Wybory parlamentarne w Izraelu nie przyniosły jednoznacznego rozstrzygnięcia. Po podliczeniu ponad 85 proc. głosów zarówno obóz premiera Benjamina Netanjahu, jak i siły skupione wokół jego głównego rywala Gadiego Eisenkota, mogą liczyć na około 50 mandatów. Nikt nie zdobył większości w 120-osobowym Knesecie. Ważną rolę mogą teraz odegrać dwie partie arabskie, którym prognozuje się łącznie 18–19 miejsc w parlamencie.
Co po wyborach w Izraelu? Ekspert wyjaśnia
Prezydent Izraela Icchak Hercog apelował w środę 28 października, aby działać tak, żeby nie były konieczne kolejne wybory. — Musimy zrobić wszystko, zwłaszcza po wczorajszym dniu, by uniknąć kolejnych wyborów. Oczekuję więc, że wszyscy (…) będą mieli otwarte umysły — zaznaczył. — Wczorajsze wybory były imponujące. Po raz pierwszy od dziesięcioleci frekwencja była ogromna. To powód do dumy dla izraelskiego społeczeństwa — dodał.
W powyborczej grze możliwych jest wiele scenariuszy. Dzisiaj trudno przewidzieć, który z nich się zrealizuje. — Na pewno Benjamin Netanjahu, mimo tego, że wydaje się, iż te wybory przegrał, spróbuje utrzymać się przy władzy i będzie robił bardzo dużo, żeby ten pozorny sukces przeciwników jednak ukrócić. Po pierwsze, Netanjahu może spróbować zagrać na rozłam bloku opozycyjnego. To, co odróżnia blok prawicowy od bloku opozycyjnego, to fakt, że ten prawicowy jest o wiele bardziej lojalny wobec samego Netanjahu. Tam nie ma sytuacji, w której ktoś ze skrajnej prawicy będzie kontestował przywództwo obecnego premiera. Natomiast w opozycji jest inaczej — wyjaśnia Maksymilian Skrzypczak.
Zaskakujący ruch Putina. Gen. Polko mówi wprost. “Gra pozorów”
— Tam najpewniejszą osobą do tego, żeby ubiegać się o stanowisko premiera, jest oczywiście Gadi Eisenkot, czyli lider największej partii opozycyjnej Jaszar. Natomiast są tam też inne osoby, które marzą o tym, żeby objąć fotel premiera, przede wszystkim Naftali Bennett. Nie wiadomo, jak zachowa się Avigdor Lieberman, który co prawda jest bardziej świecki, bardziej sceptycznie patrzy na próbę dążenia do państwa wyznaniowego, to jednak w wielu kwestiach społecznych, bezpieczeństwa i gospodarki zgadza się z Netanjahu. Głównym zarzutem Bennetta i Liebermana wobec obecnego premiera nie są same poglądy, ale styl jego polityki, który ich zdaniem prowadzi państwo do zguby. Netanjahu może zagrać na rozłam bloku opozycyjnego i zaproponować Liebermanowi wejście do koalicji rządzącej w zamian za pewne ustępstwa — wyjaśnia ekspert.
Co może wydarzyć się jeszcze w Izraelu? Netanjahu może wykonać “desperacki ruch”
Jak mówi Maksymilian Skrzypczak, może zrealizować się groźniejszy scenariusz związany z działaniami militarnymi.
W grze jest też scenariusz, w którym gdy negocjowany będzie skład potencjalnej koalicji rządzącej, Netanjahu spróbuje wykonać jakiś desperacki ruch w postaci nowej akcji zbrojnej przeciwko Iranowi. To postawi opozycję w bardzo niekomfortowym położeniu, bo będzie musiała albo zaakceptować to, że Netanjahu cały czas utrzymuje się przy władzy, albo spróbuje podkopać jego pozycję, co może być odbierane przez Izraelczyków jako rozbijanie jedności narodowej w sytuacji trwającego konfliktu. Taki scenariusz jest rozważany przez Netanjahu
— wyjaśnia ekspert.
— Trzecia opcja to koalicja opozycji z partiami arabskimi. Naftali Bennett oraz Avigdor Lieberman twierdzą, że nie chcą wchodzić do rządu z Arabami. Jair Golan, czyli przedstawiciel żydowskiej, syjonistycznej, ale jednak lewicy, jest otwarty na koalicję z partiami arabskimi. Eisenkot również dawał takie sygnały, wystosował na przykład kilka warunków wobec Arabów. Sam fakt, że przynajmniej ci dwaj liderzy sugerowali, że mogą to rozważyć, moim zdaniem oznacza, że będą aktywnie do tego dążyli — dodaje.
Maksymilian Skrzypczak zaznacza, że “alternatywy są dla nich o wiele gorsze, bo jest to albo chaos polityczny, albo nowe wybory, w których mogą dostać łomot”. — Inna opcja to pożarcie ich przez Netanjahu, który jest trochę gangsterem politycznym w tym sensie, że umiejętnie próbuje rozgrywać swoich przeciwników i na przykład zaprasza ich do koalicji, a potem połyka ich ugrupowania — zauważa.
Stanowcze słowa polityka PiS. “Koalicję z Braunem należy wykluczyć”
Wybory w Izraelu, a USA, Iran i Strefa Gazy. Co dalej?
Pozostaje także wiele pytań o powyborcze scenariusze w kontekście międzynarodowym, a także z uwagi na sytuację w Strefie Gazy. Jak odsunięcie Netanjahu od władzy wpłynęłoby na relacje Izraela z USA? Czy nowy rząd mógłby zmienić politykę Izraela wobec Iranu? Jak poszczególne scenariusze powyborcze wpłynęłyby na sytuację w Strefie Gazy i relacje z Palestyńczykami?
— Jeżeli chodzi o politykę wobec Iranu, to tutaj mniej więcej 80 proc. sceny politycznej w Izraelu zgadza się z tym, że Iran jest egzystencjalnym, śmiertelnym zagrożeniem. Wojny, które Izrael rozpoczął przeciwko Iranowi w zeszłym oraz bieżącym roku, cieszyły się poparciem w zasadzie od lewa do prawa. Główne różnice opierają się na szczegółach — wyjaśnia sekretarz redakcji magazynu “Układ Sił”.
Jeżeli zaś chodzi o Stany Zjednoczone, to tutaj wiele zależy od tego, jak duże znaczenie mają personalne relacje Benjamina Netanjahu z Donaldem Trumpem. Na pewno przyszłe administracje i przyszłe Kongresy w Stanach Zjednoczonych będą coraz mniej proizraelskie ze względu na zmieniające się nastroje społeczne. W tym kontekście zmiana władzy, na przykład objęcie jej przez Eisenkota — zwłaszcza jeżeli doszłoby do włączenia partii arabskich do rządu — może stanowić nowe otwarcie, dać Izraelowi miększe lądowanie, ale niekoniecznie spowoduje, że pozostanie on uwielbianym państwem przez Stany Zjednoczone
— tłumaczy.
Maksymilian Skrzypczak dodaje, że “jeśli chodzi o Strefę Gazy i Palestyńczyków, to podobnie jak w przypadku Iranu, przeważająca większość Izraelczyków jest zdania, że twarda odpowiedź na atak Hamasu była słuszna”.
— Jednak Eisenkot, mimo bardziej jastrzębiej retoryki przed wyborami, wykazuje się większym pragmatyzmem niż Netanjahu. Uważał na przykład, że równolegle do użycia siły trzeba nakreślić pewną wizję polityczną i że gdy Hamas zostanie dostatecznie osłabiony, to do Strefy Gazy trzeba wprowadzić zreformowaną Autonomię Palestyńską wraz z międzynarodowymi siłami umiarkowanych państw arabskich. To jest wizja, której Netanjahu, a już na pewno jego skrajnie prawicowi koalicjanci w ogóle nie brali pod uwagę. W tym kontekście Eisenkot mógłby przyspieszyć realizację planu Donalda Trumpa, który zakładał, że społeczność międzynarodowa w większym stopniu uzyskałaby kontrolę nad tym, co się dzieje w Strefie Gazy — podsumowuje.
Wygrana Demokratów a stała baza wojsk USA w Polsce. “Trzeba się z tym liczyć”
Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl





