“Wyciągnę wam katarki ssakiem”. Koszmar w polskim szpitalu. Pielęgniarka nie wytrzymała psychicznie

0
3

Agnieszka Mielniczuk, była już oddziałowa interny, straciła funkcję kierowniczą po tym, jak 16 pracownic podpisało petycję opisującą koszmar na oddziale. Mimo potwierdzonych ataków, prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Świdnik. Groźby i agresja na oddziale interny

Jak donosi “Wyborcza”, sytuacja w świdnickiej placówce zaogniła się jesienią, gdy stanowisko oddziałowej objęła Agnieszka Mielniczuk. Według relacji personelu, przełożona stosowała przemoc psychiczną i fizyczną.

Pielęgniarki słyszały pod swoim adresem groźby: “Urwę ci łeb”, “Powyrywam włosy” czy zapowiedzi wieszania za kucyki. Dochodziło też do naruszania nietykalności cielesnej – jedna z kobiet została uderzona plastikowym koszykiem na leki, inną szarpano za gumkę do włosów. Atmosfera stała się tak toksyczna, że w grudniu jedna z pracownic doznała załamania i trafiła do szpitala psychiatrycznego.

Kara za brak posłuszeństwa

Oprócz agresji słownej i fizycznej, na oddziale wprowadzono specyficzny system kar i nagród. Pielęgniarki sprzyjające oddziałowej mogły liczyć na korzystniejsze grafiki i płatne dyżury weekendowe. Pozostałe mierzyły się z brakami w zaopatrzeniu. Gdy personel alarmował o braku opatrunków czy leków, oddziałowa miała stwierdzić wprost: — Nie wykonujecie moich poleceń, to ja waszych też nie będę.

W efekcie pielęgniarki musiały pożyczać podstawowe środki medyczne z innych oddziałów, by móc opatrywać pacjentów. Przełożona drwiła również z chorujących pracowników, grożąc, że będzie “wyciągać im katarki ssakiem”.

Kuriozalny werdykt komisji antymobbingowej

Powołana w szpitalu komisja jednogłośnie uznała, że Mielniczuk przekroczyła granice komfortu fizycznego i psychicznego podwładnych. Mimo to w oficjalnym protokole nie użyto słowa “mobbing”. Członkowie komisji argumentowali, że zachowanie nie było “uporczywe ani długotrwałe”, ponieważ trwało jedynie cztery miesiące.

Na tej podstawie zarekomendowano jedynie degradację oddziałowej i zakaz pełnienia funkcji kierowniczych. Obecnie kobieta pracuje na szeregowym stanowisku w szpitalnej poradni, co dla wielu pokrzywdzonych jest karą niewspółmierną do wyrządzonych krzywd.

Sygnalistka odsunięta od pracy

Największe oburzenie budzi jednak los Mileny Kozłowskiej, która jako pierwsza nagłośniła sprawę. Pielęgniarka ze specjalizacją z chorób wewnętrznych została nagle przeniesiona do zakładu opiekuńczo-leczniczego. Decyzję podjęto bez podania przyczyn i wbrew jej woli.

Pełnomocnik Kozłowskiej, mecenas Rafał Choroszyński, nazywa to “podręcznikowym naruszeniem ochrony sygnalistów”. Tymczasem Prokuratura Rejonowa w Świdniku umorzyła śledztwo w tej sprawie. Policja, na zlecenie prokuratora, przesłuchała jedynie Kozłowską, rezygnując z rozmów z dyrekcją i oskarżoną oddziałową. Decyzja o umorzeniu nie jest jeszcze prawomocna.

Źródło: “Gazeta Wyborcza”

Skandal w grójeckiej policji. Naczelnik miał pisać do podwładnej, że “dyga mu łodyga”

“Traktowali nas jak śmieci”. Tak miała wyglądać codzienność w najważniejszej komendzie w Polsce

Funkcjonariusz Służby Więziennej zgłosił, że został zgwałcony przez kolegów. Mamy komentarz SW

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl