Wstrząsając analiza eksperta po wypadku Dromadera. Pilot mógł żyć

0
3

Samolot PZL M18 Dromader o znakach SP-ZUT wystartował z Warszawy, by ratować płonące lasy w okolicach miejscowości Osuchy (woj. lubelskie). O godz. 20.41 maszyna nagle zniknęła z radarów. Pilot zginął na miejscu. Brychczyński wskazuje na “niepotrzebną śmierć” i punktuje błędy decydentów. Pilot musiał lecieć “w ciemno” aż z Warszawy, bo lokalne służby uznały, że wynajem maszyny “się nie opłaci”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ekspert lotniczy Grzegorz Brychczyński wskazuje na triadę przyczyn, które zawsze bada komisja: człowiek, maszyna i pogoda. W tym przypadku warunki atmosferyczne i systemowe decyzje stworzyły mieszankę śmiertelną.

Pożar na Lubelszczyźnie. Katastrofa Dromadera w trakcie akcji gaśniczej

We wtorek w miejscowości Kozaki w powiecie biłgorajskim wybuchł gwałtowny pożar lasu sosnowego. Do walki z ogniem skierowano 70 zastępów straży pożarnej oraz samoloty gaśnicze. Jeden z nich, jednosilnikowy Dromader, uległ katastrofie w rejonie miejscowości Osuchy. Informację o śmierci pilota potwierdził rzecznik wojewody lubelskiego, Marcin Bubicz. Na miejsce tragedii udał się szef MSWiA Marcin Kierwiński.

Z doniesień TVN24 wynika, że strażacy próbowali wcześniej ściągnąć wsparcie z innych służb. “W żadnej z tych formacji nie udało się skompletować załóg” – poinformował reporter stacji. Dopiero “bladym świtem” do akcji miał wystartować policyjny Black Hawk.

Drążek, gaz i walka o tlen. Prawdopodobne przyczyny wypadku w Osuchach

Grzegorz Brychczyński, ekspert lotniczy, w rozmowie z “Faktem” zwrócił uwagę na ekstremalne warunki panujące nad płonącym lasem sosnowym. Do tragedii doszło w fazie zmroku, nad starym lasem sosnowym. Brychczyński wyjaśnia, że ogień wszedł w wierzchołki drzew, co jest najbardziej niekorzystnym scenariuszem. Wysoka temperatura powoduje bowiem uwalnianie olejków eterycznych z igliwia. — Te olejki eteryczne to są takie minibomby. To wszystko wybucha — wyjaśniał Brychczyński.

Według eksperta, pożar wierzchołkowy sosen wytworzył strefę niebezpieczną o wysokości 50 m, w której występują silne ruchy powietrza i turbulencje. — Ogień zaczyna nabierać prędkości po tych wierzchołkach (…) i idzie z prędkością do 150 km na godz. — podkreślił.

Ekstremalne warunki nad biłgorajską ziemią

Pilotowanie Dromadera podczas akcji gaśniczej to zadanie wymagające perfekcyjnej techniki. W momencie zrzutu 2000 l wody samolot gwałtownie zmienia środek ciężkości. — Zrzucając te dwie tony wody, samolot ma tendencję do zadzierania nosa do góry. Pilot musi być przygotowany, żeby trzymać ten drążek i natychmiast oddać, dodać gazu i odchodzić w bok — tłumaczy ekspert.

Dodatkowym zagrożeniem był gęsty dym i brak tlenu, co mogło doprowadzić do awarii napędu. — To jest silnik tłokowy, który potrzebuje do swojej pracy tlenu, a dym, wysoka temperatura (…) zabierają tlen i może nastąpić zadławienie pracy silnika — ostrzegał Brychczyński.

Gorzkie słowa o oszczędnościach. “Za drogie i się nie opłaci”

Ekspert zwraca uwagę, że tragedia nie wydarzyła się w próżni. Polska od tygodni zmagała się z suszą, o czym alarmowali strażacy. Ekspert zwraca uwagę, że tragedia nie wydarzyła się w próżni. Polska od tygodni zmagała się z suszą, o czym alarmowali strażacy. — O tym, że jest alert przeciwpożarowy, od miesiąca mówiliśmy — przypomina Brychczyński.

W rozmowie pojawił się wątek decyzji podjętych przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Lublinie. Jak podaje, że zrezygnowano z lokalnego wsparcia lotniczego ze względów finansowych.

Stwierdzili w tym roku, że nie będą podpisywali umowy z zakładem w Mielcu, nie będą wynajmowali samolotu, bo to jest za drogie i to się nie opłaci. To nie jest sytuacja sprzed dwóch dekad. Zmiany klimatu widać gołym okiem, a oni uznali, że samolot gaśniczy się nie opłaca

— mówił Grzegorz Brychczyński.

Brak maszyn stacjonujących na miejscu zmusił pilota do dolotu z Warszawy, co zajęło ponad godzinę. — Pilot leciał w nieznany teren w sensie takim, że on nie wiedział, czy tam może wylądować, uzupełnić wodę i wystartować jeszcze raz. Pilot leciał w ciemno. Ktoś tu nad tym nie zapanował, nie pomyślał, nie był przygotowany — dodał ekspert.

“Mądry Polak po szkodzie”. Klimat się zmienia, urzędnicy nie

Alerty trwały od miesiąca, lasy wysychały na wiór, a urzędnicy liczyli pieniądze. Gdy w Osuchach wybuchło piekło, na miejscu zabrakło wsparcia. Grzegorz Brychczyński punktuje niefrasobliwość, która doprowadziła do niepotrzebnej śmierci doświadczonego lotnika.

Brychczyński wskazał na brak doświadczenia osób koordynujących akcję z ziemi w zakresie współpracy z lotnictwem. — Ludzie prowadzący tę akcję (…) nie mieli doświadczenia w użyciu samolotów do gaszenia lasu, bo oni stwierdzili, że w tym roku nie potrzebują. Po co im to? Klasyczny mądry Polak po szkodzie — podsumował.

Służby lotniskowe z Warszawy-Babic pożegnały pilota krótkim komunikatem: “Łączymy się w żałobie z rodziną, bliskimi oraz współpracownikami pilota. Blue skies”. Przyczyny tragedii wyjaśni Komisja Badania Wypadków Lotniczych, badając triadę: człowiek, maszyna i pogoda. Jak zaznaczył Brychczyński: — W każdym takim zdarzeniu tragicznym najsłabszym ogniwem jest człowiek. Jeżeli ten człowiek zawiedzie przez to, że nie ma pełnej wiedzy – to prowadzi do tragedii.

— Zginął kolega. Po prostu jest przykro. To była niepotrzebna śmierć — kończy smutno Grzegorz Brychczyński.

Źródło: Fakt.pl

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl