Home International Zegarek ofiary zdradził mordercę. “Szkoda, że mnie złapaliście. Chciałem zabić więcej osób”

Zegarek ofiary zdradził mordercę. “Szkoda, że mnie złapaliście. Chciałem zabić więcej osób”

0
1

Władysław Baczyński uchodził za spokojnego ojca rodziny i miłego sąsiada, który chodzi z pieskiem na spacery. Zawodowo był kierowcą w Dyrekcji Lasów Państwowych, później w Polskim Radiu oraz Wytwórni Filmów Fabularnych. Co jakiś czas zamieniał się jednak w bezwzględnego mordercę. Zaczęło się od handlarki Anny S. (niektóre źródła podają imię Maria) spod Wrocławia, która została zastrzelona w Bytomiu rok po zakończeniu wojny. Jej ciało znaleziono w parku. Obok niego leżały łuski z pistoletu o kalibrze 9 mm. Milicjanci robili, co mogli, by ustalić sprawcę zabójstwa, ale im się to nie udawało, więc sprawa trafiła do archiwum z adnotacją “sprawca niewykryty”. Kiedy po 10 latach we Wrocławiu został zastrzelony trafieniem w klatkę piersiową rzemieślnik Chaim N., nikt nie łączył tych dwóch mordów ze sobą. Ofiarę tę znalazła na klatce schodowej sąsiadka. Początkowo sądzono, że mężczyzna zmarł śmiercią naturalną. Jednak w trakcie sekcji zwłok ujawniono ranę postrzałową. Pocisk kalibru 5,6 mm uszkodził serce, płuco i aortę.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Seryjny zabójca Władysław Baczyński

Krótko po morderstwie sąsiad znalazł w skrzynce anonimowy list. W jego treści była informacja, że zmarły połakomił się na małe pieniądze i przypłacił to życiem. Okazało się, że zabójca zabrał Chaimowi N. zegarek. Stało się to kluczowym wątkiem w sprawie, ponieważ nieco później funkcjonariusze znaleźli oprawkę właśnie z tego zegarka przy kolejnej ofierze. Ciało Józefa S. odkryto 9 stycznia 1957 r. w jego własnym garażu. To jednak nie było jedyne znalezisko. Obok ciała znajdowała się łuska kalibru 9 mm. Kiedy po ekspertyzie okazało się, że z tej samej broni zginęła dekadę wcześniej Anna S., milicjanci byli już pewni, że mają do czynienia z seryjnym mordercą.

Do kolejnej zbrodni doszło w połowie stycznia 1957 r., również we Wrocławiu. Józef W. zginął od postrzału z broni kalibru 5,6 mm. Podszedł do okna w swoim mieszkaniu, bo usłyszał jakieś odgłosy. Wtedy padł śmiertelny strzał. Seryjny sprawca tych zabójstw Władysław Baczyński wpadł w ręce milicjantów przypadkowo. Nie miało to związku ze śledztwami prowadzonymi w sprawie morderstw. Zatrzymano go podczas przypadkowego spotkania z patrolem milicji. Funkcjonariuszy zaniepokoiła reakcja mężczyzny i wybrzuszenie pod płaszczem. Baczyński sięgnął co prawda po ukrytą tam broń, ale nie zdołał jej użyć.

Proces Władysława Baczyńskiego i kara śmierci

Proces Baczyńskiego stał się jak na tamte lata sporym wydarzeniem medialnym. Oskarżony nigdy nie wykazał skruchy. Przyznał się do trzech z czterech zabójstw. Oskarżano go także o dwa usiłowania zabójstwa. Początkowo udawał chorobę psychiczną, potem zmienił podejście. Tłumaczył, że zabijał osoby, które źle traktowały swoich podwładnych lub miały na koncie niemoralne uczynki. On sam pracował wcześniej u swoich ofiar. Stwierdził też, że szkoda, że go zatrzymano, bo miał w planach zabić więcej osób.

Podczas procesu na jaw wyszło, że ojciec Baczyńskiego cierpiał na chorobę umysłową. Jednak u niego samego żadnej nie wykryto.

Sąd orzekł wobec Baczyńskiego karę śmierci. Skazany wyrok przyjął ze spokojem. Potem odwoływał się od tej decyzji, ale pozostała ona w mocy. Został stracony 17 maja 1960 r.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl