Dramat chłopczyka rozegrał się w nocy z 6 na 7 marca 2024 r. Robert P. był wtedy sam w domu z dwójką dzieci — malutkim Wojtusiem i jego starszą siostrą Różą. Matka dzieci, zatrzymana dzień wcześniej przez policję za kradzież, nie mogła ich chronić. W mieszkaniu od dawna dochodziło do awantur, przemocy i libacji. Ojciec był znany z agresji, często pił i nadużywał narkotyków.
Dramat 7-miesięcznego Wojtusia. Chłopczyk przed śmiercią zwymiotował z bólu
Wojtuś obudził się w nocy i zaczął płakać. To wystarczyło, by rozwścieczyć ojca. Według śledczych, Robert P. zadał chłopcu ciosy w głowę. Sekcja zwłok wykazała złamanie podstawy czaszki, obrzęk mózgu i ślady krwi przy nosku. Chłopczyk konał w męczarniach. Rano makabrycznego odkrycia dokonała babcia, która wezwała pogotowie. Na ratunek było już za późno.
Widok ciała maluszka na łóżku przeraził nawet ratowników. Wojtuś miał połamane kości czaszki, zakrwawioną główkę, a przy nosie zaschniętą strugę krwi. Przed śmiercią zwymiotował z bólu. Policjanci, którzy pojawili się na miejscu, przyznali, że trudno było im opanować emocje.
Robert P. skazany. “Okoliczności sprawy są drastyczne”
Proces Roberta P. toczył się najpierw w Zielonej Górze. Sędziowie nie mieli wątpliwości, że ojciec odpowiada za śmierć synka. W styczniu 2024 r. zapadł wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo i dodatkowo 1,5 roku za znęcanie się nad partnerką i dziećmi. Sąd wymierzył karę łączną — 26 lat za kratami. Mężczyzna nie może zbliżać się do córki na mniej niż 100 metrów i musi poddać się terapii uzależnień.
Wyrok zaskarżyła zarówno prokuratura (domagała się dożywocia), jak i obrona (chciała łagodniejszej kary). Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał jednak orzeczenie w mocy. Sędzia Antoni Łuczak podkreślił, że “okoliczności sprawy są drastyczne, ale kara dożywocia byłaby nieadekwatna”. Sąd uznał, że Robert P. działał w zamiarze ewentualnym — nie planował zabójstwa, ale jego zachowanie było “irracjonalne i nie do wytłumaczenia”.
Ojciec Wojtusia przyznał się do zbrodni. “Nie zdawał sobie sprawy…”
Podczas procesu Robert P. przyznał się do winy, ale wielokrotnie zmieniał zeznania. Raz twierdził, że nic nie pamięta, innym razem, że chciał tylko uciszyć dziecko. Przed sądem płakał, mówił, że wolałby leżeć w grobie zamiast synka.
— Głęboko przeżywa to, co się stało. Nie zdawał sobie sprawy ze skutków swojego zachowania — mówił jego obrońca, adwokat Sylwester Babicz, cytowany przez PAP.
Prokurator Ewa Antonowicz nie miała jednak wątpliwości: — Skazany od najmłodszych lat stosował przemoc, najpierw wobec rodziny, potem partnerki i dzieci. Ma osobowość dyssocjalną. To nie był przypadek, to nie był wypadek. Oskarżony nie wyrażał skruchy, winę zrzucał na innych — podkreślała prokurator.
(źródło: PAP, Fakt.pl)
“Wygląda jak manekin”. To miał powiedzieć wujek Kamilka, gdy ujrzał zmaltretowanego chłopca.
/3
MARIUSZ KAPALA / GAZETA LUBUSKA / POLSKA PRESS / East News
Do tragedii doszło dwa lata temu w mieszkaniu w Świebodzinie.
/3
Wladysław Czulak / AGENCJA Wyborcza .pl
Po zabójstwie ojciec 7-miesiecznego Wojtusia został zatrzymany.
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





