budowę drogi. Policja i Straż Miejska zostały poproszone o asystowanie przy odebraniu nieruchomości, wszystko odbędzie się zgodnie z prawem — dodała.

Protest sąsiadów przy ul. Kuszników 27. Są oburzeni decyzją warszawskiego ratusza

Termin przejęcia nieruchomości wyznaczono na 21 maja.

W czwartek, 21 maja, o godz. 9.00 na posesji pana Cezarego zjawili się urzędnicy w asyście funkcjonariuszy. W ramach protestu przeciwko decyzji władz miasta zgromadzili się tam również jego sąsiedzi. Na miejscu przebieg wydarzeń śledził reporter “Faktu” Jakub Szyda.

— Pan Cezary na co dzień pracuje jako dyplomata w placówce w ambasadzie we Francji i nie był w stanie przyjechać. Przed jego domem zgromadziło się jednak wielu jego sąsiadów — relacjonował dziennikarz “Faktu”. — Na posesji mężczyzny najpierw zjawili się urzędnicy z dzielnicy Białołęka, a następnie urzędnicy miejscy. Początkowo byli w eskorcie Straży Miejskiej. Wtedy również nastąpiło przekazanie urzędnikom kluczy. W imieniu pana Cezarego zrobił to jeden z jego sąsiadów, nie robiąc żadnych problemów.

Z relacji naszego dziennikarza wynika, że dopiero po jakimś czasie na miejsce przyjechała również policja i dopiero wówczas urzędnicy w asyście policjantów weszli na teren nieruchomości i oplombowali drzwi wejściowe do budynku.

Obecni na miejscu sąsiedzi w rozmowie z reporterem “Faktu” podkreślali, że największą niesprawiedliwością wobec właściciela domu jest fakt, że miasto dokonuje jego wywłaszczenia, oferując tak niską kwotę za nieruchomość. Twierdzą, że proponowana cena 445 tys. zł za ponad 140-metrowy dom położony na działce o wielkości 450 m kw. to ok. 75 proc. wartości tej nieruchomości. Według sąsiadów miasto okrada pana Cezarego.

“Zaoferowano mu sumę, za którą może kupi kawalerkę”

Głos w sprawie konfliktu zabrał obecny na miejscu Zbigniew Lisiecki, prezes stowarzyszenia osób poszkodowanych Dekretem Bieruta.

— Jesteśmy tu, bo widzimy, że ludziom dzieje się krzywda i to z powodu urzędu miasta. Powiem wyraźnie, że prezydent miasta nie wykonuje prawomocnych wyroków sądowych na masową skalę. Tutaj próbują budować autostradę, która biegnie donikąd. Podkopano się pod dom pana Cezarego, zaoferowano mu jakąś sumę, za którą może kawalerkę by gdzieś dostał, ale to nie jest wartość odtworzeniowa, która jest zapisana w konstytucji — art. 21, który mówi o “słusznym odszkodowaniu” — tłumaczy Zbigniew Lisiecki.

Wyjaśnia też, dlaczego — jego zdaniem — władze miasta zaproponowały mężczyźnie tak niską cenę za nieruchomość.

— Widzi pan, bo teraz to nie jest grunt budowlany. A dlaczego? Przecież dom został wybudowany na gruncie budowlanym. A co się stało? No wie pan, skoro można odrolnić grunt, to można również go przekształcić z budowlanego na drogowy. I wtedy jest dużo mniej warty. Czy nie mogli mu wcześniej zaoferować odkupienia nieruchomości w uczciwej cenie, tylko dopiero wtedy, jak już przeznaczenie działki zostało zmienione w Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego pod budowę drogi? — dopytuje nasz rozmówca.

Według niego, w ten sposób władze Warszawy bronią interesów Urzędu Miasta, a nie mieszkańców.

— To jest z naszej perspektywy pewna okupacja obca, bo jeżeli oni nie działają w interesie mieszkańców, to po co oni są? Ta rodzina mieszka tutaj od lat i być może nie ma konieczności wyburzania tego pięknego domu. Ale jeżeli jest, to czy mało jest tutaj gruntów na Białołęce, które miasto mogłoby mu zaoferować? A najbardziej absurdalny w tym wszystkim jest fakt, że ta autostrada wiedzie donikąd — podsumowuje pan Zbigniew.

Rzeczniczka warszawskiego ratusza w odpowiedzi na pytania “Faktu” przekazała, że “współwłaściciele nieruchomości nie odwołali się od decyzji ZRID (Zezwolenia na Realizację Inwestycji Drogowej), nie odwołali się też od decyzji ustalającej odszkodowanie, nie złożyli wniosku o wypłatę 70 proc. zaliczki na poczet odszkodowania. Nie złożyli też wniosku o lokal zastępczy, który oferowała i wciąż oferuje dzielnica”.

Waldemar Pawlak dorabia do emerytury. Pochwalił się swoimi dochodami

Belgia. Śmierć 58-letniej pani Jolanty Dilbeek. Zginęła podczas pracy

Onkologia, kardiologia, cyfryzacja – jak KPO zmienia Szpital Bielański

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl