Zginął, spiesząc na pomoc innym. Tłumy żegnały 35-letniego Bogdana Ulmana. Poruszające obrazki

0
3

Uroczystość, która odbyła się 17 kwietnia, była czymś więcej niż pogrzebem. Była świadectwem — wdzięczności, bólu i ogromnego szacunku. Świadectwem tego, jak wiele może znaczyć jeden człowiek dla swojej rodziny, lokalnej społeczności i wszystkich tych, którzy kiedykolwiek potrzebowali pomocy.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Wyjeżdżał do akcji jak setki razy wcześniej. Tym razem już nie wrócił. Paradoks tej śmierci jest bolesny do granic: człowiek, który ratował życie i mienie innych, sam poniósł ofiarę w drodze na służbę. Odszedł, pozostawiając pogrążoną w żałobie żonę Wioletę oraz swoje ukochane córki.

Czytaj więcej: Tragedia podczas służby w Biskupicach. Druh śpieszył się do akcji

Łazany żegnają Bogdana Ulmana. Tłumy na pogrzebie naczelnika OSP

Podczas kazania padły słowa, które na długo zapadną w pamięć:

To nie on umiera – to my zbliżamy się do śmierci, a on przeszedł do życia wiecznego. W tych zdaniach była próba nadania sensu tragedii, która dla bliskich Bogdana wciąż jest niewyobrażalna. Kapłan przypominał, że Bóg był z nim do samego końca – także w ostatnich chwilach życia, gdy otrzymał rozgrzeszenie na godzinę śmierci. To wiara i nadzieja, których dziś tak bardzo potrzeba tym, którzy zostali.

Zgromadzony w kościele tłum i poza nim słuchał uważnie słów, które wypowiadał duchowny. — Wielu z nas zastanawia się, gdzie był wtedy Bóg? Dlaczego Bóg do takich rzeczy dopuścił? Dlaczego człowiek, który chciał jechać, pomagać innym, ginie w wypadku? Odpowiedź jest jedna: Bóg był z nim. A dowodem na to, że Bóg był z nim, jest obecność ojca Krzysztofa. W tych momentach, kiedy odchodził, dokonywało się przechodzenie Bogdana z tego świata do wieczności. To właśnie tam, na miejscu znalazł się ojciec Krzysztofa, który udzielił mu jeszcze rozgrzeszenia na godzinę śmierci. Bóg był z Bogdanem — mówił w przejmujących słowach ksiądz podczas nabożeństwa żałobnego w kościele w Łazanach. — Dokonało się wielkie zło, ale Bóg tego zła nie chciał. Był z Bogdanem w chwili, kiedy była godzina 18:48 we wtorkowy wieczór. Kochani! Wierzymy w to, że Bóg prowadzi go dzisiaj do swojego domu — dodał.

Wielka strata dla Łazan. Bogdan Ulman odszedł, niosąc pomoc innym

Bogdan Ulman był człowiekiem wielu pasji. Jednak najważniejszą była dla niego rodzina. Był kochającym ojcem, mężem i synem. Drugą jego pasją był człowiek. Pomoc niósł bez względu na porę dnia i nocy, nie oczekując wdzięczności. Straż była jego powołaniem od najmłodszych lat: od Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, przez lata służby w OSP, aż po funkcję naczelnika. Trzecią pasją była społeczność – jako sołtys budował lokalną wspólnotę, łączył ludzi i brał odpowiedzialność za wspólne sprawy.

Wędrówką życie jest człowieka. W przypadku Bogdana ta wędrówka była krótka, ale bardzo intensywna. Choć żył niespełna 35 lat, pozostawił po sobie ogrom dobra i pamięć, która będzie trwać — mówił ksiądz podczas kazania.

Za swoją postawę został pośmiertnie uhonorowany najwyższymi odznaczeniami: Srebrnym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju oraz Krzyżem Rycerskim za męstwo, ratowanie życia i ochronę mienia.

Po mszy żałobnicy odprowadzili naczelnika OSP i sołtysa, ale przede wszystkim swojego przyjaciela na miejsce wiecznego spoczynku. Trumna natomiast jechała na wozie strażackim. Kondukt liczył kilkaset metrów i towarzyszyło mu wycie syren.

Strażaka pożegnał również wojewoda Krzysztof Klęczar oraz przedstawiciel kancelarii Prezydenta RP.

/10

Facebook

Bogdan Ulman, naczelnik OSP w Trąbkach i były sołtys, zginął w wieku 35 lat w drodze na akcję ratowniczą.

/10

Rafał Klimkiewicz / Edytor

Na pogrzebie w Łazanach zebrały się tłumy mieszkańców, strażaków i przedstawicieli władz, by oddać mu hołd.

Disclaimer : This story is auto aggregated by a computer programme and has not been created or edited by DOWNTHENEWS. Publisher: fakt.pl